02/2020

Anna Mochalska

Wspólnota doznań i przeżyć

Anna Piwkowska znalazła dla siebie w poezji miejsce własne, osobne. Zagospodarowała ten wydzielony obszar, umeblowała, przystroiła i dopiero wtedy zaprosiła gości. Poetka stworzyła własny idiom, dykcję rozpoznawalną, wyraźnie inną. Wiersze z poszczególnych tomów oczywiście ewoluują, ale równocześnie czytelnik ma wrażenie zgłębiania cały czas tego samego świata, poznawania nowych wątków tej samej historii. Kwestia „podobania się” jest tu właściwie drugorzędna; Piwkowska wpuszcza nas do swojego poetyckiego mieszkania, pozwala czuć się jak u siebie w domu, dba o nasze samopoczucie, o każdy detal. Na początku możemy mieć wrażenie braku swobody, pewnego napięcia, ale po przełamaniu pierwszych lodów rozsiadamy się całkiem wygodnie i z zaciekawieniem przyglądamy się nieznanej przestrzeni.

Do najnowszego wyposażenia poetyckiego mieszkania Anny Piwkowskiej należy tom Między monsunami. Nie odstaje on od dotychczasowej twórczości laureatki Nagrody Literackiej imienia Georga Trakla. Świetnie uzupełnia wystrój, upiększa już urządzone wnętrze. Piwkowska niezmiennie operuje długą frazą, dba o rytm, pracuje nad rymem, wewnątrz wierszy umieszcza bohaterów znanych z mitologii i historii, nie zapomina o wizualnym aspekcie poszczególnych tekstów, szczególną uwagę zwracając na kolorystykę. Innymi słowy, nie zaskakuje odbiorcy, ale sprawnie operuje posiadanym warsztatem i swobodnie porusza się wśród tematów trudnych, związanych z przemijaniem, śmiercią, cierpieniem, co – być może – jest nawet trudniejsze od wprowadzania radykalnych zmian formalnych.

Spójność nie tylko na poziomie książki, lecz także w całej twórczości Piwkowskiej należy rozumieć bardzo dosłownie i być na nią szczególnie wyczulonym. Biorąc pod uwagę niezmienność frazy oraz zainteresowań tematycznych autorki Farbiarki, możemy rozpocząć lekturę tej poezji od dowolnego tomu (albo, po prostu, sięgnąć po Wyspę Nieborów. Wybór poezji z lat 1990–2015 wydaną w roku 2016, która zawiera również kilka wierszy pomieszczonych w Między monsunami), lecz w miarę poznawania kolejnych publikacji warto zwracać szczególną uwagę na powracające motywy mitologiczne, historyczne (tu zwłaszcza wątki rosyjskie) i przestrzenne. Szukanie powiązań między poszczególnymi publikacjami może być dodatkową czytelniczą atrakcją. I tak na przykład z roku 2002 pochodzi wiersz Co przynoszą mężczyźni, który znajduje dopełnienie w najnowszej książce – historia domyka się w tekście Gdzie odchodzą mężczyźni. Czy ta wiedza jest nam niezbędna podczas czytania? Oczywiście nie, ale każdy znaleziony w ten sposób kontekst z całą pewnością wzbogaci naszą lekturę.

Piwkowska jest poetką bardzo elegancką, wyczuloną na szczegół. W jej wierszach nie ma miejsca na twórczy chaos czy niekontrolowane wynurzenia podmiotu. Nie znaczy to, że postaci występujące na kartach Między monsunami odarte są z emocji. Przeciwnie – to właśnie emocje interesują autorkę najbardziej, to im mamy się przyglądać i przeżywać je równolegle z bohaterami tekstów. Nigdy nie są to jednak nagłe porywy uczuć, rzadko silne doznania jak wściekłość czy rozpacz. Najczęściej przyglądamy się drobnym codziennym radościom i wzruszeniom, czujemy melancholię, żal. Piwkowska dba nie tyle o temperaturę uczuć, ile raczej o ich właściwe przeżycie. Nie chodzi o intensywność doznania, ale o jego dogłębność. Wiersze laureatki Nagrody Literackiej miasta stołecznego Warszawy wydają się szczególnie bliskie temu, na co w mowie noblowskiej kładła nacisk Olga Tokarczuk – czułości. Piwkowska patrzy na świat z niezwykłą uwagą. Przygląda się ludziom, ale też roślinom i zwierzętom. Współodczuwa ze wszystkim, co ją otacza, z góry akceptując każde doświadczenie, również stratę. To właśnie nieustanna gotowość do wspólnoty – uczuć, doznań, przeżyć – powoduje, że możemy mówić o pewnym wyciszeniu, uspokojeniu tych tekstów. Choć autorka wyraźnie porusza się w kręgu kultury hellenistycznej, jej sposób czytania rzeczywistości przywodzi na myśl raczej Japonię, zwłaszcza estetykę wabi-sabi oznaczającą – w bardzo dużym skrócie – pokorę i prostotę (wabi) oraz naturalność i akceptację niedoskonałości (sabi). Nie dotyczy to aspektów formalnych wierszy – z Krajem Kwitnącej Wiśni kojarzymy raczej miniatury poetyckie, oszczędność słowa, a polska pisarka, jak już wspomnieliśmy, operuje długą frazą i nierzadko tworzy właściwie opowiadania wierszem.

Choć zdecydowanie wolę ścisłą, konkretną poezję, Piwkowska przekonuje mnie do swojej interpretacji dłuższej formy dzięki umiejętności snucia opowieści (bohaterowie mają jakieś wcześniej i jakieś później, w samym tekście również autorka operuje napięciem) i swobodzie, z jaką posługuje się słowem. To jest ładna poezja – chociaż słowo „ładna” stało się zupełnie wyświechtane i nijakie. Poetka oddziałuje na zmysł słuchu (rytm, rym, podobieństwa brzmieniowe) i wzroku (koncentracja na aspektach wizualnych, częsty opis, bogactwo barw i detali), dba o polor, szlif. Niekiedy ponosi konsekwencje swojej pieczołowitości, bo każdy niepotrzebny przecinek czy zaburzony rym tym bardziej rzuca się w oczy (a są takie momenty). Niemniej ta poezja po prostu może się podobać. Na okładce Między monsunami został wykorzystany fragment obrazu Hansa Bollongiera. Twórczość Piwkowskiej jest jak jego obrazy: poruszająca wciąż podobne motywy, stonowana, melancholijna. Choć na marginesie warto dodać, że to fragment ukazujący detal obrazu – jaszczurkę. I to też odpowiada wierszom autorki Szkicownika – interesują ją szczegóły, po których wzrok innych ledwie się prześlizguje. Notabene również widoczna na okładce jaszczurka przemyka po kartach tej książki. Ale to już polecam sprawdzić samemu.

Między monsunami wiatr się wycisza, pogoda się uspokaja, nie jest tak niestabilna. To w taki czas powstają wiersze Anny Piwkowskiej – nieulegające sezonowym modom, zmiennym gustom. I to chyba główny zarzut, jaki mam do autorki – trwanie w raz przyjętej konwencji, zbyt duża stabilność, nadmierna kontrola. Jej wiersze pozbawione rymów zwykle wydają mi się dużo lepsze, swobodniejsze i przede wszystkim bardziej aktualne, bo choć poetka nie zapomina o współczesnych realiach, to jednak – zwłaszcza wówczas, gdy ściśle przestrzega narzuconych sobie wymogów rytmicznych – nie przemyca ich do języka, który często musi się nagimnastykować, żeby wpasować się w przyjęte ramy, co prowadzi do używania form archaicznych, inwersji oraz karkołomnych niekiedy konstrukcji zdaniowych. Byłoby dobrze, gdyby – nawet mimochodem – wiersze te przemyciły nie tylko japońskie elementy kultury, lecz także rozwiązania formalne. A skoro o estetyce japońskiej mowa, to poezja Piwkowskiej przywodzi mi na myśl jeszcze jedną wartość obecną w tamtejszej sztuce – mono no aware. Można to rozumieć jako pewien zmysł estetyczny, wrażliwość wyrażającą się przede wszystkim w dostrzeganiu przemijalności piękna, a tym samym poczuciu wspólnoty ze światem. Poetka z uwagą patrzy na otaczającą ją rzeczywistość; pisanie o niej to tak naprawdę kwestia drugorzędna. Sięgnijcie po Między monsunami choćby ze względu na wiersz Zupełnie inne psy, w którym działa wszystko – rytm, rym, czułość, puenta. Z tego tomu w ogóle wyłania się piękny obraz psów. I piękny obraz świata. W takim świecie dobrze się znaleźć chociaż na chwilę.

Anna Piwkowska: Między monsunami.
Wydawnictwo Znak,
Kraków 2019, s. 80.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.