01/2020

Miłosz Waligórski

Selma

Tłumacz, rozsadnik porozumień.


Akcja tego dramatu toczy się między wojną a pokojem w czasie, kiedy po zimie z południa Hiszpanii ruszają do Szwecji pierwsze rodziny żurawi, a w Rosji u pni prasłowiańskich lip zaczynają tyłkami sczepiać się kowale bezskrzydłe. Epoka drastycznych zmian klimatu nazywa tę porę roku wiosną, a wcześniej, w złotym okresie literatury, mówiono o niej przedwiośnie. Zza węgła wychodzą pierwsi ludzie i skacząc na jednej nodze z palcem w uchu, wytrząsają z siebie zimę. Bałwany, te co bardziej rozgarnięte, wsiadają na kry i płyną za mrozem do Zatoki Botnickiej lub choćby na Åland.


Przy takim postawieniu scenografii Selma zastaje mnie w pozie tragicznej. Od kilku dni nie mogę wtłoczyć mięsa w schemat zamrażarki, więc i teraz, pochylony nad nią, zionąc oddechem Jefima Pachoma, maratończyka bez ziemi, podnoszę głos na młotek. Rozbijam lód. Słyszę chrząknięcie, prostuję się wykrzyknikowo, omal nie uderzam głową w otwarte drzwi górnej części lodówki. Bo i ją rozmrażam, bez litości karaskam się ze skamieniałym śniegiem, który gospodaruje tu despotycznie i nie popuszcza nawet pod groźbą zabójstwa politycznego.


Ciepłe spojrzenie Selmy rozpuszcza lody i znosi bariery. Widzę, jak otwiera się przede mną wielka dolina rozmowy, lecz na razie stoję z trzonkiem w dłoni i wyglądam jak przyłapany na bezeceństwie idiota.

– Co to za hałasy, sztuczna zamieć? Otwiera pan i zamyka te drzwiczki, jakby wachlował pan nieprzytomną damę dworu. I ten młotek. Swego czasu w Petersburgu rewidenci walili tak w żelazne koła pociągów. Pamięta pan? – Selma się nie pieści, Selma bez patyczkowania się przechodzi do rzeczy.

Wypełnia sobą cały dom, choć nie jest w nadmiarze. Blask jej oczu. Śnieg topnieje i przecieka przez palce, wymykając się dłoni, a tym bardziej zdaniu. Tłumaczę, dlaczego lód idzie pod młotek. Mięso nie wchodzi itd. Od słowa do słowa poznajemy się. Pochodzi z artystycznej rodziny, matka Thelma Berny była pisarką, ojciec Carlos Ancira znanym aktorem. Wychowała się w Meksyku, mieszka w Barcelonie, mieście urodzenia Ramóna Mercadera (1913–1978), poligloty, który ożenił się z sekretarką Lwa Trockiego po to, żeby zaskarbić sobie życzliwość jej szefa, a potem wejść do Błękitnej Willi w Coyoacán z młotkiem do rozbijania lodu pod pachą i zamordować go z pasją maniakalnego rewolucjonisty.


Selma dobiega swojego wieku, lubi spacery i fotografię. Od trzydziestu lat przekłada na hiszpański literaturę grecką i literaturę rosyjską, w tym Marinę Cwietajewą i Tołstoja, którego przetłumaczyła prawie w całości; „prawie”, bo tej całości nie da się objąć. Zresztą, jak mówi przysłowie, gdy się dużo obejmuje, to się słabo ściska. Dlatego Selma robotę rozłożyła na dziesięciolecia. Dzień w dzień wstaje po piątej, o siódmej siada do komputera i strona po stronie posuwa naprzód dzieło życia, swojego i Lwa Nikołajewicza, bo tłumacz dopełnia nie tylko biblio-, ale też biografię pisarza.


W Rosji mówi się, że Tołstoj napisał trzy wielkie powieści: Wojnę i pokój, Annę Kareninę i siebie, zaklętego w dzienniki i listy. Nad nimi Selma ślęczała najdłużej, bo aż dziesięć lat. DiariosCartas wyszły ostatecznie w czterech tomach. Potem nastał czas beletrystyki: Szczęście rodzinne, Po balu, Poranek ziemianina, Bystronogi. Ostatnio pracuje nad Drogą życia, którą osiemdziesięciodwuletni Tołstoj napisał w kilka miesięcy, lecz do której materiał zbierał przez trzydzieści lat. Trzydzieści. Liczby mówią nie tylko same za siebie.


Codziennie spotykamy się na kolacji. Któregoś wieczora znów siadamy za stołem nakrytym czarną makatką. Między nami, wśród jedzenia i picia, leży zbędny już młotek. Selma opowiada mi historię, w której odegrała rolę ni mniej, ni więcej, tylko opatrznościową. „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”, zaczyna, ale tym razem nie chodzi o Obłońskich ani o zawiłą geometrię miłosnego wieloboku, lecz o rodzinę Trockich i o tę jasną chwilę, kiedy pojedynczy człowiek własnoręcznie rozdziera płótno historii spod znaku Leopolda von Rankego – historii satrapów, bitew i zwycięstw.


Selma dokonała rzeczy niewiarygodnej. W Rosji późnego Breżniewa, w kraju chorym chorobą swojego przywódcy, gdzie niewydolność władzy maskowano propagandą sukcesu, a trockistów nieodmiennie wyzywano od piątej kolumny, młoda Meksykanka, studentka rusycystyki na Łomonosowie, odnalazła w mieście wnuczkę Lwa Trockiego i dała jej list od jej mieszkającego za oceanem brata. Dzięki Selmie rodzeństwo pierwszy raz w życiu nawiązało kontakt. Oboje mieli wtedy ponad dziewięćdziesiąt lat. W tamtych czasach, już wcześniej poddany ewaporacji, Trocki stanowił tabu. Nikt z otoczenia wnuczki nie wiedział, kim ona jest naprawdę. Kiedy po latach związku otworzyła się przed swoim partnerem, ten opuścił ją z dnia na dzień.


– To wymagało zachodu, nie jak dzisiaj, „fru, fru” i Szeremietiewo. Kraj był wykolejony, out of joint. – Selma, przynajmniej częściowo, wróciła go do normy. Połączyła ze sobą ludzi, domknęła ich los. – Przy Leningradzkim aż do śmierci w 1978 roku miesz­kał Mercader. Tamtego dnia, jadąc do wnuczki Trockiego, mogliśmy go spotkać. Dystyngowany Hiszpan w garniturze, z gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego w klapie, wyróżniał się z szarego tłumu. Szanse na to były jednak małe, bo on poruszał się głównie metrem, a mnie kolega wiózł autem – kończy Selma i uderza młotkiem w stół.


Wstaję z miejsca i mam ochotę wygłosić naukę o konieczności pokory.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.