11/2020

Zbigniew Chojnowski

Wędrowna męka Alicji Rosé

Alicja Rosé (autorka, ilustratorka, tłumaczka) podróżuje – głównie po północnych krajach – nie ze względu na pogoń za egzotyką czy innością kulturową, lecz po to, aby dokładniej, wnikliwiej przyglądać się światu, zawiązywać relacje z krajobrazami i ludźmi. Stacjonarność, jak można wyczytać z tomu Północ. Przypowieści, jest tymczasowa, rozleniwia, wytrąca dynamikę samorozwoju. Świadomość, że za chwilę zmieni się miejsce pobytu, u tej poetki wzbudza ciekawość, intensyfikuje chęć jego odnotowania, swego rodzaju odrysowania i przeniknięcia.

Nie da się ukryć, że Rosé dysponuje plastyczną i żywotną wyobraźnią, czyniąc z niej użytek nie tylko estetyczny. Patrzenie na napotkane obiekty (akweny, miasta, dzieła malarskie, filmy), ludzi, zwierzęta, rośliny, przedmioty jest dla niej szansą rozpoznania samej siebie i świata. Przyglądanie się czemuś jest tu w rzeczy samej oglądaniem własnego wizerunku zarówno cielesnego, jak i emocjonalnego, uczuciowego, moralnego, tożsamościowego. Poetka zdaje się mówić, że świat istnieje w tym celu, aby człowiek mógł się w nim obejrzeć i zobaczyć, a to znaczy właśnie poznawać, potwierdzać, odkrywać swoje jestestwo, sferę przeżyć i samowiedzy. Choć mogłaby powtórzyć za Pawłem Apostołem: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” (1Kor 13, 12). Biblijnych, a szczególnie ewangelicznych nawiązań w tomie jest sporo, jakkolwiek nie ma on charakteru konfesyjnego, graficzną projekcją Ewangelii jest zuniwersalizowana pieta na stronie siedemnastej; jednakże ani postać trzymająca na kolanach ciało, ani postać trzymana na kolanach nie pozwalają się precyzyjnie identyfikować.

Więcej trudności niż portretowanie przysparza odwzorowywanie siebie, autoportretowanie. Samopoznanie to jedna z podstawowych powinności człowieka. Maksyma na frontonie świątyni Apollina w Delfach „poznaj samego siebie” wciąż jest aktualna, także dla poetki. Czyż nie od uznania prawdy o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu, zaczyna się wszelka twórczość? Oczywiście, nie chodzi tu o proste wyznawanie emocji, ukrytych ruchów osobistego umysłu. Szczerość w sztuce i literaturze jest kwestią skomplikowaną, dlatego poetka określa swoją – zakłócaną przez zmienność – sytuację zarówno egzystencjalną, jak i twórczą: „Potem długo siedzę przed lustrem i rysuję swoją / twarz (najtrudniej narysować własną twarz), która / jest chmurą, co chwila inną. Tak trudno się / pogodzić z własną twarzą, więc patrzę w cudze” (Lustro. Amsterdam). Dopowiada się istotna myśl o tym, że nasze kłopoty z rozpoznawaniem „ja” wynikają z braku akceptacji samego siebie. Dlatego te wiersze obrazują przedzieranie się przez obcość własną ku samoakceptacji (oczywiście, chodzi o coś więcej niż leczenie kompleksów). Tylko człowiek otwarty głęboko na siebie może być prawdziwie otwarty w tym sensie, o jakim – niestety potocznie i powierzchownie – mówi się w publicystyce, zwłaszcza tej politycznej.

Zapisywanie przechodzących płynnie jedna w drugą obserwacji jest w wierszach Rosé czynnością podobną do zasłaniania swej nagości, bezbronności, poczucia wstydu, znikomości, znikania – autorskie grafiki powkładane pomiędzy teksty przedstawiają właśnie sylwetki nagie, bezbronne, znikające, jakby na chwilę przed zadaniem im bólu lub unicestwiającego ciosu. W odróżnieniu od wierszy postacie są wyjęte z jakichkolwiek dookreślających je kontekstów.

Ale to poprzez kogoś obok, poprzez rzeczywistość ujrzaną, płynącą jak obłoki na niebie – możliwe jest poznawanie siebie. Co więcej, zobaczone wręcza sposobność do uchwycenia swojego wnętrza, bo nie poznajemy sami z siebie.

Dlatego samotność przeżywamy wtedy, gdy rezygnujemy z prawa do odnajdywania się w bliźnim, w otoczeniu bytów i dzieł, z prawa i obowiązku budowania relacji z tym, co wypełnia horyzont naszego istnienia (zaopatrzenie większości wierszy w personalne dedykacje świadczy o tym, że pisanie tekstu poetyckiego odbywa się w przestrzeni porozumienia z konkretną osobą, ponadto autorskie grafiki w tomie ilustrują jakąś więź osoby z osobą). Poetka samotna nie jest, a przynajmniej próbuje przezwyciężać samotność, gdyż korzysta z sygnalizowanego wyżej prawa na przystankach w podróży. Buduje z nich „przypowieściową” kolekcję poetyckich miniatur reportażowych, aby znaleźć „dom poza domem” (Sen nocy letniej. Helsinki). Dotyczą one miejsc naznaczonych instytucjonalną sakralnością lub jakoś wyróżniających się, ale znajdujących się na uboczu, na skraju powszechnej uwagi. Poetka zagląda do świątyni estońskich starowierców w miejscowości Varnja i kościołów w miasteczku Räpina i Tartu, do fińskiej knajpki, rejestruje przebieg lekcji rysunku w Mooste, Wigilię spędzoną w Kłajpedzie, opustoszałe ulice Helsinek, topografię niemieckiej wyspy Sylt na Morzu Północnym, łączy geograficzne punkty na Ziemi, Północ z Południem, Będzin z Jerozolimą i Stambułem. Oko wodzi po „miejscach przestankowych, / o których milczą przewodniki” (Arytmia). Nie mogę oprzeć się zasygnalizowaniu pewnej paraleli pomiędzy tomem Rosé a skandynawskimi wierszami podróżnymi Kazimiery Iłłakowiczówny.

Rosé z ironią odnosi się do owczego pędu, aby poddawać się presji dążeń usankcjonowanych przez media. Nie ulega obrazom rzeczywistości narzuconym medialnie. Arytmię kończy przyrodnicza obserwacja, która wyznacza pozytywną, choć trudną do osiągnięcia na co dzień, perspektywę oglądu: „[…] Na środku / przygniecionej trawy siedziała zwyczajna / szara żaba, ale musiałam już iść do świata / spraw istotnych, o których jutro przeczytam / w gazetach”.

Ale to nie wszystko. Poprzez pamięć o osobach i poprzez ich pamiątki bohaterka Północy podróżuje także do przeszłości, odkrywając, że minione losy tak łatwo stają się iluzjami, z których żywi na ogół szybko się otrząsają: „Oglądaliśmy wojnę z optymalnej odległości, / jak w magicznej kuli, z takiej perspektywy / widać lepiej i wystarczy mocniej potrząsnąć, / by spadł śnieg” (Pozytywka). I tu również pojawiają się „kojące słowa / ironii”, wypatrzonej w poezji Zbigniewa Herberta (jemu poświęcony list poetycki należy do trwającej od lat mody składania hołdów temu wielkiemu poecie).

W tomie powraca pytanie o cel podróży, którym nie jest punkt kończący trasę. Celowość podróżowania, o której tu czytamy, streszcza się w Iwaszkiewiczowskim pragnieniu trwania „w wędrownej męce”.

Alicja Rosé: Północ. Przypowieści.
Posłowie Stanisław Balbus.
Wydawnictwo Znak,
Kraków 2019, s. 96.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.