03/2018

Elżbieta Baniewicz

Teatralny Oscar

Czym są Oscary filmowe, wiadomo – najbardziej pożądaną nagrodą. Uroczystość ich wręczania, ten wielki show w Kodak Theatre w Los Angeles oglądają z ekscytacją miliony widzów na świecie. W teatrze tak dobrze nie ma, choć niejednokrotnie przedstawienia przewyższają swą zawartością myślową i ujęciem aktorskim infantylne często produkcje Hollywoodu. Tę „dziejową” niesprawiedliwość postanowił wyrównać, choćby w niewielkim stopniu, francuski minister kultury Jack Lang. Wiele lat temu wymyślił The Europe Theatre Prize, przyznawaną „osobowościom lub zespołom teatralnym zaangażowanym w realizację wydarzeń kulturalnych promujących zrozumienie i wymianę doświadczeń między ludźmi”. Dość to szerokie pojęcie, niemniej jury, powoływane za każdym razem spośród członków Międzynarodowego Zrzeszenia Krytyków Teatralnych (AICT) afiliowanego przy UNESCO, laureatami teatralnego Oscara czyniło wybitnych artystów teatru. Od początku nagrodzie patronuje Komisja Europejska; w tym roku na uroczystościach pojawił się były przewodniczący Jacques Delors, za czasów którego ustanowiono nagrodę.

Po raz pierwszy Europe Theatre Prize została przyznana w 1987 roku. Ówczesny komisarz do spraw kultury z ramienia KE Carlo Ripa di Meana objął ją patronatem i nic dziwnego, że we własnym kraju, w Taorminie na Sycylii, w jednym z najpiękniejszych i zachowanych do dziś greckich teatrów, zorganizował uroczystość jej wręczenia, transmitowaną przez Eurowizję. Pierwszą laureatką została francuska reżyserka Ariane Mnouchkine za pracę z zespołem Théâtre du Solei. Uhonorowana została wówczas także Melina Mercouri, minister kultury Grecji, za aktywność polityczną oraz wspieranie aktywności artystycznej w swoim kraju. Zebrane gremium podkreślało, że teatr, a tym samym nagroda, służy porozumieniu całej Europy podzielonej wówczas na dwa bloki polityczne, zatem nagroda będzie wręczana również artystom pracującym w krajach podporządkowanych rosyjskiej dominacji. Podział Europy znikł szybciej, niż się tego spodziewano, i dziś zarówno artyści, jak i widzowie naszego kontynentu stanowią wspólnotę.

Uroczystość wręczania Europejskiej Nagrody Teatralnej odbywa się za każdym razem w innym kraju, towarzyszy jej kilkudniowa prezentacja najważniejszych i najnowszych przedstawień europejskich artystów oraz dyskusje zaproszonych krytyków i gości. Laureatami piętnastu dotychczasowych edycji byli: Peter Brook, Giorgio Strehler, Heiner Müller, Robert Wilson, Luca Ronconi, Pina Bausch, Lew Dodin, Michel Piccoli, Harold Pinter, Robert Lepage, Peter Zadek, Patrice Chéreau, Peter Stein, Mat Ek oraz jedyny Polak – Krystian Lupa.

To nie wszystko. Aby proces zszywania podzielonej po wojnie Europy postępował szybciej i wyraźniej, dwa lata później krytycy postanowili zauważać artystów młodszego pokolenia, którym udało się sformułować oryginalny język sceny dla poruszania aktualnych problemów społecznych i politycznych. W kategorii nazwanej Nowe Rzeczywistości Teatralne nagrodzono między innymi: Anatolija Wasiljewa, Edmundasa Nekrosiusa, Christophera Marthalera, Thomasa Ostermeiera, Romeo Castellucciego, Heinera Goebbelsa, Alaina Platela, Oskarasa Korsunovasa, Josefa Nadija, Alvisa Hermanisa, Biljanę Srbljanovic, zespół Rimini Protokoll, Saszę Waltz, Krzysztofa Warlikowskiego, Pippo Delbono, Rodrige’a Garcię, Arpada Schillinga, Andrieja Moguczego – artystów, których przedstawienia znamy z festiwali KontaktDialog, a także indywidualnych realizacji w Polsce.

W grudniu 2017 roku w Rzymie odbyło się wręczenie teatralnego Oscara Isabelle Huppert i Jerememu Ironsowi w kategorii „wybitne osobowości”. Oboje pokazali swą klasę aktorską w dwóch, można powiedzieć, aktach. Najpierw czytali listy Camusa i jego ukochanej (ona po francusku, on po angielsku), następnie oboje przeczytali po angielsku pełną tajemniczego napięcia sztukę Harolda Pintera Ashes to Ashes o małżeństwie, które straciło dziecko. Nagrodę specjalną za całokształt twórczości otrzymał Wole Soyinka, dramaturg, prozaik, poeta nigeryjski, laureat literackiego Nobla z 1986 roku. Wszystko to odbyło się w pięknym dziewiętnastowiecznym Teatro Argentina ostatniego dnia spotkań, niejako na deser.

Dania główne, na które zjechało około pięciuset osób z całego świata, okazały się niestety mało strawne. Myślę tu przede wszystkim o szekspirowskim Ryszardzie II w reżyserii Petera Steina. Ten wybitny niemiecki reżyser pracował z zespołem w prowincjonalnym Prato ze wszystkimi tego faktu skutkami. Patetyczne aktorstwo rozłożyło spektakl w tym samym stopniu, co scenografia przenosząca nas i w średniowiecze (żołnierze przywdziali żelazne kolczugi, zbroje), i we współczesność (dworacy i król nosili nowoczesne płaszcze z różnokolorowej skóry). Tragedia Szekspira po włosku brzmi jakoś mało poważnie, nie dało się tego oglądać ani słuchać bez uśmiechu rozczulenia. Podobnych wrażeń dostarczył Król Lear w reżyserii Giorgio Barberio Corsettiego wyprodukowany przez Teatro di Roma i Teatro Biondo di Palermo.

Równie oczekiwanym przedstawieniem, jak Ryszard II Steina, był HamletMaszyna Heinera Müllera w reżyserii Roberta Wilsona. Zrealizował on dyplom studentów szkoły aktorskiej z właściwą sobie wyobraźnią plastyczną, bardzo niekonwencjonalną. Kilka scen z arcydramatu z udziałem Hamleta, Horacja i Ofelii zyskało różne odsłony od renesansu przez fin de siécle po współczesność, choć z tekstem autora, mówiącym o sytuacji w ówczesnym DDR, miały mało wspólnego. Niemniej możliwość współpracy studentów z artystą tej rangi nie zdarza się często, więc można im tylko pozazdrościć pracy, w której musieli zmieścić swą interpretację miłości, lojalności, polityki, rewolucji, a nawet ekologii w narzuconej wyrafinowanej formie kostiumów, ruchów, szczególnej emisji głosu.

Kategoria Nowe Rzeczywistości Teatralne została nieco okaleczona, jej główny bowiem laureat – Kiryłł Srebrennikow, dyrektor Centrum Gogola w Moskwie, kilka miesięcy temu został oskarżony o rzekome nadużycia finansowe i przebywa w areszcie domowym. Nie pojawił się ani on, ani żaden jego spektakl, jedynie kilka fragmentów nagranych na wideo prezentowała i komentowała szefowa rosyjskiego pisma „Tieatr” Marina Dawidowa. Laureatem Nowych Rzeczywistości Teatralnych została izraelska reżyserka Yael Ronen, która we współpracy z berlińskim Teatrem Gorkiego i aktorami pochodzącymi z różnych stron świata zrealizowała spektakl Roma Armee o potrzebie tolerancji i akceptacji inności. Słuszny jak najbardziej, ale tak infantylny i oczywisty, że trudno było nie pomyśleć, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ciekawsze, inspirowane dobrą literaturą, Małym biesem Fiodora Sołoguba, było przedstawienie estońskiego Teatru No 99 No 43 Filth w reżyserii Ene-Liis Semper i Tiit Ojasoo, w którym dziewięcioro aktorów przy minimalnym użyciu słów wykreowało emocjonalny obraz nietolerancji, strachu i głupoty, jakim żywi się dziś europejski populizm.

Reżyser Króla Ubu Alfreda Jarry’ego, ponadczasowego manifestu tyranii, Jernej Lorenci także został nagrodzony w omawianej kategorii za spektakl przygotowany z zespołem Słoweńskiego Teatru Narodowego z Lublany. Podobnie jak Allessandro Sciaroni za spektakl wyprodukowany przez kilka włoskich zespołów Bez tytułu – będę tu gdy umrzesz, opowiadający historię sztukmistrza, który tak potrafił żonglować stereotypami, tak oszukiwać widownię i siebie, że w rezultacie zniszczył swe dzieło i życie.

Kompletnie niezrozumiały, przynajmniej dla mnie, okazał się spektakl monachijskiego Kammerspiele Samobójstwo dziewicy w reżyserii Susanne Kennedy, inspirowany tybetańską Księgą zmarłych i dziełami Thimothy’ego Leary’ego, amerykańskiego filozofa, pisarza, psychologa, ikony kontrkultury lat sześćdziesiątych, guru beat-generation. Był to rodzaj medytacji o dziewictwie, narkotykach, samobójstwie nastolatki pochodzącej z burżuazyjnej prowincjonalnej rodziny wyrażany obrazem (filmy wideo pokazują kilkunastoletnie dziewczynki i chłopca wykrzykującego swe zainteresowanie dziewictwem) oraz tybetańską transową muzyką, w takt której poruszają się albo tkwią w bezruchu nieme, biało ubrane postacie.

Ponieważ stale narzekamy na dzisiejszy teatr, wycieczka do Rzymu i obejrzenie kilku prezentowanych tam przedstawień utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jest u nas gorzej niż gdzie indziej. Teatr współczesny pod każdą szerokością geograficzną szuka nowego języka sceny w nowoczesnych technologiach przekazywania obrazu, politycznej publicystyce, a coraz rzadziej w dobrej literaturze. Na razie bez większego powodzenia, więc nie można mówić o wyjściu z kryzysu. Artystów klasy Strehlera, Brooka czy Lupy na razie nie dostrzegłam.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.