09/2021

Hanna Kacewicz-Sygidus

A czarna rzeka wciąż płynie

Krzysztofowi Szymoniakowi


Kiedy twoje stopy dotykały Wezuwiusza i w refleksie słońca

igrały beztrosko u wybrzeży śródziemnomorskich wód,

wydeptywały nędzne uliczki neapolitańskich dzielnic,

a wieczorem zasypiały w całkiem zwyczajnym hotelowym łóżku,

kończyłam właśnie sweter w kolorze, którego nigdy nie kochałam.

Kojarzył mi się z suchym latem i jurajskimi piaskami,

po których szło się ciężko z urywanym oddechem.

Nie miałam jednak wyboru. Wiklinowy kosz świecił pustkami,

a moje palce musiały znaleźć jakieś spokojne zajęcie.

Chciałam być bliżej ciebie. Na mapie miasta znalazłam uliczkę,

przy której mieszkałeś i małą tanią restaurację,

gdzie można było zamówić frutti di mare,

myślałam o starym pisarzu i pięknym języku jego książek.

Nie mogłam przewidzieć, że tak wcześnie zbudzą mnie światła

znajomych dworców i wszystko zniknie jak w starej baśni.

A przecież zawsze kiedyś kończy się czas mostów,

czas drewnianych schodów i otwartych drzwi.

Tylko czarna rzeka wciąż płynie, doskonale obojętna

na zimny grudniowy wiatr.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.