09/2020

Karol Alichnowicz

Wino, sól

1. Zbiór wierszy Kana Grzegorza Janusza Ostrowskiego jest pod kilkoma względami książką zdumiewającą i zapewne dla autora przełomową. Powstawała z pewnością długo, ale najbardziej intrygujący jest fakt być może łatwy do przeoczenia: kilka wierszy składających się na zbiór zostało napisanych w 2013 roku, czyli… w momencie literackiego debiutu poety na łamach „Twórczości” (debiutancki tom Alta Vista ukazał się w 2016 roku). Więcej nawet: swoimi początkami Kana sięga roku 2002, ściślej: 30 sierpnia, bo taka data widnieje pod żartem o kanie galilejskiej (poeta przykłada dużą wagę do informacyjnej precyzji). Oznacza to, że losy książki nie są zbyt oczywiste, a drogi twórczej autora nie znamionuje przewidywalność. Nie wyciągając zbyt pochopnych wniosków, można powiedzieć, że Grzegorz Janusz Ostrowski był już od początku (tj. w chwili debiutu) w dużym stopniu poetą ukształtowanym, obdarzonym świadomością istoty pisarskiego tworzywa. Późny debiut przyniósł w tym przypadku wyraźne korzyści, do których na pewno wypada zaliczyć odnalezienie przez autora Alta Vista swojego odrębnego miejsca na mapie współczesnej polskiej liryki. Świadczy to tyleż o wewnętrznej wolności poety nieoglądającego się na nikogo, co jest dowodem posiadania przez niego bardzo sprecyzowanej wizji własnego artystycznego rozwoju (jedno zresztą warunkuje drugie).

Warto też od razu podkreślić, że Kana stanowi najbardziej dojrzały i najambitniej pomyślany tom poetycki w literackim dorobku autora, tom, który jest raczej rozpisanym na głosy poematem niż jedynie zbiorem wierszy (dodajmy, że zilustrowanym współbrzmiącymi z tematyką książki interesującymi pracami Danuty Ostrowskiej). Dwadzieścia pięć utworów przynosi bowiem opowieść nad wyraz spójną, u podstaw której leżą dwie tradycje: starsza – religijna, i nowsza – literacka (młodopolska). We wspomnianym już żarcie o kanie galilejskiej czytamy: „deszczowe konie podkówkami dzwonią / jedzie chłop z wozem / i gryzie chleb z solą / a goście w chałupie / czekają na wino”. Łatwo rozpoznawalne motywy zapożyczone z Wesela Stanisława Wyspiańskiego (chłopskie wesele, chałupa itp.) wzbogacone zostają o symbolikę biblijną (aluzja do pierwszego cudu Jezusa Chrystusa, dokonującego przemiany wody w wino). W ten sposób Grzegorz Janusz Ostrowski w oryginalny sposób łączy tematykę zaczerpniętą z Pisma Świętego oraz topos znany z młodopolskiego dramatu. Równocześnie poeta przywołuje atrybuty i realia współczesności, komplikując swoją opowieść: „chłop z podkrakowskich błoni / wieczorem trawę kosi / muzyka zachodu słońca / wraca radia głosem” (kana – zamęt informacyjny).

2. Gwoli prawdy, tytułowy motyw nie jest obcy literaturze polskiej, by przypomnieć chociażby Cud w Kanie Galilejskiej Jana Kasprowicza, ale we współczesnej poezji gest poety wydaje się bez wątpienia znamienny. Znamienny chociażby z tego powodu, że sięgnięcie po tak bogatą kulturowo tradycję i topikę wymaga nie lada twórczej odwagi, która inspiruje liryczną wyobraźnię. Wyobraźnia zaś przynosi taki oto obraz, swobodnie czerpiący z metaforyki opartej na zaskakujących skojarzeniach znaczeniowych:


kaną galilejską

(popraw mnie słuchaczu)

kaną galilejską

kończę nieświadomość

i poprzez symbolikę

przemienionych marzeń –

chłopa

wóz z koniem

zmieniam

w drogę posoloną

(miłosierdzie w kanie galilejskiej)


„Symbolika przemienionych marzeń” to określenie nader trafne dla zabiegu, którym posłużył się poeta, który chce, jak się wydaje, za pomocą języków tradycji mówić o naszym „tu i teraz” (w przypadku wcześniej wydanych zbiorów tego rodzaju dziedzictwo, dziedzictwo tradycji, również stanowiło ważny znaczeniowy kontekst). Nie chodzi wyłącznie o nawiązania do kulturowych wzorców, o których przed chwilą była mowa, sygnalizowanych też przez aluzje do np. dysputy o Bogu toczącej się w filozofii i literaturze („gdzie boga już nie ma / tam jest śmierć człowieka”, kana – w gardle pył) czy obrazowania utrwalonego w poezji epoki Młodej Polski (postać anioła ze spuszczoną głową idącego przez Kanę przywołana w kanie – wspomnieniu judasza może odnosić się do przemierzającego ogród „smutnego śmiertelnie” szatana z Deszczu jesiennego Leopolda Staffa). Mam na myśli coś więcej – znamienną dla wyobraźni lirycznej Grzegorza Janusza Ostrowskiego brawurową syntezę różnych płaszczyzn czasowych i porządków kulturowych, wyrażającą się w przenikaniu się tego, co kiedyś, z tym, co teraz. Konsekwencją tego zabiegu jest uniwersalizacja ludzkich doświadczeń lub też – inaczej rzecz ujmując – „tłumaczenie” ich na język znaków uniwersalnych.

3. Pozwala to poecie zadać istotne pytanie o kondycję człowieczeństwa i rolę wiary w pogrążonym w chaosie świecie w kontekście wydarzeń z odmiennych porządków dziejowych, które zarazem wiele łączy – przewidywalne w okrutnej logice prawa rządzące historią (co zauważył kiedyś K.K. Baczyński): „na wołyniu jak w Aleppo / milczy kamień / ale drży / i nie przeżył nikt” (kana galilejska – wołyńskie kartoflisko – syryjska pustynia). Zasadniczym punktem odniesienia dla płaszczyzny historycznej jest w Kanie sfera ponadhistoryczna (wykraczająca poza ową logikę praw rządzących dziejami) – sfera sacrum. Jej emblematyczny przykład stanowi figura Chrystusa, „pana jezusa”, świadka wszystkich wydarzeń. Tak bardzo ludzkiego w swej miłości, trosce i strachu, że wydającego się mimo boskości być jednym z nas, chociaż zarazem od nas skrajnie Innym. Poeta przeciwstawia logikę okrucieństwa historii (i tworzącego ją człowieka) bezinteresownemu dobru miłości Zbawiciela. Chrystus przybywa na skażoną Kainowym grzechem ziemię, dla której kluczowym jest doświadczenie braku:


w kanie galilejskiej

brak wina na co dzień

i co dzień wypalone

gwiazdy solą głowy

posypane popiołem łańcuchy po nowiu

pan jezus skrzętnie zbiera i uwalnia konie…

brak wina

brak muzyki

brak miłości

życia

krystalicznych zdrojów

wody przed przemianą

(niedostatki kany galilejskiej)


Doświadczenie to sprawia, że nie wino, ale sól zdaje się symbolem tej ziemi. Motyw ów jest słowem kluczem w wierszach Grzegorza Janusza Ostrowskiego, słowem, które wybrzmiewa po wielokroć: „na nagrobek postawię / słup soli”; „sól też stoi w misie”; „mokre słonorośla / spłukane słupy soli / niczemu nie służą”; „na słupy solne / przysięgałeś wierzyć”. Poeta gra wieloznacznością symboliki, jej kontekstowym sensem, zwracając uwagę, że wprawdzie sól jest dowodem przymierza z Bogiem, ale też – Jego gniewu, mogącego zamienić ziemię w słoną pustynię. Dlatego miejscem, gdzie po raz ostatni spotykamy Chrystusa, jest nie Kana, ale obóz dla uchodźców, w którym najbardziej jest potrzebny cud miłości. Dlatego też weselne gody w podkrakowskiej wsi nie mogą mieć innego finału: kończą się sceną, w której Kain (kain) oraz Judasz (judasz) razem piją wódkę, a zaproszony na ucztę zostaje… czarnoskóry Chochoł (chochoł) jako symbol wszystkich wygnanych z rodzinnego domu. Zapewne dzieje się tak, bo – jak pisze poeta w postscriptum – „budujemy mury / kłaniamy się murom”.

4. W przywołanym wcześniej fragmencie miłosierdzia w kanie galilejskiej uderza coś jeszcze: podmiotowa perspektywa, wprowadzająca owo „ja” mówiące od siebie, jak gdyby podmiot liryczny chciał określić swoją rolę w poemacie. Najwyraźniej taka perspektywa odsłania się w inicjalnym wierszu, który otwiera tom – w preludium do kany. Ten, kto mówi, świadomy jest swojej człowieczej ułomności (uwypukla to pojawiający się w utworze różewiczowski z ducha motyw spadania), dlatego wyznaje: „[…] utykam / w jakubowej walce / ślepnę / symeonowym darem / milknę / zachariaszowym szeptem // za nic przyszyta cnota / za nic / na nagrobek postawię / słup soli / jak żona lota / co spłynie w morze / zawsze martwe”. Symbolika biblijna, która w preludium… jest szczególnie mocno obecna, pozwala za pomocą czytelnych znaków, kulturowych analogii określić trafnie duchowy stan bohatera lirycznego. Warto w tym miejscu odwołać się do poprzedniego tomu poetyckiego Rekonstrukcje, drugiego w literackim dorobku Grzegorza Janusza Ostrowskiego, aby zwrócić uwagę na zamykający ten tom utwór summario. Owo podsumowanie można by nazwać mianem ars poetica, ponieważ dwudziestojednopunktowa kompozycja składała się z gnomicznych zapisów, drobnych obserwacji, refleksji, dla których punktem odniesienia była sztuka (ale było też życie). Na pierwszym miejscu summario znalazło się stwierdzenie: „wiersze są przeczuciami winy”. Kana z pewnością to potwierdza.
Grzegorz Janusz Ostrowski: Kana.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka,
Warszawa 2019, s. 72.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.