Tadeusz Komendant

0. Cieszę się, że ktoś w XV w. napisał Breve Regnum!. Choć pewnie coś innego miał na myśli (np. ‘krótkie panowanie nad lejcami podczas kuligu’, a nie ‘znikome królestwo’), ta fraza po nim pozostała.

Cieszę się, że napisało mi się w przekładzie opublikowanym w czwartym tomie antologii Jerzego Lisowskiego: „Grzebieniem się czeszcie! Nie cieszcie się grzechem!”. Piękna fraza, która, mam nadzieję, mnie przeżyje.

4. Cieszę się, że nie znajdę się w niebie. Już wyjaśniam, czemu się cieszę. Wcale nie chodzi o towarzystwo. Otóż Jan Gondowicz, któremu wierzę bardziej niż Andrzej Falkiewicz Leszkowi Nowakowi, opisał we wspomnieniu o Lechu Emfazym Stefańskim, jak ten puszczał mu z siedemdziesięcioośmioobrotowych płyt ćwierćtonowe utwory Aloisa Háby. Oczywiście najłatwiej byłoby dowiedzieć się z Internetu, kim był Alois Hába, ale ja, jak każda prawdziwa księgowa, która rachunek wykonany przez komputer sprawdza na liczydłach, też nie dowierzam komputerom. Dlatego cieszę się, że dowiedziałem się wintażowo z papierowej „Odry” (2015, nr 2) czegoś o nim. To czeski kompozytor (1893–1973), z przekonań komunista (dużo było wśród Czechów takich popaprańców, dlatego tak łatwo postawiło im się przez pewien czas górujący nad Pragą pomnik Stalina, chyba nawet wyższy – nie jestem pewien – od figury Chrystusa w Rio de Janeiro i w jakimś polskim miasteczku, którego nazwy nie pamiętam i nie mam ochoty przypominać sobie). Jego głównym dziełem jest opera Nová země z 1935 roku, opowiadająca o Wielkim Głodzie na Ukrainie, wystawiona teraz (2014) jako światowa prapremiera przez Narodní Divadlo pod dyrekcją Petra Kofroňa (już słyszę uszami duszy swej arie czekistów i cudowne chóry skolektywizowanych Ukraińcow, a wszystko to w ćwierćtonach, bo z głodu na więcej ich nie stać).

„Háby nie słyszałem już nigdy później – pisze autor Ducha opowieści (Warszawa 2014) – ale wiem, że jeśli jest niebo i są w nim chóry anielskie – te chóry śpiewają ćwierćtonowo”. Ja z kolei wiem, że te anielskie ćwierćtonowe pienia byłyby dla mnie piekielną torturą. Wystarcza mi doczesność i ćwierćtony Mykietyna, bo słoń nastąpił mi na ucho w składzie porcelany, kiedy pytałem go o wiadomą sprawę. To dlatego cieszę się, że nie trafię na niebiański koncert. O Matko Boska, przywykła do czterech prostych tonów, z których składa się Salve Regina, jak Ty to wytrzymujesz? Przynajmniej możesz gryźć ze zgryzoty opłatek.

26. Cieszę się, że wysłuchiwałem opowieści nieżyjącego już stryja o dzieciństwie spędzonym na Ukrainie (jak każdy poddany cara Aleksandra po wybuchu I wojny został ewakuowany w głąb Rosji). Szczególnie podobała mi się wielokrotnie powtarzana opowieść o bolszewikach: kiedy już przeszła ich szarańcza, stryj (ten Bolek Kalafior z wydętym brzuszkiem) wchodzi do spalonej biblioteki, widzi nienaruszone regały książek, sięga po którąś z nich, a ta rozsypuje mu się w dłoniach w popiół.

Piękny obraz, choć dziś wiem, że stryj go nie widział, bo to niemożliwe fizycznie: książki tak nie płoną. Ale był pewien, że widział: tak działa praca pamięci.

40. Cieszę się, że Pani Ambasador zdiagnozowała (ona umie dyplomatycznie diagnozować!) mój stan: „To nie przeziębienie, Tadeusz, to starość”. Cieszę się, że zawsze lubiłem sery ze wskazaniem na kozie (powinny być najtańsze, bo koza zje nawet miotłę, ale są najdroższe, bo nasi miczurinowcy zza biurka zakazali hodowli kóz, pewnie im się, nominalnym marksistom, koza z czarownicą i diabłem kojarzyła), toteż śmieję się jak głupi z poważnych spraw.


I tak dalej. Nie wiem, ile czasu to jeszcze potrwa i ile „cieszę się, że” powstanie, bo to work in progress, jak życie. Wiem, że ostatni zapis ma brzmieć: Cieszę się, że żyłem.


Tadeusz Komendant, Cieszę się, że, „Twórczość” 2015, nr 4.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.