11/2025

Stanisław Kalina Jaglarz

nie wyrosłem jeszcze z tej tarczy którą trzymam z tego miecza

z kijka wzniesionego nad głową nie wyrosłem z tej miłości

nagłej pokładanej w ludziach i zwierzętach z chłopięcych ramion

z meszku pod nosem z chudych kolan z oczu szeroko otwartych

nie sprostałem twojej mądrości nie zjednałem tajemnic

i choćbym chciał mieć spocone taneczne ciało koni które karmię

stoję nieruchomo i patrzę na samego siebie i chciałbym zobaczyć

to co widzą gzy zawisające nade mną czujnie tak blisko

jakby sprawdzały czy oddycham jeszcze a jeśli nie

to kimże ja jestem tak dla tych miłości dla kształtu rozgrzanego

dla myśli niespokojnych przeczesuję dłonią włosy i trzymam się za głowę

jakbym sam namaszczał się berłem złotem koroną uwitą z przytulii

zrastam się teraz przerastam swoje ciało okrywam nowym futrem skórą

spiętą szwami drenami w ranach obniżającym się głosem imieniem

którym mnie już wołają którego ich nauczyłem tak mnie wzywajcie

nie wyrosłem z was jestem z innej gromady niebiosa trzaskające

z innych powiem pokładów tej ziemi nie wyrosłem jak po deszczu

jak po upalnym lecie po wodzie która spływa teraz po korze skłębionej

nie umieram jeszcze ale czy żyję dla siebie wyrojony żywiczny

zastygam i zjednajcie zwierzęta nieomylne moje serca dwa skłócone

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.