Wieczór był gorący, od wschodu wiał lekki wilgotny wiatr. Gdzieś niedaleko musiała już szaleć burza. W przeciwieństwie do tamtego pamiętnego wieczoru nie byłem sam, całe Miasteczko było pełne ludzi. Z daleka dochodziły odgłosy muzyki, a ja szedłem pod prąd, gdyż wszyscy zmierzali już nad Leliszkę. W powietrzu czuło się podekscytowanie wzmocnione napięciem przed nadchodzącą burzą.
Wszedłem do hotelu, bardzo licząc, że spotkam pannę Asię. Przywitał mnie jednak ponury wzrok Potockiego.
– Dzień dobry – powiedziałem, siląc się na wesołość.
– Dobry wieczór – poprawił mnie zimno Potocki.
– Dobry wieczór. Liczyłem, że dziś służbę ma panna Asia.
– Panna Asia już tu nie pracuje.
– Czy można wiedzieć czemu?
– Wróciła na studia.
– Nie wiedziałem, że studiuje.
– A co pan w ogóle wie? Co pana interesuje? – odpowiedział nieco zniecierpliwiony, nieco znudzony.
– Panie Potocki…
– Nieważne. Przepraszam. Proszę, oto klucz do apartamentu Czajka…
– Prosiłem o inny.
– Tak? Zrozumiałem, że w innym pan nie chce mieszkać. Nieporozumienie… Trudno. Tym razem nie ma pan wyboru. Tylko ten został przygotowany.
– Czemu mnie to nie dziwi…
– Co takiego?
– Że nie mam wyboru…
Potocki zaśmiał się krótkim śmiechem z głębi grubego brzucha.
– Proszę, oto klucz, a teraz pan wybaczy, muszę pana pożegnać, bo śpieszę się nad Leliszkę.
– Tak, tak, rozumiem. Do zobaczenia.
[…]
[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]
