04/2018

Szymon Wróbel

Unieruchomienie historii
czy unieczynnienie wyobraźni politycznej?

Koniec czy unieruchomienie?
Francis Fukuyama wykazał się 25 lat temu niemałą odwagą, zrywając z ideą historii złożonej z wielkich i małych wydarzeń, jak również pojęciem historii cyrkularnej, ryzykując wizję historii jako „jednolitego, spójnego, ewolucyjnego ciągu zmian ukierunkowanych”1. Nie wykluczam, że Fukuyama wykazał się także pewną zuchwałością, wychodząc poza pesymizm historiograficzny towarzyszący nam od zakończenia drugiej wojny, twierdząc, że liberalna demokracja nie jest obarczona nieusuwalnymi sprzecznościami i niedostatkiem racjonalności w porównaniu z rywalizującymi z nią ustrojami politycznymi i jej zwycięstwo jest wynikiem nie tyle przypadkowej koniunktury, okoliczności, okazjonalnych konstelacji, ile pochodną przyczyn wewnętrznych, jej wewnętrznej siły. Być może wreszcie Fukuyama wykazał się niemałą pewnością siebie, twierdząc, że ta doskonała forma polityczna – liberalna demokracja, stanie się ostateczną formą rządów czy też, posługując się pojęciem wypożyczonym od Alexandre’a Kojève’a – „uniwersalnym państwem homogenicznym”. Ostatecznie zatem Fukuyama wykazał się czymś, co nazwałbym „arogancją z wyboru”, wierząc w możliwość unieruchomienia historii, tj. raczej zatrzymania jej w wiecznym czasie teraźniejszym. Mówię o „arogancji z wyboru”, albowiem w swej książce Koniec historii i ostatni człowiek Fukuyama kroczy drogą myślową, która nie jest świadectwem jego ignorancji i braku wysiłku związanego z przebywaniem w bliskości bibliotek. Musi być zatem aktem wyboru. Pytanie brzmi zatem, co skłoniło tego uczonego badacza polityki do wyboru radykalnej arogancji?

Należy jednak zapytać stanowczo, o czym mówi Fukuyama. Czy mówi on o swojej nieczynnej wyobraźni czy o unieruchomionej historii? Być może Fukuyama po prostu uzewnętrznił swoją unieczynnioną wyobraźnię polityczną, a nie zdiagnozował unieruchomioną historię? Fukuyama, podobnie jak Hegel i Kojève, widzi świat złożony z narastającej liczby snobów, ostatnich ludzi uprawiających martwe ceremonie takie jak body forming, parzenie herbaty, turystyka lub sztuka ikebany, wreszcie uprawiania polityki, która nie ma już żadnych stawek poza zarządzaniem dobrobytem populacji.

Spróbujmy sobie w pełni uświadomić, uświadomić „do końca”, co twierdzi Fukuyama. Co oznacza tak naprawdę teza o końcu historii? Oczywiście, powrót Fukuyamy do Hegla jest istotny i oczywisty, albowiem zapewnia on konstrukcję ramową, pozwalającą twierdzić, że ludzki proces dziejowy nie będzie trwał w nieskończoność i osiągnie swój „kres”, tj. „koniec”. Hegel jednak jako teoretyk śmierci jest także teoretykiem najbardziej szczęśliwej śmierci, tj. takiej, która doprowadzając do kresu pojęcie, pozwala mi przetrwać w nowej szacie, do tego służy Aufhebung. Powrót Hegla oznacza jednak u Fukuyamy raczej „zawieszenie”, a nawet unieczynnienie dialektyki. Co oznacza ta nieczynność? Proces dialektyczny, zdaniem Fukuyamy, należy rozumieć następująco: pewna forma organizacji społeczno-ekonomicznej zawiera w sobie sprzeczności, które z czasem podważają wyjściową formację i prowadzą do jej zastąpienia przez inną. Koniec może zatem oznaczać tylko zanik sprzeczności, unieczynnienie pracy negacji, bezczynność i bezrobocie dialektyki. Oto nadeszła forma polityczna, która nie szuka już swego nowego wcielenia.

Problem końca historii Fukuyama formułuje zatem otwarcie jako apologię liberalnej demokracji: dzisiejszy liberalno-demokratyczny porządek społeczny nie zawiera sprzeczności, które nakazywałyby nam poszukiwać nowego rozwiązania lub oczekiwać, że proces dziejowy będzie trwał i wytworzy nowy wyższy porządek. Fukuyama pisze bez żadnych hamulców: „Zwycięstwo demokracji na diametralnie różnych obszarach kulturowych i wśród rozmaitych ludów świadczy o tym, że fundamentalne zasady wolności i równości nie są czymś przypadkowym lub przesądem wynikającym z europejskiego etnocentryzmu, lecz są odkryciami na temat natury człowieka, których prawdziwość rośnie, a nie spada, gdy punkt widzenia staje się bardziej kosmopolityczny”. Punkt widzenia Fukuyamy to zatem punkt widzenia prawdziwego kosmopolity, który wszakże wierzy tu jeszcze w coś takiego jak „natura człowieka” oraz radosny uniwersalizm.

To ważne deklaracja, jeśli pamięta się, że kolejne publikacje Fukuyamy podejmują temat „zaufania”, nowych technologii oraz post­humanizmu. Ten pierwszy trop – zaufanie, sugerowałby ciągle myślenie w kategoriach klasycznych, humanistycznych; ten drugi – „koniec człowieka”, sugerowałby natomiast przekroczenie progu myślenia humanistycznego i przejście na stronę „nieludzkich” technologii. Być może kluczowe okazałoby się tutaj myślenie inspirowane Heideggerowskim pojęciem Ge-stell, a zatem panowaniem zestawu, oraz ideą „perfekcji techniki” (pojęcie Ernsta Jüngera). Fukuyama twierdzi przecież, że musimy za wszelką cenę unikać defetystycznego podejścia do techniki, i dodaje, że rozwój techniki pod koniec dwudziestego wieku bardzo przysłużył się demokracji liberalnej. Wreszcie stwierdza: postęp techniczny jest tak szybki, że musimy przystąpić do analizy, jakie instytucje są potrzebne, by go uregulować. Zaniepokojenie Fukuyamy dalekie jest od moralnej paniki w sprawie techniki, jest jednak bliskie konserwatywnej nieufności.

Pytam raz jeszcze: o czym pisze Fukuyama? Czy pisze on rzeczywiście o końcu? Jeśli tak, to w jakim jednak sensie słowa „koniec”? Końcu jako kresie, czy końcu jako granicy? Końcu jako spełnieniu lub wypełnieniu sensu dziejów, tj. dotarciu do celu? Czy też końcu pewnego mechanizmu, końcu jako wyczerpaniu, tj. w rezultacie – unieczynnieniu historii rozumianej jako napełniony niegdyś sprzecznościami mechanizm, wywołujący dynamikę zdarzeń historycznych? Ten drugi koniec nie oznaczałby śmierci, ale puste trwanie, dryfowanie człowieka. W przypadku Kojève’a wystarczyła jedna wizyta w Japonii, aby zorientować się, że to nie amerykanizacja nam zagraża, tj. polityka pełnych brzuchów, ciepłej wody w kranie oraz kultury Hollywood, ale japonizacja. To nie zasada przyjemności i użyteczność stanie się ostatnim słowem ludzkości, ale puste ceremonie ciała, słowa i instytucji staną się jej jedynym przedmiotem powszechnej pustej obrzędowości. To nie zwierzęcość lub animalność życia jest zagrożeniem, ale pusta forma ceremonii, która pozostaje przy życiu niczym upiory lub pasożyty.

[…]

[pełny tekst do przeczytania w wydaniu papierowym]

Francis Fukuyama, Koniec historii
i ostatni człowiek
.
Wydawnictwo Znak,
Kraków 2017, s. 505.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.