02/2020

Andrzej Sznajder

Uczeń i Mistrz
(listy Światopełka Karpińskiego do Jarosława Iwaszkiewicza)

Łódzko-warszawsko-wileński poeta Światopełk Karpiński przyszedł na świat w Łasku 27 marca 1909 roku, jako ostatni z trojga rodzeństwa, po siostrze Wandzie i bracie Zbigniewie. Ojcem jego był ambitny architekt powiatowy, Franciszek Karpiński, a matką Henryka Szczawińska-Dienheim-Brochocka, prawnuczka przyjaciółki wileńskich filomatów Zofii Malewskiej. To z pewnością po niej Światek, jak nazywali go krewni i przyjaciele, odziedziczył poetycką wrażliwość i literackie zdolności.

Nie zdążył poznać ani zapamiętać rodzinnego miasta, bo w 1911 roku inżynier Karpiński przeniósł się z rodziną do Łodzi. Tam, z chwilą zapisania syna do Szkoły Zgromadzenia Kupców, sielskie dzieciństwo Światka szybko dobiegło końca. Ale nauki w niej nie podjął, na przeszkodzie stanął wybuch wielkiej wojny. Ojciec jako inżynier został zmobilizowany do armii rosyjskiej i pod koniec 1914 roku musiał wraz z rodziną opuścić Łódź, ewakuując się na wschód. Na dalekiej Ukrainie udało mu się przeżyć bolszewicką rewolucję i szczęśliwie z żoną i dziećmi przybyć w roku 1918 z powrotem do Łodzi, a wtedy młodszy syn musiał wrócić do niechcianej szkoły.

Według relacji siostry „Światek nie wykazał się, bo się źle uczył, nudził się i dwa razy siedział, w drugiej i w siódmej klasie. […] A potem chemia go tak zajęła, że mało domu naszego nie wysadził w powietrze”1.

Ale najbardziej irytowały go lekcje języka polskiego. Kiedyś napisał wypracowanie, stwierdzając w nim, że Mickiewicz był grafomanem, Słowacki kupcem, a Krasiński w ogóle nie istniał. Za takie herezje został wydalony ze szkoły, ale fakt ten zbiegł się w czasie z otrzymaniem przez niego nagrody w międzyszkolnym konkursie teatralnym za sztukę Ku przyszłości i rada pedagogiczna, nie chcąc doprowadzić do skandalu, przyjęła go powtórnie do grona uczniów. Utwór Ku przyszłości wprowadził Karpińskiego w miejscowe środowisko twórcze. Jedną z pierwszych poważniejszych łódzkich grup literackich był założony w roku 1928 Meteor. Jego twórcą był poeta Marian Piechal, a ojcem chrzestnym młody Julian Tuwim. Światek miał wtedy dziewiętnaście lat i szykował się w kupieckim gimnazjum do matury.

Właściwym debiutem literackim Karpińskiego był opublikowany w tym samym roku trzyzwrotkowy wiersz U Norwida. Zwrócił na niego swoją uwagę bywający w Łodzi na spotkaniach z młodymi poetami Wilam Horzyca i opublikował go w piśmie „Droga”.

Po maturze Karpiński rzucił się w wir łódzkiego życia literackiego. Razem z Meteorem miał spotkania autorskie m.in. w Strusowie, Zakopanem, Krakowie, Tarnopolu i oczywiście w Warszawie. Podczas wakacyjnego pobytu w stolicy poznał Jarosława Iwaszkiewicza, a ich osobista i literacka przyjaźń przetrwała aż do roku 1940, do tragicznej śmierci Karpińskiego. Znajomość ta zaczęła się prawdopodobnie w sposób typowy dla Światka, który niemal zawsze cierpiał na brak gotówki, więc poprosił starszego kolegę o dość dużą pożyczkę, którą potem przez długi czas z trudem spłacał.

Prestiżowa znajomość z poetą Skamandra zaowocowała bogatą korespondencją. Niestety, jej połowa – listy Jarosława do Światka – spłonęła w warszawskim mieszkaniu Karpińskich podczas powstania warszawskiego. Pozostały tylko, ocalone w stawiskim archiwum, listy Światka do jego Mistrza. Zachowało się ich trzydzieści trzy, najstarszy pochodzi prawdopodobnie z roku 1930. Światek zaprasza w nim Jarosława do spędzenia wakacji w Zielęcicach pod Łaskiem: „Wpadłem już do Zielęcic i zapowiedziałem nasz przyjazd na sobotę najbliższą (11 lipca). Czy możesz? […] Jeżeli będziesz jechał autem, to może byś zajechał po mnie i od nas pojedziemy do Zielęcic. Jeśli koleją – bądź łaskaw napisać, którym pociągiem, a ja wsiądę w Łodzi”2.

W tym miejscu należy się czytelnikom wyjaśnienie, po co obaj poeci mieli jechać na wakacje akurat do Zielęcic. By to ogarnąć, musimy cofnąć się pamięcią do trudnego roku 1922, który odcisnął smutne piętno na rodzinie Karpińskich. Doszło wtedy do rozwodu Henryki i Franciszka; on został z trójką dzieci w Łodzi, ona związała się z Włodzimierzem Sulimierskim, właścicielem Zielęcic. Była wtedy przy nadziei i w następnym roku przyszedł na świat ich syn, Lech Maciej.

Przybycie Henryki do Zielęcic zmieniło funkcjonowanie dworu i gospodarstwa. Nowa dziedziczka sprowadziła do majątku Franciszka Szaniora, znanego warszawskiego ogrodnika, twórcę m.in. parków Ujazdowskiego i Skaryszewskiego. Stworzył on na jej zlecenie nowoczesny park w stylu angielskim, który niebawem przybywali podziwiać sąsiedzi z całego powiatu.

Światek traktował dwór ojczyma jako idealne miejsce na ucieczkę od brudnej i hałaśliwej Łodzi, a także jako oazę twórczej pracy. Pisze o tym wprost w innym liście: „Jestem w Zielęcicach. Strzelam kaczki. Piszę wiersze”.

Niewiele listów Karpińskiego ma datę nadania i nazwę miejscowości. Ale są wyjątki, jak kartka napisana 29 lipca 1930 roku, którą autor kończy słowami: „Załączam ukłony od Matki i pana Włodzimierza, wiele serdeczności ode mnie i czekamy, czekamy – Światek”.

A w innym liście, może z następnego roku, kolejne zaproszenie na łono natury: „Najlepiej kopnij się do nas jeszcze w tym tygodniu, zaraz gdy list otrzymasz nadaj telegramę, gdyż jeden znajomy przywiózł nadmuchiwaną żaglówkę z gumy, na której można robić wspaniałe wycieczki”.

Dodać trzeba, że Zielęcice, podobnie jak Łask, leżą nad uroczą rzeką Grabią, po której przy wysokim stanie wód i dziś można popływać, choćby kajakiem. Takich wakacyjnych wypadów Iwaszkiewicza z pewnością było wiele. Pisał o nich ciepło we Wspomnieniu do wydanych w 1961 roku Poezji i satyr Karpińskiego:

„Widziałem go [Światka] jako dwudziestoletniego młodzieńca w majątku jego matki w Zielęcicach pod Łaskiem. Włóczył się wtedy z fuzją po tych samotnych piaszczystych polach, pośród tych zadziwiających jałowców, jakich pełna jest tamtejsza okolica. I chociaż widziałem potem Karpińskiego wiele razy i w sytuacjach zupełnie różnych – zawsze tkwi mi pod powieką ten jego wiejski obraz tak bardzo związany z najgłębszym i najpiękniejszym jego utworem – z Jesiennymi sielankami”.

I choć w tych sielankach nie pojawia się w ogóle nazwa Zielęcic, krajobraz w nich opisywany idealnie pasuje do tzw. Jałowców, nieużytków ciągnących się wzdłuż drogi z Marzenina do Zielęcic.

W swoich listach Karpiński często występuje w roli ucznia proszącego Mistrza o porady, a nieraz wręcz o aprobatę Iwaszkiewicza dla swojej poezji: „Posyłam Ci dwa nowe wiersze. Codziennie piszę utwór satyryczny, albo wiersz na marginesie tej pięcioaktowej komedii”.

A w innym liście prosi adresata: „Piszę w pośpiechu, w kawiarni, bo chodzi mi, żebyś jako mój Przyjaciel i zwolennik moich wierszydeł, przydusił Grydzewskiego, aby natychmiast wydrukował Jesienne sielanki”.

Z kolei w korespondencji z roku 1932 Światek bombarduje Iwaszkiewicza prośbami o pomoc w załatwieniu odroczenia od czekającej go wkrótce służby wojskowej. Karpiński studiował wtedy w warszawskiej Szkole Nauk Politycznych, ale przypomniała sobie o nim łódzka podchorążówka. Wiadomo z tych listów, że Światek miał, być może za wstawiennictwem Jarosława, aż dwa odroczenia, ale w końcu 15 września 1932 roku został wcielony do X Dywizyjnego Kursu Podchorążych Rezerwy w Łodzi, dlatego następne listy przepełnione są wiadomościami z koszar: „Jemy z menażek, według zwyczajnej tabeli żołnierskiej – śniadanie: czarna kawa, obiad: zupka, kartofle, kolacja: zupka. Śpimy na piętrowych łóżkach. Nie ma mowy o pracy literackiej”.

Szybko okazało się jednak, że w wojsku nie jest aż tak źle. Przełożeni docenili literackie zdolności podwładnego i zagonili go do pisania odczytów dla wojska oraz prowadzenia kompanijnej gazetki.

Podczas pobytu w podchorążówce spotkało Światka kolejne nieszczęście: śmierć ojca. Zmarł 20 października 1932 roku. Jak opowiadała Wanda, „na gruźlicę gardła i był dla nas wszystkich wielkim przyjacielem. W ogóle był wyjątkowym człowiekiem. […] Najlepszy dowód, jaką popularność zdobył Światek w podchorążówce, że w dniu pogrzebu ojca, w niedzielę, cała podchorążówka przyszła na pogrzeb, przed trumną szła. A ostatecznie niedziela to był dzień wypoczynku dla takich młodych poborowych”.

Odejście ojca odmieniło życie poety i jego rodzeństwa. Pisał o tym w liście do Iwaszkiewicza na początku listopada 1932 roku: „Od śmierci ojca dzielę czas pomiędzy koszarami, a małemi wypadami do domu, który jest w stanie likwidacji. Wanda i Zbych zamieszkają w Warszawie, dokąd pojadę po wojsku”.

To nowe lokum zasiedlił Światek późną wiosną roku następnego: „Po raz pierwszy oglądam Warszawę z okna własnego mieszkania”. To cytat z listu, który jako jeden z nielicznych ma miejscowość i datę: 2.6.33. Dalej autor przeprasza w nim swego mentora, że jeszcze nie oddał mu zaległej pożyczki: „Nie bierz mi za złe, że nie reguluję długu, który Ci jestem winien, ale – zdaje się – będę mógł to spłacić dopiero, kiedy sam zacznę zarabiać”.

W październiku 1933 roku Karpiński wreszcie wyszedł do cywila! Zaczął się krótki, zaledwie siedmioletni, ale za to najlepszy okres jego życia i twórczości. Pisze do Iwaszkiewicza: „U nas byczo. Praca wre. Zbych całymi dniami robi poważne konkursy architektoniczne i dotąd żadnego nie przegrał, ja piszę, siedzę troszkę po bibliotekach, około 8-ej latam jako swój woźny, o piątej obiad, potem odwalam piosenkarstwo (przeważnie do muzyki Balińskiego), wychodzę na krótko do «N. Gospody» i trzeźwy jak nieboskie stworzenie wracam do pióra”.

Nieraz go irytuje, że wielu twórców nie interesuje się, jak on, poezją: „W «Ipsie» stale tańczą i kabaretują. Nikt już nawet nie mówi o poezji, a najbardziej literacki temat, jaki słyszałem przy kawiarnianym stoliku – to był spór o piosenkę Zimińskiej”.

Twórcę bardzo interesuje to, co robi jego Mistrz: „Czytuję często Twoje rzeczy w «Wiadomościach». Bardzobym chciał przeczytać Panny z Wilka i wymuszę je na Tobie przy sposobności”.

Jest też bardzo wytworny w stosunku do dam i przyjaciół: „Ucałowania rączek dla Twojej żony i ukłony obiadowym wtorkowiczom, do których bardzo się przywiązałem”. Chodzi o tzw. obiady wtorkowe, organizowane co tydzień w warszawskiej „Oazie”. Pisał o nich sam Iwaszkiewicz w cytowanym już Wspomnieniu: „Karpiński bardzo lubił te obiady. Mógł się na nich nagadać, poza tym zmierzaliśmy w tych sympozjach do stworzenia własnego pisma literackiego, co było marzeniem każdego z nas. Niestety, pomysł ten nie dał się zrealizować. Karpiński bardzo tego żałował”.

W Warszawie Światek najszerzej rozwinął swoje literackie skrzydła. Rok po roku powstały tam dwa ciekawe i ważne zbiory jego wierszy: Mieszczański poemat (1935) i Trzynaście wierszy (1936). Za ten drugi tomik poeta otrzymał Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury, w wysokości dwóch tysięcy złotych, którą w ciągu dwóch tygodni przepuścił w Paryżu.

Zbiór Trzynaście wierszy znany jest z apoteozy Józefa Piłsudskiego. Zawiera wiersz Czarny maj napisany tuż po śmierci marszałka. Utwór ten był po wojnie dla komunistów nie do przyjęcia i nigdy nie dopuścili go do druku.

Ważną część twórczości Światka z czasów warszawskiej bohemy zajmują satyry i fraszki. Wiele z nich publikował „Kurier Poranny”, a w 1938 roku autor wydał je w zbiorze zatytułowanym Kredą na parkanie. Chyba najbardziej znaną ze wszystkich fraszek jest Mój nagrobek:

Nie zostawił spadkobierców

Ani łzy na swoim trupie,

Bowiem wiele spraw miał w sercu,

Ale jeszcze więcej w d… .


Karpiński pisywał również do „Szpilek” i do „Kuriera Warszawskiego”. W Polskim Radio prowadził program Żartoteka, a wspólnie z Tadeuszem Wittlinem magazyn satyryczny Wesoła Syrena.

We wszystkim wspierał go Iwaszkiewicz. Namówił na przykład do napisania na zamówienie prezydenta stolicy Stefana Starzyńskiego Poematu o Warszawie. Zawiera on katastroficzne proroctwo, które Starzyński kazał usunąć z tekstu:

Przybyłem tu niedawno, i nie będę długo,

Bo czuję, że za młodu mi na stronę drugą

Istnienia, co jak pożar spali się w Warszawie,

która wspomni mnie kiedyś… Ja ją dzisiaj sławię…


Proroctwo szybko się spełniło i swój ostatni wieczór po ogłoszeniu mobilizacji 28 sierpnia 1939 roku poeta, z kartą powołania w kieszeni, spędził w winiarni „Pod Bachusem”, a 1 września, jako porucznik rezerwy, zgłosił się do Komendy Miasta, by walczyć w obronie stolicy. Był na szańcach Cytadeli i w hotelu Bristol. Za bohaterstwo otrzymał z rąk gen. Waleriana Czumy krzyż Virtuti Militari. Do końca walczył karabinem i piórem. Biała flaga to jego ostatni wiersz napisany w oblężonym mieście. Opublikował go „Kurier Warszawski” ukazujący się w ostatnich dniach września już jako plakat rozlepiany na murach konającej Warszawy:

Teraz jest nalot nieustanny

I pięć tysięcy armat wali,

Domy tryskają jak fontanny,

Warszawa… Warszawa… Warszawa się pali…


Postawę Światka podczas walk o stolicę docenił Iwaszkiewicz we Wspomnieniu: „Podczas oblężenia Warszawy nie było mnie w mieście ani w Stawisku. Dopiero w pierwszych dniach października 1939 roku zdołałem dotrzeć do stolicy. Pierwszą osobą, którą spotkałem na środku opustoszałego i opuszczonego Saskiego Placu – był Światek, w mundurze porucznika saperów. Podszedł do mnie i nie podając ręki powiedział tragicznym głosem: – Słuchaj, to była nasza Biała Góra!”.

Takie było ostatnie spotkanie Ucznia z jego Mistrzem, bo Karpiński, idąc za wezwaniem Służby Zwycięstwu Polski do kontynuowania walki, zdjął mundur i postanowił spróbować ucieczki do Francji. Tak po paru tygodniach znalazł się w Wilnie, które Sowieci „oddali” Litwie. Stało się ono na krótko niejako zastępczą stolicą Polski i ciągnęli do niego uciekinierzy ze wszystkich stron. Światek spotkał tam m.in. Martę Mirską, Mirę Zimińską, Hankę Ordonównę, Wacława Julicza, Czesława Miłosza i wielu innych twórców. Pracował razem z przyjacielem Januszem Minkiewiczem w Teatrze na Pohulance oraz w kabarecie Ksantypa i pisał. Jego ostatnim wierszem jest prawdopodobnie utwór Zapłakała noc majowa. Wydrukowała go wileńska „Gazeta Codzienna” już po śmierci poety.

Światek odszedł nagle, w nocy z 30 kwietnia na 1 maja 1940 roku, prawdopodobnie na zawał serca lub udar mózgu. Tyle wiadomo na pewno, reszta to domysły. Jego pogrzeb, którego współorganizatorem był Miłosz, odbył się 3 maja, stając się tym samym symboliczną manifestacją polskości. Poeta spoczął na Rossie, na tzw. Wzgórzu Literatów, niedaleko mogiły Władysława Syrokomli.
Wspominając zapomnianego dziś poetę, oddajmy jeszcze raz głos jego Mistrzowi Jarosławowi Iwaszkiewiczowi: „Spaliło się to krótkie życie z wielką stratą dla literatury polskiej, dla polskiej satyry i humoru. Z największą stratą dla przyjaciół Karpińskiego, którzy znajdowali w nim nie tylko uzupełnienie własnych pojęć o poezji, ale także stwierdzenie, że na tej bardzo sprozaizowanej planecie rodzą się nie tylko wiersze należące do poezji czystej, ale także poeci będący personifikacją czystej poetyckości”.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.