Julian Stryjkowski

Julian Stryjkowski na pytanie Piotra Szewca, czy chciałby jeszcze kiedykolwiek po wojnie powrócić do swojego rodzinnego Stryja, odpowiedział kategorycznie: Nie! W drugiej połowie XX wieku autor Głosów w ciemności był tam tylko raz. Miasto go przeraziło. Jak sam mówił: „Wtedy, w 1956 roku, sowiecki Stryj zrobił na mnie koszmarne wrażenie. Jakbym podniósł kamień grobu i ujrzał gnieżdżące się w nim robaki. Na próżno szukałem grobu ojca… Cały cmentarz został zaorany, kamieniami z macewot wybrukowano ulice, a mogiły hitlerowcy zrównali z ziemią. Było to brudne, ciemne, małe miasteczko, które niczym nie przypominało mi mojego pięknego Stryja. Skurczyło się, zwęziło”. […]

Julian Stryjkowski, a właściwie Pesach Stark, urodził przed pierwszą wojną światową w Stryju. Był synem mełameda i handlarki. Te dwa zdania mówią już wiele o jego życiorysie. Po pierwsze, że przyszły pisarz pochodził z niezbyt zamożnej rodziny, a po drugie, przyszedł na świat w pięknym, ale położonym niemal na końcu ówczesnego świata miasteczku (w Galicji dziewięćdziesiąt procent miasteczek znajdowało się w takim położeniu), po trzecie, że żył na granicy polskiej, ukraińskiej i żydowskiej kultury. […] Autor Głosów w ciemności pogranicze widział zatem w wielu przestrzeniach: jako dzieło kartografów i polityków, efekt działania historii, wewnętrzne sprzeczności znajdujące się w człowieku. […]

Stryjkowski jest zatem nie tylko „naszym”, ale też „wspólnym” pisarzem. Tworzył w pewnym konkretnym kontekście wieloetnicznym i wielowyznaniowym, który zawarł w swoich powieściach. Katolicy, Żydzi, prawosławni, ewangelicy, wszystkie odłamy tych religii, ale też wszelakie narody je wyznające, zamieszkujące tereny pogranicza, należą do polskiej przeszłości, która może napawać dumą. Jednak czy ona jest tylko nasza? Czy w ogóle takie pytanie jest zasadne, skoro przynależała nie tylko Polakom i katolikom? Jeśli bowiem Stryjkowski nie był naszym pisarzem, to czyim? Obcym? Absolutnie nie. Właśnie w jego twórczości przejawiała się ta najlepsza część Polski, którą utraciliśmy podczas XX-wiecznych szaleństw w Europie. Kiedy to przechodząc z jednej ulicy na drugą, można było usłyszeć inny język i tradycję. Na styku tych terenów pogranicznych – istniejących na mapach, ale też miastach i w samych ludziach – powstawała najlepsza część kultury, która jest nasza i  wspólna.

Dawid Szkoła, Opowieści o Stryju i granicach, „Twórczość” 2019, nr 4.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.