12/2020

Michał Bandura

Trudniejsze przyjemności

1. Przez wiele lat teksty Harolda Blooma tłumaczono na język polski niezwykle rzadko. Mimo iż na początku stulecia wzbudził w naszym kraju zainteresowanie nie tylko literaturoznawców, ale i filozofów – wśród lansujących jego prace znaleźli się Agata Bielik-Robson i Adam Lipszyc – po polsku ukazała się tylko jedna książka jego autorstwa, Lęk przed wpływem, wydana w prestiżowej serii Horyzonty Nowoczesności krakowskiego Universitasu. Ponadto teksty Amerykanina co pewien czas publikowała „Literatura na Świecie”; w roku 2003 pismo poświęciło mu numer monograficzny. Dopiero w ostatnim czasie ukazały się nowe tłumaczenia książek Blooma, za to aż trzy: wydawnictwo Aletheia wydało Księgę J, Zachodni kanon. Książki i szkołę epok oraz Jak czytać i po co. Czy z obszernej spuścizny niedawno zmarłego krytyka należało wybrać akurat te dzieła? Zamysł wydawców wydaje się czytelny: chodziło o to, by zaproponować pozycje, które będą miały szansę zainteresować nie tylko krytyków literackich czy wielbicieli poezji, zwłaszcza anglojęzycznej, lecz także szersze grono humanistów. Książki te pochodzą z późniejszego okresu twórczości badacza, zostały po raz pierwszy wydane, odpowiednio, w latach 1990, 1994 i 2000. Bloom z końcówki XX wieku to już nie tylko i nie przede wszystkim badacz romantycznej i poromantycznej poezji języka angielskiego, ale uznany profesor ogłaszający stanowcze veto wobec współczesnych tendencji w nauce o literaturze i krytyce, to konserwatywny esteta, usiłujący w dobie rewizji kanonu (dokonywanej z lewicowych pozycji) bronić własnej wizji silnych, ponadczasowych literackich wartości. Moje uwagi odnoszą się do Western Canon oraz How to Read and Why. Księga J to pozycja osobna, traktuję ją raczej jak rodzaj rozwlekłego żartu ekscentrycznego badacza: Bloom proponował tam potraktować dzieło Jahwisty (czy, jak wolał, Jahwistki: to rodzaj ironicznego podporządkowania się wymogom politycznej poprawności i mała uszczypliwość pod adresem feministek), a więc trzon hebrajskiej Biblii, jako utwór literacki. Rozważania okołobiblijne nie wywołują u mnie szybszego bicia serca, nie czuję się też kompetentny, by w tej sprawie zabierać głos, toteż zamierzam się tu zająć wyłącznie Zachodnim kanonem oraz Jak czytać i po co. Książki te wywołują sprzeczne uczucia. Bloom fascynuje, ale też irytuje, niekiedy śmieszy, tumani, przestrasza. Jest jak stary wujek na rodzinnym przyjęciu, który najwięcej wie o świecie i zawsze opowiada najciekawsze historie, przy czym od czasu do czasu wplata w nie rubaszne dowcipy, od których czuje się ciarki wstydu. Gdyby ktoś spytał mnie, czy warto czytać późnego Blooma, odpowiedziałbym, że z pewnością tak, ale dodałbym: mimo wszystko.

[…]

[ciąg dalszy można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.