5/2026

Piotr Nowak

Lajos Pálfalvi (1959–2026)

Poznałem Lajosa jakoś zaraz po wydaniu przeze mnie Filozofów (w trzech słowach). Podszedł do mnie na warsztatach zorganizowanych w ramach Festiwalu Rymkiewiczowskiego. Spodobała mu się ta książka, chciał ją przetłumaczyć na węgierski. Przełożył na próbę rozdziały o Kołakowskim, Witkacym i profesorze Juliuszu Domańskim. „Droga pisarza polskiego do książki wydanej na Węgrzech – wyjaśniał – zaczyna się publikacją w miesięcznikach literackich”. Tak też się stało. Fragmenty Filozofów ukazały się online w piśmie literackim „1749”. Publikacją całości zainteresował się węgierski wydawca, w tym roku planowaliśmy domknąć temat tłumaczenia książki.

Była to późna przyjaźń dwóch różnych osób, które połączył na stare lata wspólny horyzont wartości. Rozumieliśmy się w pół słowa. Lajos mówił po polsku bez śladowego nawet akcentu, pisał bez błędów. Rozmowy z nim były fascynujące. Mówiliśmy głównie o literaturze, polskiej i rosyjskiej, może trochę jeszcze o Györgym Gömörim, którym interesowałem się ze względu na jego pionierskie w świecie anglosaskim badania nad Norwidem. Lajosa ciekawiły wydawane przez Wydawnictwo Augusta Cieszkowskiego pisma Rozanowa, próbował wciągnąć mnie do rozmowy o literaturze rosyjskiej. W tym miejscu jednak coś zacinało się między nami i rozmowa szła opornie. Lajos jakoś potrafił uczynić z literatury rosyjskiej przestrzeń eksterytorialną i badał ją niejako in abstracto, ja tego nie umiałem.

Kiedyś spytałem go – zapewne słyszał to samo pytanie ze sto razy – co skłoniło go do nauki polskiego. „Chciałem podróżować – odpowiedział. – A z Węgier nigdzie nie można było wtedy wyjechać, nigdzie poza Polską. Nauczyłem się więc polskiego i wyjechałem”.

Jego rozległa wiedza na temat kultury polskiej onieśmielała. Irytowała go krótkowzroczność wydawców węgierskich, uleganie przez nich modzie czy może lepiej: tyranii ogranych nazwisk. Próbował przekonać ich do twórczości Józefa Mackiewicza, którą wysoko cenił. Niestety, ze słabym skutkiem. Już na początku tego wieku notował gorzko: „Pisząc o tłumaczeniu Józefa Mackiewicza na węgierski, mogę pisać wyłącznie o swoich przekładach drukowanych w dwóch miesięcznikach literackich, bo inni tłumacze jeszcze nie zainteresowali się jego twórczością. Chyba nikt się nie dziwi, że te teksty wyszły dopiero w latach 90. Przed zmianą systemu Józefa Mackiewicza można byłoby drukować tylko w drugim obiegu, ale chociaż w skromnym dorobku literackim węgierskiego samizdatu znajdujemy kilku autorów polskich, redaktorzy preferowali utwory tematycznie związane ze stanem wojennym czy aktualną sytuacją. Więc chętnie drukowali satyry czy nawet Alfę Mrożka, opowiadania Nowakowskiego, wiersze Herberta i Woroszylskiego, Miesiące Brandysa – obok tekstów publicystycznych. Utwory Józefa Mackiewicza nie mieściły się w takim wąskim kontekście, ponieważ autor pisał swoje najważniejsze teksty polityczne o wcześniejszych okresach albo o komunizmie jako problemie globalnym”.

Szerzej twórczością Józefa Mackiewicza zajął się w dysertacji, którą obronił na początku lat dziewięćdziesiątych. Wydał ją potem jako książkę pod tytułem Tény és metafora. A lengyel emigració prózairodalma 1945–1980. Dotyczyła polskiej prozy emigracyjnej między rokiem 1945 a 1980. Od strony formalnej całość materiału podzielił Lajos, jak pisał, na „gatunki fikcyjne i przejściowe (ta ostatnia kategoria zawierała wspomnienia, dzienniki, eseje, wywiady‑rzeki, literaturę łagrową i zajęła dwa razy tyle miejsca co pierwsza)”. Na część dotyczącą fikcji składały się rozdziały o micie i o polityce. Twórczość Józefa Mackiewicza umieścił Lajos w tym drugim nurcie, „przejściowym”, obok książek Sergiusza Piaseckiego i Czesława Miłosza, autora Zdobycia władzyRodzinnej Europy.

Lajos był prawdziwym ambasadorem kultury polskiej, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Wykładał literaturę i kulturę polską na Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie, na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, na Uniwersytecie w Peczu. Od roku 2000 kierował Katedrą Filologii Polskiej na Katolickim Uniwersytecie im. Pétera Pázmánya w Budapeszcie, a w roku 2014 objął na nim funkcję dyrektora Instytutu Europy Środkowej. Habilitację uzyskał w 2015 na podstawie rozprawy A Transz‑Atlantik megállói. Gombrowicz (Przystanki transatlantyckie. Gombrowicz).

Tłumaczył z polskiego na węgierski utwory takich pisarzy, jak wspomniany już Józef Mackiewicz, Czesław Miłosz, Kazimierz Brandys, Stanisław Mrożek, Witold Gombrowicz, Stanisław Vincenz, Gustaw Herling‑Grudziński, Maria Janion, a z młodszych – książki Jacka Hugo‑Badera, Antoniego Libery, Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk i Krzysztofa Vargi. Rzecz jasna nie mogłem ocenić wartości jego tłumaczeń, zrobili to czytelnicy i osoby o kompetencjach filologicznych, których mnie brakowało. W 2017 roku Lajos otrzymał prestiżową nagrodę „Transatlantyk” za „szczególne osiągnięcia w zakresie promocji literatury polskiej na świecie”. W tym samym roku został odznaczony brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Ostatnią książką, która ukazała się w przekładzie Lajosa jeszcze za jego życia, była A szerelem fehér éjszakája, czyli Biała noc miłości Gustawa Herlinga‑Grudzińskiego. Zaprosił mnie do Budapesztu do Fundacji im. Wacława Felczaka (Wacław Felczak Alapítvány), abym opowiedział o późnej twórczości autora Innego świata. W ostatnim mailu, jaki od niego dostałem, napisał: „moderatorką spotkania będzie Viktória Vas, absolwentka polonistyki (niestety nie napisała doktoratu, chociaż jest utalentowana). Wyślę jej i tłumaczowi twój tekst. W rozmowie uczestniczyć ma także Katalin Gyürky – krytyk literacki, pracowała w różnych teatrach, zna Czechowa, natomiast nie orientuje się w literaturze polskiej. Więc Viktória raz pyta Ciebie, raz panią Gyürky. Cała impreza trwa mniej więcej 70–80 min. Masz wziąć pod uwagę, że skomplikowane aluzje do kultury polskiej (Lelewel) będą nieczytelne dla publiczności. Mam nadzieję, że rozmowa będzie przyjemna i wyluzowana”. Debata o książce Herlinga‑Grudzińskiego odbyła się 29 kwietnia we środę. Lajos nie dotarł na to spotkanie. Lekarze zatrzymali go w szpitalu. Zsuzsa, jego żona, napisała mi potem, że jeszcze tego dnia wybierał winiarnię, do której mieliśmy się udać. Trzy dni później otrzymałem wiadomość o jego śmierci. Szok, niedowierzanie, pretensje do losu. Rest in peace.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.