11/2019

Anna Mochalska

Świat się jawi czy objawia?

Wojciech Kass to poeta z całą pewnością znany i rozpoznawalny, ale przy tym stojący nieco z boku głównego obiegu; nazwijmy go outsiderem poezji współczesnej. Powodów takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Po pierwsze, niemałe znaczenie ma tu z pewnością czynnik geograficzny: Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu, którym Kass kieruje, nie jest takim miejscem, do którego prowadzą wszystkie drogi. Po drugie, na co z pewnością również wpływa wspomniany czynnik geograficzny, w wierszach autora Wirów i snów spodziewać się możemy raczej ciszy, spokoju, przyrody niż zgiełku, kontrowersji, nadmiaru. Poeta nie krzyczy na czytelnika ani do czytelnika, jego wiersze czekają na inicjatywę ze strony ewentualnego odbiorcy. Po trzecie wreszcie, poezja laureata Nagrody Otoczaka nie jest medialna w tym sensie, że mało w niej bieżących wydarzeń, gorących tematów z pierwszych stron gazet; ze świecą szukać tam także gier językowych czy nietuzinkowych rozwiązań formalnych. To poezja szeptu, nie przykuwa uwagi. Jeśli chcielibyśmy ją włączyć w któryś ze współczesnych nurtów poetyckich, najbliższym tropem byłaby zapewne poezja ekologiczna, a i to nie byłby w pełni właściwy kierunek. Innymi słowy – Wojciech Kass w literaturze chodzi własnymi drogami i nie są to te najczęściej wybierane przez turystów.

Najnowsza książka laureata Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny nie odbiega właściwie od wcześniejszych publikacji. Podmiot Objawów to typ obserwatora, przy czym obserwacji podlega tu świat zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Uwaga jest skoncentrowana na przyrodzie i ludziach oraz wrażeniach przez oba te czynniki wywoływanych. Kass niezmiennie skupia się na uczuciach. Chociaż nawiązania kulturowe, które wplata w swoje wiersze, świadczą o dużej wiedzy i obyciu, jego poezja nie jest przeintelektualizowana. Czytelność tych tekstów to jeden z ich największych atutów. Autor panuje nad słowem, ale przede wszystkim panuje nad frazą, mimo że nierzadko sięga po archaiczne konstrukcje językowe, mające swoje korzenie w języku biblijnym. To poezja niezwykle komunikatywna, nie sposób odmówić jej swobody i lekkości; z pewnością jest w tym artystyczny kunszt.

Tytułowe „objawy” – czyli innymi słowy oznaki, zwiastuny – przywodzą na myśl jakiś stan chorobowy, który wymaga zdiagnozowania, wskazują na dostrzeżenie symptomów domagających się znalezienia przyczyny. Taki kontekst daje się odczytać z wierszy pomieszczonych w książce, której ton jest nieco mroczniejszy od dotychczasowej twórczości Kassa i w której momentami dochodzą do głosu kwestie społeczne. Jednak na główne znaczenie objawów naprowadza Tryptyk, a dokładnie jego pierwsza część Z Benna: „córy i synowie ziemi / jesteście objawami, nie ma już bowiem / człowieka, jawią się tylko jego objawy”. Tym samym do twórczości poety wkrada się zwątpienie, niemożność prawdziwego doświadczenia obecności drugiego człowieka. Nie jest ona stała – okoliczności i stopień zażyłości mogą skutkować realną bliskością, niemniej nawiązanie komunikacji i więzi między objawami – moglibyśmy powiedzieć przejawami – jest dużo trudniejsze, niż się dotychczas zdawało. Tej bariery podmiot niejednokrotnie nie jest w stanie przełamać. Oparcie jednak znajduje niezmiennie w świecie natury, którego objawy – tu raczej znaki – wciąż są czytelne i namacalne. Mgła czy światło to komunikaty nadawane przez przyrodę, jakie bohater tych wierszy czyta bez pudła. Wrażenie obcowania z jakiegoś rodzaju projekcją czy hologramem zamiast bytu osobowego skutkuje ogromną potrzebą potwierdzenia prawdziwości otaczającego świata: „sosno Uranio, leśniczówko przepiórko // bądź rzeczywistą / jak cisza i drzemka pod brzozą / jak sęk twojego płochliwego serca, piórka”. Po raz pierwszy u Kassa świat nie „jest”, a „jawi się”. Objawy przenika pewien niepokój, którego próżno szukać w zbiorze Ba! i dwadzieścia jeden wierszy czy w tomiku Przestwór. Godziny.

Pomimo zwątpienia nie zmienia się stosunek podmiotu do świata. W jego wzroku wciąż jest olbrzymia czułość, a jego działaniem kieruje troska. „Ostrożeń, Burj Kahlifa, bekas, skorupa / amfory, przytulia i statek kosmiczny, / wiesiołek i bazar, nawłoć i chmura gradowa” mogą liczyć na pełnię uwagi autora, a tym samym czytelnika. Jest w tym i liryzm, i naiwność, której zresztą poeta jest w pełni świadomy: „Ach ty, naiwne poeciątko! Aj ty!”. Taka postawa umożliwia jednak szczególny rodzaj doświadczenia i tego doświadczenia intensyfikację. Jej skutkiem ubocznym jest wkradająca się do wierszy czułostkowość, nadmierny patos, emfaza, trudność – czy nawet niemożność – wyjścia poza opisywane doświadczenia, ustawienia się na zewnątrz tekstu. Kass trąca niekiedy banalnie brzmiące struny i umieszcza w wierszach niepotrzebne frazesy. Jest nierozerwalnie związany ze swoją twórczością, ta poezja z całą pewnością ma charakter osobisty i zdaje się, że nie zawsze potrzebuje odbiorców spoza wąskiego grona (Do poetów Topoi) czy wręcz skierowana jest do konkretnej osoby (Wypis [2]). Czy przeszkadza to w odbiorze Objawów? Absolutnie nie, choć momentami utrudnia lekturę bądź po prostu drażni. Lekko wytrąca z równowagi również pewna niekonsekwencja w stosowaniu interpunkcji, w której nie umiem dopatrzyć się zasadności.

Powróćmy jeszcze do tego ciemniejszego tonu pojawiającego się w najnowszej książce autora Do światła. Objawy kończą się wierszem Co kochałem, epigramat. Oczywiście wzorzec gatunkowy, do którego nawiązuje poeta, determinuje w znacznym stopniu treść tekstu, przywołajmy jednak fragment: „Obejmowałem świat ramieniem oddechu, / a teraz, gdy wszystko, co kochałem / gotowym jest do spustoszenia / i nigdzie nikt nie pyta o mnie / ja, syn ludzki daleki od agory, / […] kończę swoją przechadzkę”. Utwór, co prawda, dedykowany jest księdzu Stasiowi, ale kwestią otwartą pozostaje, jak dalece przekaz dotyczy też podmiotu czy samego autora. Choć, jak zaznaczyłam na początku, Objawy wpisują się w dotychczasową twórczość Kassa, więcej w nich obaw, niepewności, niepokoju. Już motto z Nietzschego zasiewa nutę zwątpienia: „Pustynia rośnie: biada w kim się zjawi”. W nas? W autorze? W wierszach na razie obserwujemy symptomy (objawy): „jesteśmy coraz mniej niewinni, jesteśmy wyrafinowani / w swoich zbrodniach”. Jeszcze nie wyciągamy na tej podstawie zbyt daleko idących wniosków, ale zaczynamy zauważać i konkretyzować problem. Podmiot nie godzi się na to wyrafinowanie, wręcz okrucieństwo, niekiedy wyraźnie je krytykuje, ale właściwie pozostaje bezradny wobec świata i „ludzi, którzy wychodzą / na ulicę z telewizorem w głowie”. Jedynym orężem pozostaje poezja – „Na co wierszyki tato, jesteśmy tutaj tylko gośćmi / – Wzmacniają rację życia”. Kass dzięki poezji utrwala właśnie, wzmacnia, może nawet ocala. To dziękczynienie, pochwała, pielęgnowanie. W wierszu Do Roberta Walsera czytamy: „Gdybyż ludzie wiedzieli, ile rzeczy / z naszego świata daje się udobruchać”. Autor poprzez poezję i w poezji nie traci wiary, pielęgnuje nadzieję i uczy się miłości, na to samo pozwalając czytelnikowi.

Bardzo cenię twórczość Wojciecha Kassa i lubię do niej wracać. Wbrew pozorom sztuka opisu i portretowania nie jest łatwa. Uchwycenie zjawiska, okoliczności, postaci czy przedmiotu i językowe ich odtworzenie wymagają skupienia oraz skrupulatności. Kass jest nie tylko poetą ciszy, lecz także poetą drobiazgu. Współcześnie wydaje się ryzykowne mówienie o takiej cesze, ale w tym przypadku chyba nie sposób jej pominąć – to przede wszystkim twórca o dużej wrażliwości, a to pozostaje nie do przecenienia.

Wojciech Kass: Objawy.
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2019, s. 64.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.