5/2026

Henryk Bereza

Maj 2012

c, 3 mj
– pomysły trzeba realizować – pomysły muszą być realizowane – jak się ich nie realizuje, wynikają z tego straszności – myślę o swoim świecie – tym najpierwszym – jak z choinki bożonarodzeniowej – w przestrzeni kolorowego świata – w tym świecie wszystko się dzieje – w świetle, w kolorach – tu się spełniają pomysły – piękne i potworne – pomyślane się spełnia – takie prawo tego świata – od pomyślenia do spełnienia bardzo blisko – to prawie jedno i to samo – jak się pomyśli, to się spełnia – między niebem i ziemią – między wschodem i zachodem – w przestrzeni ze światła – – –

Totalna awaria, zegarek nie chodzi, komórka nie działa, to akurat dziś, gdy niczego nie da się naprawić, do jutra kompletny klops –

„Fraza” (2011 nr 3–4), zaglądam do tego i owego, podczytywanie, dużo nowych nazwisk, wszystko z zasady pośrednie, ośmielam się sądzić, że Magda zbyt rygorystycznie dba o lokalność, prowincjonalność musi trochę oddzielać przynajmniej narodową nadprowincjonalność, prowincjonalność, mówiąc wprost, wyklucza ogólnonarodowość, skromniej, może tylko sąsiedzkość, sąsiedzkość wschodnią, a już z pewnością południową, czy Śląsk jest aż tak daleki, czy Kielecczyzna aż za górami, otwartość – pozarzeszowskość – byłażby jakąś uzurpacją, o Myśliwskim się tylko napomyka, a przecież on mógłby być oddechem od ścisłej lokalności, centralna Polska południowa też bliska, poszukać by łączników, z Sandomierza, Kielc, Mielca czy Pińczowa.

Tak mi się polatuje od „Frazy”, nie przeciw „Frazie”, przeciw izolacyjności „Frazy”. Tu aż się proszą szersze komitywy, nie tylko z tym, gdzie nic, ale i z tym, gdzie trochę coś innego, gdzie trochę więcej.

Nie mówię o Warszawie, o Poznaniu, ale chociażby Łódź tak Magdzie bliska, może także Lublin, przecież niezgorzej, [nieczytelne], akademicko obyty, w każdym razie nie tak zamknięty jak Rzeszów z okolicami –

Marian Pilot, zadzwonił chyba po piątej (najpierw z telefonu stacjonarnego, następnie z komórkowego), gadał o swoim ortopedzie, gadanie pochwalne, następnie ja powiedziałem o jednoczesnej niedyspozycji różnych urządzeń elektronicznych u mnie, Pilota to niespecjalnie dziwiło, jakby nie widział w tym nic szczególnego, potem gadaliśmy jeszcze o Wiedemannie i jego dziwnościach, Pilot ma do niego dość osobliwe pretensje literackie, ja przypomniałem, co on wyprawiał wobec mnie w Końcówkach i po, Pilot się zrobił trochę marudny, ale nie powinienem mieć pretensji, bo jest wobec mnie troskliwy i czuły.

Skończyliśmy rozmowę blisko wpół do siódmej, gadanie trwało chyba blisko godzinę –

Bohdan Zadura, zadzwonił chyba po telefonie Pilota, czyli gadania godzina, ale z Bohdanem powolnego, Bohdan pracował w ogrodzie, ale i intelektualnie, czytał pracę doktorską (trochę redagował) Jarka Borowca, praca doktorska już nie o Zadurze, temat ogólny, tytułu mi nie określił. Ja opowiedziałem swoje dzisiejsze emocje (zwłaszcza metafizyczne przypadki), z dnia niewiele miałem do opowiadania, wspomniałem tylko o telefonie Pilota.

Cała rozmowa spokojna i można powiedzieć wypoczynkowa, przy rozmowie z Bohdanem można trochę wypocząć –

Marek Słyk, rozmowa prawie godzinna, pytał o Marię Jentys, następnie o Donata Kirscha, opowiedziałem wszystko, co jest do opowiedzenia, słuchał uważnie, zadawał rozsądne pytania.

Marek powtórzył życzenia dla mnie od swego ojca, prosiłem Marka, żeby go ode mnie pozdrowił.

Jakie życie jest niesamowite i niezwykłe, Matko Boska, jaka cudowność życia –

[…]


[wszystkie zapiski można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.