Trzy powojenne dekady spędzone w Krakowie to czas najbardziej aktywny i urozmaicony w naukowej, krytycznoliterackiej i organizacyjnej pracy Wyki. „To, cośmy dotąd zrobili w Polsce Ludowej, jest najpłodniejszym okresem naszego życia”1 – podsumowywał, jako reprezentant formacji 1910, dwa dziesięciolecia po 1945 roku. Efektywność krakowskiej części zawodowej biografii Kazimierza Wyki – bez znaczenia, czy mowa jedynie o dwudziestu czy pełnych trzydziestu powojennych latach jego życia – można by mierzyć rozmaitymi miarami: liczbą i wagą opublikowanych książek, dynamiką kariery akademickiej2, udziałem w krakowskim oraz krajowym życiu literackim i kulturalnym. Jednym z dowodów zaangażowania Wyki w życie literackie – nie tylko Krakowa zresztą – było przyjęcie w połowie lat czterdziestych stanowiska redaktora naczelnego miesięcznika „Twórczość”, powstałego w Krakowie dzięki wsparciu Leona Kruczkowskiego, od 1945 roku wiceministra w Ministerstwie Kultury i Sztuki, członka Krajowej Rady Narodowej, oraz inicjatywie Jerzego Borejszy, prezesa Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. Pomysłodawcą tytułu był najprawdopodobniej Julian Przyboś. „On go wymyślił – o czym przypominał później Kazimierz Wyka – i przeforsował wśród gniewnych okrzyków Jerzego Putramenta przeciwko parlamentaryzmowi i jego złym skutkom. Sejmik literacki, podczas którego to nastąpiło, zapamiętali niektórzy obecni, wśród nich Wojciech Natanson”3. We wspomnieniowym tekście Natansona Pierwsze lata autorstwo tytułu miesięcznika również przypisane zostało Przybosiowi4.
Pośpiech w powoływaniu do istnienia nowego czasopisma – jego pierwszy numer ukazał się w sierpniu 1945 – uzasadniał Wyka po latach, gdy „Twórczością” od dawna już kierował w Warszawie Jarosław Iwaszkiewicz, ubóstwem powojennych zasobów bibliotecznych i marnymi perspektywami rozwoju czytelnictwa: „Zakładając w Krakowie miesięcznik literacki, pragnął Borejsza przede wszystkim zaradzić ówczesnemu głodowi książki polskiej, tak potwornie wyniszczonej w latach okupacji hitlerowskiej. […] ta kalkulacja była trafna: ze świeżo powstających bibliotek, zwłaszcza na ziemiach odzyskanych, zwracano się do redakcji, byśmy nadsyłali egzemplarze darmowe, zanim budżety tych bibliotek pozwolą na zakup. Stąd też wysoki od razu nakład «Twórczości» 10 000 i, prawdę mówiąc, wysokie zwroty”5. Warto dodać, że założenie ogólnopolskiego miesięcznika kulturalnego o znacznym nakładzie i liczącym się zasięgu było zgodne z celami – późniejszej o kilka miesięcy – ustawy bibliotecznej z kwietnia 1946 roku. W oficjalnym piśmie z czerwca 1945 roku zawierającym prośbę o zgodę na wydawanie miesięcznika zatytułowanego „Twórczość”, kierowanym do Centralnego Biura Kontroli Prasy, a podpisanym przez Kruczkowskiego i Wykę, była nawet mowa o jeszcze pokaźniejszym nakładzie 15 000 egzemplarzy.
Nazwiskiem Kruczkowskiego, który na samym początku istnienia periodyku odstąpił fotel naczelnego Wyce, podpisany został inicjalny numer czasopisma. „Ponieważ Kruczkowskiego dawno już znałem, umówiliśmy się, że zrobię mu tę przyjemność, podając wspomnianą informację”6 – przyznawał potem Wyka. Możnego wydawcę czasopismo znalazło w zarządzanym przez Borejszę „Czytelniku”, siedzibę zaś w pomieszczeniu należącym do redakcji tygodnika „Odrodzenie”, która gościnnie udostępniła „Twórczości” pokój w zajmowanym przez siebie lokalu „na czwartym piętrze budynku przy ulicy Basztowej (Basztowa 15 m. 8)”7. Spacerując po Krakowie, jeszcze dziś łatwo zrekonstruować zarówno redakcyjną topografię tej części miasta z okresu tuż po zakończeniu wojny, jak i kolejność zmian pobudzających wspomnienia o tym miejscu spisywane przez Wykę na początku ósmej dekady. „Chyba jest to lokalizacja jakoś magicznie przyciągająca literaturę, skoro za dyrekcji Andrzeja Kurza naprzeciwko, do solidnego gmachu onegdajszej Izby Przemysłowo‑Handlowej, Długa 1, przeniosło się Wydawnictwo Literackie”8.
Redaktor naczelny „Odrodzenia” Karol Kuryluk miał zresztą pełnić obowiązki sekretarza redakcji miesięcznika. Według stopki funkcję tę sprawował do marca 1948, a wcześniej, w lutym tego samego roku, odwołany został ze stanowiska, jakie piastował w „Odrodzeniu”, tygodnik zaś, przeniesiony od numeru 10 z 1947 roku do Warszawy, po konflikcie z Kurylukiem i jego rezygnacji objął Borejsza. Migracja „Odrodzenia” do stolicy miała swoje konsekwencje także dla samej „Twórczości”. Wprawdzie Kazimierz Wyka – tym razem podpisany pełnym nazwiskiem, nie jako kjw w Szkole krytyków – w publikowanym przez „Odrodzenie” (1947, nr 10) felietonie Z perspektywy Krakowa żegnał zaprzyjaźnione pismo i jego redakcję, deklarując niezachwianą wiarę w dalsze trwanie tygodnika, ciągłość linii redakcyjnej i polityki doboru autorów:
Ten sam felieton zawiera jednak fragmenty mocno osłabiające to wyznanie wiary. A nawet mu zaprzeczające. Przede wszystkim – właśnie patrząc z perspektywy Krakowa – przeniesienie „Odrodzenia” do stolicy było jednym z licznych w tamtym czasie dowodów na postępującą centralizację krajowej kultury, świadczyło też o zakusach ludowej władzy, by literaturę i życie literackie poddać ściślejszej kontroli. Wystąpienie Wyki opublikowane zostało w marcu 1947 roku – niebezpieczeństwa, o których tu mowa, nie stanowiły już wtedy dla pisarzy, redaktorów, krytyków i publicystów literackich zaskoczenia.
Nietrudno więc było zgadywać, że exodus periodyków krakowskich nie zakończy się na „Odrodzeniu”, i należało wypatrywać okoliczności, w których w jego ślady pójdzie także „Twórczość”. Zwłaszcza że – jak podsumowywał Wyka – „już dzisiaj liczy Warszawa więcej tygodników literackich aniżeli reszta kraju razem wzięta. W tym jednak względzie został odtworzony przedwojenny schemat kulturalny”11. Uwagi tej nie sposób uznać za przychylną wobec modelu życia literackiego, jaki wyłaniał się w Polsce pod koniec lat czterdziestych, bo Wyka rzeczywiście nie oceniał międzywojennej geografii kulturalnej pochlebnie. Dostrzegał w niej zresztą niezbyt fortunny spadek, jaki międzywojenna kultura polska przejęła po dwóch poprzedzających ją stuleciach. „Krajem o centralnym i dośrodkowym układzie kulturalnym jest Polska od czasów stanisławowskich”12 – jako historyk literatury kwitował z dezaprobatą długotrwały proces centralizacji rodzimej kultury, którego nie dało się wyczerpująco uzasadnić powojennymi przemianami ustrojowymi i wolą polityczną rosnącego w siłę obozu rządzącego. Obozu, który nie tylko zadania odbudowy i rozwoju gospodarki czy infrastruktury projektował w kategoriach planu i etapów, podobną strategię planowania i kontroli przyjmując dla kultury, postrzeganej jako skuteczne narzędzie przekształcania zróżnicowanego społeczeństwa uformowanego przez doświadczenia międzywojnia, okupacji, przesunięcie granic i wymianę ludności – w jednolite społeczeństwo socjalistyczne.
Wyka nie był jednak bezwzględnym przeciwnikiem zaplanowanego, czyli świadomego i przemyślanego tworzenia kultury. Mając w pamięci tak różniące się od siebie lata stalinizmu, odwilży czy gomułkowskiej stabilizacji, w przemówieniu wygłoszonym na Kongresie Kultury Polskiej w październiku 1966 roku wspominał o zaletach planowania. Podkreślał konieczność mądrego i odpowiedzialnego projektowania kultury, uwzględniającego zarówno okoliczności i potrzeby współczesne, jak i przeszłość – chcemy tego bowiem czy nie, kultura wspólnoty stanowi ciągłość, rzadko poddaje się impulsom rewolucyjnym, lecz nieustannie podlega historycznym zmianom. Nie istnieje zespół postulatów, które miałyby ponadhistoryczną i uniwersalną słuszność. Plany rozwoju kultury tworzono zresztą również w dawniejszych epokach – zwłaszcza tych, w których modernizacja myślenia o świecie, o życiu społecznym, koncepcje pracy organicznej, podnoszenia świadomości elit i kształcenia mas ważyły najwięcej.
Nieco ponad dwa lata po przeniesieniu „Odrodzenia” do Warszawy – w tym czasie odbyły się już między innymi seminarium „starych” i „młodych” w Nieborowie (styczeń 1948, Wyka brał w nim udział), kongres założycielski PZPR (grudzień 1948) i szczeciński
[…]
[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]
