Henryk Bereza

Język pisarski (twórczy) to jest zupełnie co innego niż konwencjonalna literacka sprawność słowa, którą dlatego tak imponują dzisiejsi francuscy filozofowie, że nawet ona jest wśród uczonych prawdziwą rzadkością.

Tacy myśliciele, jak Michel Foucault lub Jacques Derrida mogą nią – literacka sprawność słowa – szpanować na cały świat.

Pisarskość należy rozumieć niemal identycznie jak głębokie – ukryte – rygory ję­zyka poetyckiego, co nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek poetyckością.

Wyjaśnienie, jak należałoby rozumieć pisarskość i język pisarski wymagałoby skomplikowanych wywodów.

Posłużę się więc eksplikacją jednego z dwudziestowiecznych pisarzy, który zna­komicie uchwycił różnicę między pisarstwem i niepisarską krytyką literacką.

Praca pisarza zależy od najrozmaitszych – przewidzianych i nie do przewidzenia – okoliczności, gdy tymczasem krytyk niepisarz może sobie wyznaczyć dowolny czas wykonywania swojej pracy.

Ta prosta eksplikacja jest szczególnie przydatna dla wszystkich ludzi piszących – pisarzy i niepisarzy – dlatego, że oni sami dla siebie mogą mieć swój znak rozpoznawczy.

Dla innych, dla czytających, nie jest to ułatwienie.

Rozróżnić w słowie efekty pracy pisarza i niepisarza jest tak samo trudno, jak z każdym twórczym rozpoznaniem i wartościowaniem słowa.

To sztuka, jeszcze bardziej rzadka i tajemnicza niż samo twórcze pisanie.

Jak dowieść, że każde słowo Witolda Gombrowicza – także to w Opętanych, tak­że to w Dzienniku – jest pisarskie, że każde słowo Gustawa Herlinga‑Grudzińskiego jest w każdym napisanym zdaniu niepisarskie.

Wiem o tym i może nawet mógłbym tego dowieść, ale i tak nie przekonałbym nikogo z tych, którzy sami z siebie nie potrafią tego rozpoznać.

Kto nie odróżnia zdań pisarskich w felietonach Adolfa Rudnickiego i niepisarskich w felietonach Kazimiera Brandysa (który niezależnie od tego jest mistrzem słowa literackiego), tego się nie przekona do twórczego pisarstwa.

Kto nie rozpoznaje zdań Heleny Boguszewskiej i zdań Jerzego Kornackiego we wspólnie pisanych dziełach, temu się nie wytłumaczy, czym się różni sztuka pisania od maniackiego wyrobnictwa.

Kto nie widzi różnicy między słowem Hansa‑Georga Gadamera i słowem Michela Foucaulta, ten nie zgodzi się z zagadkowością takiego stanu rzeczy, że posługując się jak najsprawniej pozornie podobnym słowem pisanym można być albo prawdziwym pisarzem jak Johannes Bobrowski, albo literatem z zawodu jak Siegfried Lenz.

Pisarstwo od niepisarstwa oddziela głęboka – ukryta, prawie tajemna – natura samego języka, z czego tak wspaniale zdaje sobie sprawę Erich Fromm w książce Zapomniany język.

Fromm jest zdania, że „zapomniany język”, język naszych snów, język pełny, czyli język sam z siebie – ze swej natury – symboliczny został bezpowrotnie utracony.

Jest w tym wiele prawdy, ale i wtedy wolno myśleć, że prawdziwe pisarstwo jest niedoskonałą i może nawet niemożliwą próbą odnalezienia lub tylko odnajdywania śladów tego języka.

One istnieją w snach, poza nimi są bardziej widoczne w języku mówionym niż w pisanym, w pisanym są zauważalne u tych, którzy go wyczuwają i potrafią trafić na jego ślady, czyli są lub mogą być pisarzami.

Henryk Bereza, Pisarskość, dwusłowie, „Twórczość” 2001, nr 12.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2022 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.