Stanisław Jerzy mieszkał w Krośnie we własnym mieszkaniu, w ukrytym pomieszczeniu, z którego przez 18 miesięcy nie wychodził, a od 1943 roku w Krakowie u kuzyna Marii Edmunda Tutscha aż do końca wojny. Od 1941 roku bracia nie mieli ze sobą kontaktu. Podczas wojny zamordowano kilkanaście osób z ich rodziny. Była wśród nich siostra Mieczysława i Jerzego Irena Agatstein, lekarka z Pilzna, miasteczka w powiecie dębickim.
Pseudonim Jastrun ojciec przybrał już przed wojną, ale oficjalnie zmienił nazwisko dopiero po niej. Podobnie, za namową ojca, w 1946 roku zrobił jego brat. Gierowski to nazwisko z dokumentów, których Jerzy używał w czasie okupacji. Nie wiem, dlaczego nie ujednolicili swoich nazwisk.
Obaj bracia obronili doktoraty z filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ojciec przed wojną był nauczycielem polskiego w liceach w niewielkich miejscowościach, a potem w Łodzi. Jerzy Gierowski uczył polskiego, filozofii i niemieckiego w gimnazjum w Kolbuszowej, a potem w gimnazjum i liceum w Krośnie, gdzie mieszkał do końca życia. Prace z zakresu filozofii i filozofii religii publikował w „Przeglądzie Filozoficznym”, „Kwartalniku Filozoficznym”, „Euhemerze”, prace polonistyczne w „Polonistyce” i regionalnych pismach rzeszowskich. Był członkiem Polskiego Towarzystwa Religioznawczego, korespondował m.in. z Władysławem Tatarkiewiczem i Tadeuszem Kotarbińskim. W 1949 roku zaproponowano mu pracę wykładowcy w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi, ale oferty nie przyjął. Nie był w stanie po wojennej traumie przezwyciężyć lęku przed światem dużego miasta. Ojciec próbował wyrwać go ze szponów prowincji, jednak bez powodzenia.
Jerzy Gierowski zmarł 15 marca 1972 roku.
Całość listów Mieczysława Jastruna do brata ukaże się nakładem Wydawnictwa Akademickiego SEDNO.
Tomasz Jastrun
Łódź, 24.02.1946
Kochany Jerzy!
Odebrałem dwa Twoje listy. Nie odpisywałem na pierwszy, po prostu z lenistwa i znużenia, którego nie umiem się pozbyć i które towarzyszą mi w pracy. Jednak te dzikie lata nie przeszły bez śladu. Zmartwiłem się wiadomością o bracie Marysi1. Niestety, nie mogę w tej sprawie nic pomóc. Mówiłem z [Stefanem] Żółkiewskim, który jest posłem KRAN-u2 i w ogóle „znakomitą” osobistością, przy tym bardzo życzliwy, ale procedura jest procedurą i nie można jej uchylić. Może w dalszej fazie. Oczywiście, że chłopiec jest ofiarą ciemnoty i zborowszczyzny czy niewiadomszczyzny większości tzw. społeczeństwa. Bardzo mi żal tych młodych i ofiarnych ludzi, którzy jednak swoją gotowością do ofiar i nawykami z lat wojny mogą na nas, na kraj cały, sprowadzić katastrofę. To jednak zbrodnia. Gdybym był ze smarkaczem porozmawiał kilka razy, wybiłbym mu z głowy głupstwa. Siostrzeniec Krysi, Mirek, bardzo inteligentny i miły chłopiec, pracuje w „Walce Młodych”, jest czynnym organizatorem, oddanym sprawie, mimo że w Zgierzu, gdzie się wychował, kołtuństwo jest nie mniej ciemne (i zbrodnicze przez ciemnotę) niż w Krośnie.
Tosiu ze szkoły nie mógł – wyobrażam sobie – wynieść nic dobrego, nasza inteligencja, nauczycielstwo tkwi w ponurych bzdurach lub – najlepsi – w dekadenckim niezdecydowaniu. Nawet najlepsi! Rozmawiałem tu kiedyś z prof. Kotarbińskim, szlachetnym i czystym liberałem. Otóż to. Nic nie rozumie, nie umie myśleć w kategoriach historii, nie nawróci się chyba nigdy. Bardzo mi żal takich wspaniałych skądinąd ludzi. Ci sami ludzie w chwilach decydujących przechodzą – doświadczenie uczy – na pozycje w istocie wrogie własnej postawie, byle „ratować” chimery. To dygresje ogólne. Jeśli chodzi o sprawę Tosia, z całego serca chciałbym mu pomóc, i nie rezygnuję, mimo że w tej fazie nie jest to możliwe. Próbowałem z wiceministrem oświaty [Władysławem] Bieńkowskim (znam go z Warszawy, w latach okupacji niejedną noc ukrywałem się u niego), ale to niemożliwe. Spróbuję, gdy będę w Warszawie, pomówić z wujem Krysi [Edmundem] Giebartowskim (wiceministrem pracy). Bardzo dobry człowiek, stary socjaldemokrata, Sybirak, wspaniały radykał. Pomagał nam bardzo w Warszawie, wynalazł nam mieszkanie itd. Ale nie wiem, czy będzie chciał w tej sprawie interweniować, raczej czy będzie mógł, bo ostatecznie, niezależnie od okoliczności, przestępstwo jest przestępstwem i trudno władzom, które i tak są aż nazbyt liberalne, przeszkadzać w normalnej procedurze. Spróbuję jednak, bo sprawa leży mi na sercu.
U nas tymczasem po staremu. Chcieliśmy wyjechać na parę tygodni, ale nie mieliśmy wyekwipowania zimowego. Dostałem przed paru dniami propozycję z Min. Kultury i Sztuki wyjazdu do Szwajcarii na 3 miesiące z kilkunastu pisarzami, plastykami, muzykami. Zaprasza Międzynarodowy Komitet Pomocy Intelektualnej w Genewie. Oczywiście przyjąłem propozycję, mam jednak wątpliwości, czy mnie wypuszczą czynniki wyższe, gdyż ze względu na trudny okres, jaki teraz przeżywamy, nie zechcą pewno ogołacać kraju z aktywnych pisarzy. Zmartwiłoby mnie to, ale co robić. Właściwie ze względu na nienajlepszy stan zdrowia nie powinni mi robić trudności. Szkoda, że Krysia nie mogłaby ze mną jechać, bardzo bym chciał, żeby biedactwo (poświęcała się dla mnie z niezwykłą ofiarnością przez tyle lat wojny) zobaczyła świat. Ale na pewno i ja nie wyjadę. Planowałem wcześniej wyjazd do Moskwy na jakieś dwa tygodnie, ze względu na antologię, którą tam przygotowują, obecność moja jest potrzebna. Miałem jechać z ministrową Modzelewską, która mnie bardzo namawiała. Nie mam wielkiej ochoty pojechać, bo to męcząca podróż, ale nie wiem, czy ta młoda niedoświadczona tłumaczka poezji da sobie sama radę. Mam tam przyjaciółkę, Rosjankę, młodą sowietkę, która doktoryzuje się na Uniwersytecie Moskiewskim na podstawie pracy o Słowackim i pisuje do mnie przyjacielskie i romantyczne listy.
Nie wiem, czy z tych wyjazdów coś będzie. Wyjazd do Szwajcarii ma nastąpić z końcem marca.
Nie cieszy mnie nic z tego, zatroskany jestem bardzo sytuacją, obawiam się, że nie licząca się z niczym zbrodniczość naszej reakcji może doprowadzić do ciężkich powikłań, mówiąc łagodnie. Bodaj się to nigdy nie stało! Uważam, że obowiązkiem waszym, nauczycieli, jest wpływać na młodzież, tłumaczyć, uświadamiać, że wrogiem naszym jest w tej chwili Anglia, która dąży, dla swoich mętnych interesów, do zamienienia naszego kraju w teren walk bratobójczych. Jeśli suwerenność nasza jest poważnie zagrożona przez Anglików, to winę ponoszą tu politycy wielkokapitalistyczni, którzy wykorzystują głupotę naszych wsteczników, marzących (próżne marzenia!) o trzeciej wojnie. Wojny nie będzie, ale wskutek powikłań wewnętrznych możemy stracić wiele z tego, co uzyskaliśmy.
Przyznam Ci się szczerze, że podziwiam Cię, jak możesz tam w Krośnie wytrzymać, uważam, że powinieneś stanowczo dążyć do wylądowania w uniwersytecie, możesz na pewno dużo, i szkoda, że się marnujesz w szkole. Będę starał się w ciągu lata spotkać się z Tobą i pomówić na ten temat. Jestem przekonany, że przy pewnej własnej inicjatywie – bez tego nic nie można zacząć – mógłbyś wszystko osiągnąć. Miejsce Twoje jest w nowej rzeczywistości, to musisz zrozumieć, przezwyciężyć urojenia i nawyki, stać się nowym człowiekiem. Masz wiedzę dużą i zdolności, a marnujesz się w prowincjonalnym gimnazjum. Inna rzecz: „kocioł garnkowi przyganiał”. Ja również nie mam inicjatywy i tylko poniosła mnie łaskawa fala. Wszystko się samo robi, a ja raczej jestem bierny (jeśli chodzi o względy praktyczne). Nie dbam o nie; zależy mi tylko na tym, bym mógł pisać.
25.02.1946
W sprawie Tosia znów rozmawiałem z kimś odpowiedzialnym. Otóż – nie ma w tej chwili innej rady jak wziąć adwokata, który przysługuje mu (także przy trybie doraźnym). Jest nadzieja, że później będzie można działać, dążyć do rewizji wyroku, teraz niepodobieństwo.
Wierzcie mi, że zależy mi bardzo na tym, by Wam pomóc. Nawet ze względów egoistycznych; po prostu sprawiłoby mi to prawdziwą przyjemność. Kiedy dochodzimy do pewnej granicy (może wieku), niewiele znajdujemy rzeczy godnych wysiłku i uwagi.
Całuję Was serdecznie.
Mieczysław
Jeżeli spotkasz p. Wasylewicz, pozdrów ją od nas i zapytaj o p. Opalińską3, czy żyje ? Były dobre dla nas.
[…]
[Więcej listów w numerze.]
