dzieje się
numer dwunasty
14.01.2026
Z wielkim opóźnieniem – przepraszamy w imieniu drukarzy – dotarł do nas numer dwunasty.

Można go kupić w dobrych księgarniach i salonach prasowych oraz w e-sklepie wydawcy przez zakładkę zamów.

Jest także dostępny w wersji elektronicznej w e-Kiosku. i na Nexto.pl.

Pismo można zaprenumerować w obu wersjach.

Zapraszamy do lektury, wystarczy kliknąć w okładkę.

80-lecie „Twórczości”
80 lat istnienia pisma uczcimy dyskusją Bieguny krytyki: Bereza — Komendant — Burek.

W dyskusji wezmą udział Marta Koronkiewicz, Artur Hellich i Łukasz Wróbel.

Rozmowę poprowadzi Łukasz Żurek.

Więcej szczegółów w opisie wydarzenia.

Zapraszamy!

Janusz Margański
Usta Sary Kofman
1 | 2026
Sarah Kofman utknęła między rue Ordener a rue Labat. Te dwie ulice w XVIII Dzielnicy Paryża dzieli raptem 650 metrów. Rue Ordener biegnie przez Pont Marcadet, zapowiadający ulicę o tej samej nazwie most nad torami kolejowymi nieopodal dworca, z którego ongi wyruszało się do Lille. By dojść na rue Labat, trzeba przejść rue Marcadet, a następnie porzucić ją, zanim nabierze rozpędu, zyskując na okazałości utrwalonej w historycznych zapisach. Skręcając w lewo w wąską i ponurą rue Labat, tracimy z oczu położoną dalej kamienicę, w której przemieszkiwał Auguste Rodin i, nieco dalej tę, gdzie mieściła się Fondation Mathilde‑et‑Henri‑de Rothschild oraz należący do niej szpital. Te obiekty nie mają jednak nic wspólnego z tym, co wydarzyło się między rue Ordener a rue Labat. Może poza tablicą na ścianie kamienicy pod numerem 22 przy rue Marcadet, upamiętniającą Suzanne Leclézio i Yvonne Ziegler, które podczas wojny ukrywały tam żydowskie dzieci.

Trasa niby oczywista: opodal wzgórze Monmartre i Sacré‑Cœur. Ale na trawersie nagle pojawia się Władysław Szpilman, który ponoć zapowiedział po wojnie, że nigdy nie pojedzie do Auschwitz, a zaraz po nim wyrasta Roman Polański, który na podstawie wspomnień Szpilmana nakręcił Pianistę, ale wcześniej odrzucił propozycję wyreżyserowania Listy Schindlera, bo nie był jeszcze gotów na konfrontację ze wspomnieniami. Zupełnie jakby chodziło o decyzję dotyczącą spraw ostatecznych, a zarazem najbardziej intymnych, prowokującą pytania: jak się do siebie samego, samej dobrać? Mówić czy nie mówić? Oraz lęk: co będzie, jeśli jednak powiem?

Sarah Kofman zdecydowała się mówić dopiero pod koniec życia, gdy była już uznaną filozofką, obracającą się w kręgu postaci, takich jak Jacques Derrida, Gilles Deleuze, Philippe Lacoue‑Labarthe, Jean‑Luc Nancy, autorką ponad dwudziestu książek. Jej decyzja dojrzewała w krótkich tekstach, pisanych bardzo odległym od akademickiego stylem, w których pojawiają się między innymi zapisy snów. W tomie Paroles suffoquées po raz pierwszy umieszcza wspomnienie o ojcu, rabinie Berku Kofmanie, który po aresztowaniu podczas obławy 16 lipca 1942 roku zostaje osadzony w obozie w Drancy, a następnie przetransportowany do Auschwitz i tam zamordowany. Właściwie nawet nie wspomnienie, a informację, wraz z listą nazwisk Żydów deportowanych do Auschwitz przez reżym Vichy, przedrukowaną za słynną publikacją Serge’a Klarsfelda Le Mémorial de la déportation des Juifs de France z 1978 roku. Prosta informacja pojawia się w kontekście dyskusji wywołanych przez rozważania Theodora Adorna o możliwości uprawiania poezji po Auschwitz oraz książki Maurice’a Blanchota i Roberta Antelme’a. Zupełnie jakby Kofman potrzebowała cudzego głosu, by zacząć mówić. Może też mocnego impulsu z zewnątrz – czemu, co prawda, sama zaprzeczała – w postaci Shoah Claude’a Lanzmanna oraz zbioru autobiograficznych tekstów La douleur Marguerite Duras, opisującej swoje przeżycia po aresztowaniu męża, Roberta Antelme’a, późniejszego autora L’Espèce humaine, dzieła które – jak powiadają – uruchomiło we Francji dyskusję o Zagładzie, i które Kofman skomentowała w swojej książce. Cóż bardziej wymownego niż jej tytuł, „Zdławione słowa”? Czyż można lepiej wyrazić napięcie między niemożnością ekspresji a nakazem złożenia świadectwa, między kompulsywnością mowy a niemożnością wypowiedzenia słowa i lękiem, i dalej – między pragnieniem zapomnienia a obowiązkiem upamiętnienia, między anamnezą a amnezją?

o piśmie
„Twórczość” ukazuje się nieprzerwanie od sierpnia 1945 roku.

Miesięcznik powstał w Krakowie, w 1950 roku został przeniesiony do Warszawy. Wydawany był początkowo przez Spółdzielnię Wydawniczą „Czytelnik”; wydawcy zmieniali się kilkakrotnie. Od 1 kwietnia 2010 roku wydawcą pisma jest Instytut Książki. Pismem kierowali kolejno: Kazimierz Wyka, Adam Ważyk, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Lisowski, Bohdan Zadura, a od lutego 2021 roku Mateusz Werner.

„Twórczość” drukuje współczesną polską poezję i prozę, eseje i szkice literackie poświęcone literaturze polskiej i światowej, a także materiały archiwalne: dzienniki i korespondencję ważnych postaci polskiego życia literackiego.

Wśród autorów pisma są nobliści (Wisława Szymborska, Czesław Miłosz), wybitni polscy poeci i pisarze (m.in. Tadeusz Różewicz, Julia Hartwig, Jarosław Marek Rymkiewicz, Sławomir Mrożek, Wiesław Myśliwski), ale także debiutanci.

baza bibliograficzna
Baza bibliograficzna zawiera roczne bibliografie, dołączane w każdym roku do numeru grudniowego.

Można w nich znaleźć informacje o wszystkich drukowanych w danym roku tekstach i ich autorach, a także bohaterach esejów, mniejszych szkiców i recenzji książkowych.

Baza będzie stopniowo powiększana, obejmując roczniki archiwalne aż do 1945 roku.

 

PRZEJDŹ DO BAZY

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.