5/2026

Rafał Wojasiński

Ocet

Kochasz mnie? Pytała. Ty jesteś taki krótki, taki wypierdek, pulchny wypierdek i mnie kochasz? Masz w sobie miłość? A wiesz, że w miłości trzeba się poświęcać i robić brzydkie rzeczy? W lewo i prawo brzydkie. Do przodu i do tyłu brzydkie. Bez brzydkich rzeczy miłość nie smakuje. Nie poczujesz jej. Miłość musi mieć swój odór, gówniarzu. Inaczej nie smakuje. Nie ma żadnego smaku. Nie istnieje. I jest obojętna. Mój ty mały. Kochasz mnie? Więc mnie kochasz? Miłość jest najważniejsza. Więc kochasz? A wiesz, kurduplu, że ja piję ocet? Będziesz pił ze mną ocet? Nie przeżywam życia, a jednocześnie przeżywam. I ratuję się. Piję ocet. A jak ty doszedłeś do tego, że mnie kochasz? Po zapachu, powiedziałem jej. Po zapachu domu, pani ojca i po pani zapachu. Bo mnie zapach bierze jak mało co. I światło mnie bierze jak mało co. Ale jesteś uroczy. Powiedziała. Patrz, widzisz tam? Tam jest ładnie. Podoba ci się to? Drzewa, stawek. Zobacz. A tam są takie piękne krzaki w zagajniku, przy torach kolejki. Wiesz, jak pięknie wygląda kolejka przejeżdżająca pomiędzy tymi krzakami i zagajnikiem? Jechałeś kiedyś? Przechyla się i jest pięknie. Nie wiem, dlaczego to jest piękne. A ty, pulpecie, wiesz? Co tak patrzysz? Podobam ci się? Ładna jestem? Śliczna? To wielka rzecz, że może się coś człowiekowi podobać. Nawet głupiemu. To wielka rzecz. Cicho. To tajemnica. Co widzisz we mnie? Jestem piękna? Powiem ci, jaka jestem. Niespełniona. Ja jestem niespełniona, nigdy niespełniona. Więc piję ocet. Czasami wydaje mi się, że coś mi zrobią. Nie wiem, kto i co. Jesteś smutny? Nie bądź. Zobacz, ja jestem taka, jaka jestem, i nie mam w sobie smutku. Widzisz? Uśmiecham się. Mam uśmiech dla ciebie. Myślałam, wiesz, ja myślałam, jak byłam mała i potem byłam trochę większa i taka już jak teraz, to myślałam, że znajdę sobie miejsce wśród ludzi, byłam nauczycielką, kierowniczką świetlicy, ale szłam w te krzaki, do zagajnika i się zmieniłam. Tam mnie ciągnęło. Tam było to coś więcej, wiedziałam to. I nie mogłam się temu oprzeć. Tam mnie ciągnęło. Szukałam swojego miejsca tam w krzakach. Nigdzie indziej. Dlatego chłopcy mnie omijali, omijali moją urodę. Bo ja szukałam szczęścia i swojego miejsca. Ale człowiek jest głupi i nie wie, że jak szuka prawdziwego szczęścia, to szuka tak naprawdę własnego grobu. Nie rozumie tego, ale szuka grobu. Szuka sobie grobu za życia. Bo człowiek najszczęśliwszy jest w takim grobie za życia. Jest wtedy taki dojrzały, w pełni rozwinięty. Poważny. Na miejscu. Już nic nie można mu zarzucić. Jest wtedy całkowicie przystosowany, jak inni, więc naprawdę szczęśliwy. Wewnętrznie i zewnętrznie. Dopiero wtedy. Mówiła mi, kiedy byłem małym dzieckiem. Co tak słabniesz? Co ci jest? Płaczesz? Chcesz coś jeść? Przyniosę ci salceson. Usiądź. Chcesz coś zjeść? No powiedz. Może razem pójdziemy gdzieś na pole? Chcesz iść? Źle ci jest? Nie bój się. Nigdy się nie bój. Nawet jak zobaczysz, że ktoś cierpi i nie ma wyjścia. Nie bój się. Jak chcesz, to cię ogrzeję. Świat i tak musi taki być i musi się skończyć byle jak. Nie zmienisz tego, możesz tylko jak ja znaleźć miejsce w krzakach, możesz znaleźć swój grób i wtedy odnajdziesz swoją siłę i radość. Mój ojciec niedługo pewnie umrze i zostaniemy wtedy sami. Będę się tobą opiekowała, a potem ty zajmiesz się mną. Wiesz, ja zawsze się bałam, że oskarżą mnie o coś i będzie cierpiał mój ojciec, że będą się mnie wstydziły moje dzieci i będą cierpiały, że będę złym przykładem, że nie będę taka jak należy. Jestem po to na świecie, żeby zostać całkowicie skompromitowana. Jak Bóg. On się nieustannie kompromituje. Ale jest niezbędny. Skompromitowany permanentnie dorosły człowiek potrzebuje nieustannie skompromitowanego Boga, bo tylko z takim się porozumie, tylko u takiego znajdzie miłosierdzie i miłość. Jesteśmy zamknięci w kole kompromitacji. Każdy dorosły musi się nieustannie kompromitować i robić z siebie durnia, nieustannie musi się ośmieszać. Mówiła mi (Ruerowi), kiedy byłem małym dzieckiem. Mnie się nie chce od tego żyć. Wiesz, mój mały, jak kocham życie, ale jestem wiecznie niespełniona, niezaspokojona, więc nie chce mi się żyć. Nie widzisz tego jeszcze? Patrzysz na mnie czujnym wzrokiem. Dobrze, że przestałeś płakać. Nie bój się mnie. W życiu nie ma nic mądrego, nic nie jest mądre. Czy się martwisz, czy nie. Życie zabija głupich i mądrych. I nie wiem, co to ma znaczyć. Co się krzywisz?

[…]


[Całość można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.