04/2019

Ireneusz Piekarski

„W znaku zgody i niezgody”.
Meandry przyjaźni Jarosława Iwaszkiewicza i Juliana Stryjkowskiego

„Najwięksi pisarze”
Jest takie zdjęcie1, na którym Jarosław Iwaszkiewicz i Julian Stryjkowski, zwiedziwszy Wawel, przystanęli na moment i wpatrują się w „wawelskie cegiełki” – pamiątkowe tabliczki rozmieszczone na murze wzdłuż Drogi Królewskiej, dokumentujące patriotyczne zaangażowanie obywateli międzywojennej Rzeczpospolitej i ich finansowe wsparcie dla odbudowującego się symbolu państwowości polskiej. W albumie przy tej fotografii z 1 lipca 1963 roku autor Panien z Wilka napisał ni mniej, ni więcej tylko: „najwięksi pisarze polscy XX w.”.

Już wkrótce przyjaciół poróżni stosunek do „państwowości” właśnie, ale latem 1963 roku ich wspólna wycieczka do Jędrzejowa, Krakowa i Chęcin2 dużym i wygodnym citroënem Jerzego Lisowskiego w towarzystwie Anny Baranowskiej i Wiesława Kępińskiego była nie tylko możliwa, ale i zapewne przyjemna. Świat „Twórczości” nie wyszedł jeszcze bowiem z orbit – jak ujął to później Iwaszkiewicz3. Wraz z publikacją Listu 34 w marcu 1964 roku, a następnie niesławnego dokumentu – podpisanego również przez Iwaszkiewicza – zwanego Listem 600 skończyła się pewna epoka w dziejach jednego „z najlepszych pism literackich w Europie”4. Między redaktorem naczelnym a „częścią środowiska” otworzyła się „głęboka przepaść”, która „nie została zasypana już nigdy”5. Zamarło lub zmąciło się też wówczas na dłużej lub krócej wiele „literackich” przyjaźni, w tym ta z Julianem Stryjkowskim6, z Jerzym Andrzejewskim, Pawłem Hertzem, poniekąd też z Jerzym Lisowskim7.

Nieproste stosunki
Decydując się na objęcie „Twórczości” po Adamie Ważyku w grudniu 1954 roku, Iwaszkiewicz mówił, że czyni to po to, żeby ukończone w 1946 roku Głosy w ciemności mogły się wreszcie ukazać. Przypomniał o tym w swoim ostatnim liście do Stryjkowskiego (z 17 kwietnia 1975 roku). Wykrzyczał to też w momencie redakcyjnego kryzysu, na początku lutego 1978 roku – tę chwilę rozstania autora Głosów w ciemności z „Twórczością” utrwalił w dzienniku Andrzej Kijowski: „Awantura na kolegium. Stryjkowski opuścił redakcję. – No i bardzo dobrze – wrzasnął Iwaszkiewicz za nim – pismo stworzyło się dla ciebie, żebyś miał gdzie wydrukować Głosy w ciemności, cholero…”8.

Czy poszło wówczas o Fabula rasa Edwarda Stachury9? Najprawdopodobniej tak. Cokolwiek było jednak kroplą przepełniającą czarę, w lutym 1978 roku kielich był już pełen. W redakcji „Twórczości” – jak przypomniał w radiowym wywiadzie Stryjkowski – „widniał napis-hasło: U nas jednomyślność nie obowiązuje”10. Naturalnie, dochodziło więc do kłótni „na kolegiach”, nieporozumień między redaktorami, zadrażnień na najwyższym szczeblu, jak np. wtedy gdy Stryjkowski, dbając o wyśrubowane standardy i pozostając wierny swoim kryteriom wartościowania literatury, nie puścił Martwej pasieki Iwaszkiewicza11. Czasem, broniąc swoich decyzji, kierownik działu prozy stawiał sprawę na ostrzu noża. Na przykład w 1970 roku:

chodziło o opowiadanie Machejka, żebym był dla niego pobłażliwy. Bo on zamieszcza jego (Jarosława) wszystko, co on (Jarosław) mu (Machejkowi) przysyła do „Życia Literackiego”. Też powód! […] Machejek póki ja jestem w Redakcji w „Twórczości” się nie ukaże. Ten antysemicki chuligan i grafoman nie będzie nigdy, póki ja jestem kierownikiem prozy, u nas drukowany. Żebym miał nawet podać się do dymisji. Już raz zagroziłem dymisją, gdy chodziło o Rychlewskiego – również grafomana, któremu Jarosław przyrzekł, że go zamieści w „Twórczości”.


Niespełna trzy lata później, tym razem po kłótni w sprawie Artura Sandauera, Stryjkowski zanotował:

po tej scysji dzisiejszej nie wyobrażam sobie przebywania w jednej redakcji z Jarosławem. […]. Potraktował mnie jak człowieka z ulicy, a nie kierownika prozy, który prawie 20 lat przepracował w „Twórczości”. Ważyk mi potem powiedział po moim wyjściu, że Jarosław nazwał mnie filarem redakcji. Dlaczego więc uważa, że nie miałem prawa występować w imieniu redakcji, mniejsza z tym, czy sprawa była słuszna, czy niesłuszna12.


Z kolei 26 lipca 1976 roku po podpisaniu Apelu 13 w sprawie uwolnienia robotników z Ursusa i Radomia Andrzej Kijowski zapisał w diariuszu: „Stryjkoś i ja będziemy chyba wywaleni z redakcji”13, a pół roku później autor Austerii sam zredagował nawet krótki tekst rezygnacji z pracy. Nie wysłał jednak tego pisma adresowanego do Iwaszkiewicza14, być może dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie autor dopiero co wydanego Zarudzia ofiarował mu tę swoją książkę z następującą dedykacją:

Drogiemu przyjacielowi vel

Juljanowi Stryjkowskiemu

w znaku zgody i niezgody

w znaku harmonii i dysharmonii

w znaku wiosny i zimy

w znaku przymierza i posłannictwa

9 I 77


Ostatnie redakcyjne zdjęcia, ze wspólnej „rybki” z 21 grudnia 1979 roku, będącej jednocześnie spotkaniem jubileuszowym z okazji 25-lecia kierowania „Twórczością” przez Iwaszkiewicza, a więc w dwa lata po odejściu Stryjkowskiego z redakcji, są bardzo serdeczne, sugerują, że na jakiś czas przyjaciele znów znaleźli się w znaku zgody, przymierza, harmonii i wiosny15. Również wygłoszone w tym roku radiowe przemówienie Stryjkowskiego o Iwaszkiewiczu pełne było atencji i tonów koncyliacyjnych:

Moje stosunki z Jarosławem Iwaszkiewiczem nie były proste. Sądzę, że stosunki z pisarzem nigdy nie są proste. Dochodziło między nami do zgrzytów, a nawet do ostrych nieporozumień. Nie będę ukrywał, że wynikały one z różnicy zdań i poglądów.

Ale cóż to znaczy w perspektywie czasu? To się przestaje liczyć, to się rozpływa i nikt nie pamięta tego, a co się liczy, co zostaje, to twórczość. A twórczość Jarosława Iwaszkiewicza jest nieograniczona. I nieskończona, bo każdy dzień nieomal przynosi nowy znak niewyczerpanej siły kreacyjnej. Serce i mózg mogą być wiecznie młode, bo ich surowcem, że tak powiem, jest uczucie i myśl, to jest duch, a duch jest silniejszy od ciała, jest niezniszczalny.16


[…]

Meandry życia i korespondencji
Okres bliskiej przyjaźni trwał od 1953 roku, kiedy to Stryjkowski stał się w oczach Iwaszkiewicza „pożyteczną siłą w Związku Literatów”17, a następnie w redakcji „Twórczości”. Tę zażyłość Dąbrowska oceniła jednoznacznie i plotkarsko, choć fałszywie: „Podobno jest teraz kochankiem Iwaszkiewicza!”18. W drugiej połowie lat 1950. Iwaszkiewicza i Stryjkowskiego przyciągały już nie tylko sprawy literackie, ale również egzystencjalne. Tym, co ich zbliżało, była relacja autora Sławy i chwały z Jerzym Błeszyńskim. Stryjkowski żywo interesował się bowiem uczuciowymi kłopotami przyjaciela, potrafił i chciał go słuchać. Sporo pisał o tym Iwaszkiewicz w listach do Błeszyńskiego, np. 20 września 1958 roku: „jeden Stryjkowski wyczuł, ile w niej [w sztuce Wesele pana Balzaka] jest z moich spraw osobistych, z Ciebie, z przygód w melinie i to go bardzo uderzyło”19. Po tygodniu dorzucał: „Z nim jednym rozmawiam o tym bardzo szczerze – i jego jednego to interesuje”.

W tym też czasie (luty–marzec 1958 roku) w listach pojawia się zaproponowany przez Iwaszkiewicza pseudonim Stryjkowskiego: Tosłowo. Ta enigmatyczna formuła świadczy o bliskości i emocjonalnej zażyłości, o tworzeniu własnego słownika, zrozumiałego jedynie dla zainteresowanych. To również czas, kiedy Iwaszkiewicz dedykuje Stryjkowskiemu opowiadanie Jadwinia. Dzień kwietniowy (1959). Także w korespondencji Iwaszkiewicza z Jerzym Lisowskim z 1960 roku ta zażyłość ze Stryjkowskim jest dobrze widoczna. Postać „Aronka” pojawia się w tych listach regularnie, często w ciepłym, humorystycznym – choć bywa i nieco ironicznym – oświetleniu. Iwaszkiewicz pisał np.: „Anka orze, ale inni nic nie robią (Arełe robi fochy)”, „nic nie piszę, czemu Aronek nie chce wierzyć. On w ogóle jest niedowiarek”, „nic nie piszę ku wielkiej uciesze Aronka”, „Wyobrażam sobie, jak by Arał mnie za to powiedzenie skarał. Ale on jest anioł dobroci, taki kapryśny aniołek, który mi [się?] też trochę zalał”20 itd.

Po 1964 roku zarówno życie, jak i korespondencję Iwaszkiewicza ze Stryjkowskim zdominował dystans. U obu przyjaciół narosło poczucie krzywdy, wzajemnego niezrozumienia, rozczarowania. Choć, dodajmy na koniec, pojawiały się też próby podtrzymania czy połatania dawnej relacji, np. Iwaszkiewicz dedykował Stryjkowskiemu nostalgiczne opowiadanie Sny (1974) – rzecz o słowach, dźwiękach, obrazach, które splatając się, ewokują przeszłość i na moment przynajmniej przywracają ją do istnienia. Sprawiają, że znów pachnie „świeżością, wiosną, szczęściem”21.

[cały tekst można przeczytać w numerze]

Jarosław Iwaszkiewicz i Julian Stryjkowski podczas "twórczościowej" wyprawy do Krakowa w 1963 roku. (Fot. Muzeum Iwaszkiewiczów)
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.