11/2020

Dominika Słowik

Wiedźminka

W ciągu ostatnich tygodni w moim życiu twórczym nastąpiła gwałtowna zmiana. Zastój. Paraliż, jeśli uciekać się do wielkich słów.

Czy to wina pandemii? Czy dopadł mnie marazm lockdownu rozmytego na indywidualne groźby wielotygodniowej kwarantanny?

A może przełom letnio-jesienny? Ciężkie widmo coraz krótszych dni?

Stres przed kolejną książką?

Życiowe zniechęcenie?

Zobojętnienie na deadliny?

Wszystko i zarazem nic z powyższych.

Zaczęło się zwyczajnie, miesiąc temu: od kupna komputera.


Po raz pierwszy od wielu lat miałam w domu laptopa, którego nie musiałam sklejać taśmą, włączać po serii wyuczonych uderzeń w obudowę, manipulacji kablem od zasilacza i podważaniu paznokciem guzika z wytartym napisem power on.

Wspaniała sprawa dla pisarki. Szybkie i wygodne narzędzie pracy. Wciąż jeszcze nieskażone tzw. złośliwością przedmiotów martwych. Nic tylko siadać i pisać.

I pewnie tak by było, gdyby nie jeden maleńki, ale jakże brzemienny w skutki błąd. Zainstalowałam i odpaliłam na laptopie Wiedźmina. Trójkę. Ot, tak, żeby sprawdzić, jak sobie komputer poradzi z grą. W końcu poprzedni sprzęt nie był w stanie nawet zbuforować video na YouTubie, a przy próbie otworzenia PDF-a wył, jakby zaraz coś miało wybuchnąć.


No więc: komputer poradził sobie świetnie. Ja zresztą też.


Już w trakcie pierwszej rozgrywki pokonałam kilka zgraj utopców, uwolniłam mieszkańców wioski od nękającej ich północnicy, przetrzebiłam agresywne watahy ghuli, a przede wszystkim brawurowo poradziłam sobie z terroryzującym okolicę gryfem. I to wszystko w zaledwie parę godzin! No, może paręnaście.


Od tego czasu moje zaangażowanie w lokalne sprawy walki z bestiami rosło. Przemierzyłam szlaki Velen, dotarłam do metropolitalnego Novigradu, dopłynęłam na surowe i groźne wyspy Skellige. Wszystko to, oczywiście, wyłącznie w ramach researchu, badania sposobów prowadzenia fabuły w tekstach kultury „innych niż klasyczne literackie formy” i wzbogacania pisarskiego warsztatu.

Kilkaset godzin, które nabiłam na liczniku gry w ciągu ostatnich tygodni, to wyłącznie dodatkowy argument za pogłębianiem literackiej znajomości świata multimediów.

Obecnie przebywam w Kaer Morhen. Zajmuję się sprawą groźnej klątwy, analizując użyte przy okazji struktury dialogowe.

Niedługo wyruszam na poszukiwania widłogona.

Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wreszcie tę klątwę zdjąć.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.