03/2022

Adrian Sinkowski

Dzień trzynasty: Aporia

Kolejka wije się od podestu do parku,

pęknięta wpół na drogę przed i za torami.

Ślepy los otwiera mu oczy na to, czym jest,

albo czym nie jest wieczność: pufa, stepper, tablet.

Co ma innego w planach, niż bratać się z książką?

Otwarta, byle zabić nią czas, porzucona,

gdy okazało się, że zabija, istotnie,

pieniądze, sen, kawę i ciemność, tylko nie czas.

Stos z powieści nie rósł na boki, ale w górę,

raz po raz chyląc się od patrzenia, chuchania,

tu i tam z wystającą kartką z notatkami,

aby nie zgubić wątku, która, po co i gdzie

leży każda z nich, w ciemno odkładana w środek,

choć bez oparcia w ziemi było o to trudno.

Waha się: albo na stos, albo na taboret.

Zimna dłoń, zimne myśli. Dłoń, która się waha.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2022 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.