06/2020

Robert Kurpios

U doktora

– Wchodź, Andrzeju – rzekł lekarz do rudowłosego mężczyzny, stojącego na korytarzu.

– Bonifacy.

– Co Bonifacy?

– Na imię mam Bonifacy.

– Oczywiście. Czasem przyjaciół nazywam ich drugim imieniem.

Bonifacy usiadł w skórzanym fotelu obok biurka.

– Nie będę owijał w bawełnę. Twoja córka ma poważny problem – powiedział lekarz.

– Nie mam córki.

– Bądź odpowiedzialnym ojcem. Joanna jest alkoholiczką.

Mężczyzna był zdziwiony.

– Przecież w szpitalu leży mój siedmioletni syn – odrzekł po chwili.

– No tak… – burknął doktor i wstał z krzesła. – Dziś już siedmiolatki sięgają po alkohol. Okropne czasy.

– Być może – rzekł mężczyzna – ale Adasia przywiozło pogotowie z powodu…

Medyk uniósł do góry prawą dłoń.

– Ledwo słaniał się na nogach i pobił sanitariusza.

– Mój synek połknął koło od wozu strażackiego – rzekł Bonifacy.

– Prawdziwego? To niemożliwe. Koło jest za duże.

– Mówię o kółku od zabawki.

– Od tej, którą mu dałem w czerwcu na urodziny?

– Adaś urodził się w lutym.

– Rzeczywiście. W czerwcu są jego imieniny.

– W październiku.

– Być może. Wy, fizycy, macie skłonność do przesadnej dokładności.

Bonifacy wstał z fotela.

– Przecież ja jestem bibliotekarzem – rzekł.

Lekarz podszedł do mężczyzny. Miał poważny wyraz twarzy, a jego dłonie splotły się jak do modlitwy.

– Arnold – rzekł – czy uważasz, że powiadomienie syna o zejściu ojca jest łatwe?

– Ojciec poszedł niedawno do ogrodu.

– Tak, wszyscy kiedyś pójdziemy do ogrodów na Polach Elizejskich.

Twarz doktora miała coraz bardziej smutny wyraz.

– Przykro mi. Twój tata dziś nad ranem miał kolejny udar. Niestety organizm nie wytrzymał – rzekł lekarz.

Rudowłosy mężczyzna spojrzał na znajomego.

– Nic nie mów – powiedział doktor. – Wiem, co oznacza śmierć ukochanego ojca. Kiedyś silny, zdrowy Murzyn, a dziś…

– Czy ja wyglądam na Murzyna czy mulata? – spytał mężczyzna.

– Dziwne, ale nie. Jesteś blady jak Irlandczyk.

Bonifacy wyszedł na korytarz. Pokrążył chwilę przed gabinetem, w końcu wrócił do lekarza.

– Powiedz mi wreszcie, jak się czuje mój syn – rzekł.

Na twarzy doktora pojawił się szeroki uśmiech.

– Chciałem ci pogratulować. Synek jest zdrowy, duży. Prawie pięć kilo wagi. Poród przebiegł wyjątkowo sprawnie.

Lekarz podniósł słuchawkę telefonu.

– Siostro, proszę przyprowadzić tego malucha.

Po kwadransie w drzwiach gabinetu pojawiła się pielęgniarka ze starym, zażywnym mężczyzną. Niskim, barczystym, z długą siwą brodą.

– Chłopak jak malowany – rzekł medyk. – Kolory na policzkach, nos czerwony.

Mężczyzna wziął starca za rękę i wyszedł z nim ze szpitala.

– Kupić ci coś do picia, Adasiu? – spytał.

– Tak. Idziemy do knajpy na rogu – powiedział starzec i pogładził długą brodę.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.