05/2018

Piotr Nesterowicz

Alternatywy

Budzik. Uniosła ramię i przerwała dźwięk obwieszczający koniec. Lub początek. Przejście ze snu do jawy następowało błyskawicznie, jakby obu światów nie oddzielało nic poza dzwonkiem. Otworzyła oczy, odrzuciła na bok kołdrę, którą okrywała się po szyję nawet w upalne lipcowe noce, i podniosła się. Już była „tu”, zostawiając „tam” odciśnięte w kształcie ciała; zarys szybko znikał z prześcieradła opiętego na twardym materacu. Sen spływał niczym ostatni strumień wody, kiedy biorąc kąpiel, zakręcała kran. Lubiła tę chwilę, nawet bardziej od momentu, w którym wchodziła pod parujący prysznic. Wówczas gorąco oszałamiało, ale gdy zakręcała wodę, jej zniknięcie uderzało jeszcze mocniej; zachłystywała się gwałtownym brakiem. To samo odczuwała, kiedy podnosiła się rano; resztki nocy spływały szybciej od kropli. Wraz z nimi uciekała pamięć, więc nie wiedziała, co śniła. Jedynie na skórze pozostała świadomość, że miała sen. Poczucie straty.

Może gdyby nie wstawała tak zdecydowanie, „tamten” świat zmieszałby się z „tym” i pozostawił w umyśle widoczne ślady. Żałowała, że nie umiała przeciągać się powoli jak Jacek. A on wcale nie był śpiochem. Podniósł się chwilę po niej, ale zanim usiadł, ona już założyła szlafrok, przeszła do kuchni, sprawdziła, czy w ekspresie jest woda, wyciągnęła z szuflady kapsułkę i załadowała ją.

Skoro nie pamiętała nic z nocy, to budzik powinien oznaczać początek. Tyle że jego mechaniczna powtarzalność skutecznie eliminowała wszelką nowość. Jak mógł inaugurować, kiedy zwiastował poranną przewidywalność?

Ekspres zasyczał, filiżanka wypełniła się kawą. Otworzyła szafkę, wyciągnęła trzy paczki płatków, do czterech miseczek wsypała równe porcje cheeriosów, cookiesów i cornflakeów. Z zamkniętymi oczami powtórzyłaby ten ruch i osiągnęłaby taki sam efekt.

– Mam miarki w rękach. – Spojrzała na dłonie w poszukiwaniu podziałki wyznaczającej mililitry i gramy.

Z lodówki wzięła mleko, a z dolnej szafki rondel. Zalała naczynie i odstawiła na gaz. W tym momencie do kuchni wszedł Jacek.

Gdyby zamknęła oczy, zatkała nos i wypchała wacikami uszy, gdyby pogrążyła się w chwilowej bezmyślności, i tak trafnie przewidziałaby przyszłość. Jacek otworzył ekspres i spojrzał na tkwiącą w nim zużytą kapsułkę. Podniósł ją dwoma palcami i wyrzucił do kosza z obrzydzeniem, jakby sprzątał kupę po psie, którego nigdy nie miał. Zerknął na nią z wyrzutem; dopuściła się występku, nie wyczyściła urządzenia i obciążyła jego tą koniecznością. Uzupełnił wodę i włożył nowy nabój. Na to już nie czekała, ale i tak była świadoma jego ruchów, kiedy odchodziła ku pokojom dzieci.

[…]

W osobności łazienki snuła fantazje. Tak, teraz nie miała wątpliwości. One stawały się prawdziwym początkiem. Niosły w sobie niewiadomą. Odmienność. Nie chodziło o to, że nie lubiła reguł. Wprost przeciwnie. Celebrowała je, mimo że równocześnie narzekała na powtarzalność domowych rytuałów. Z laboratoryjną oszczędnością odmierzyła krople płynu micelarnego i przemyła twarz trzy razy; otarła wacikiem powieki, najpierw lewą, następnie prawą; przyjrzała się, czy wąskie kreski zmarszczek w kącikach oczu wciąż były dziećmi śmiechu, czy już przejawiały powinowactwo z nieproszonym krewnym czasu. Tak samo jak z milimetrową dokładnością umiała wytyczyć poranne ścieżki każdego z domowników, wyliczyłaby kroki, jakie wykonała między sypialnią, kuchnią, pokojami dzieci i łazienką. Spojrzała na podłogę, oczekując, że w płytkach terakoty dostrzeże ślady swoich stóp, odciśniętych w odtwarzanym codziennie obrządku. Denerwowała ją ta zwykłość, a mimo tego nic nie zmieniała w jej rycie. Jacek zżymał się na jej nieustanne utyskiwania, a najbardziej na oderwanie teorii narzekań od praktyki zachowań. Po cóż komentowała bezsensowność składania piżamy na półkę w komodzie, skoro ani razu nie zdobyła się na porzucenie zmiętej? Rzeczywistość nakładała na nią wiązania nie do zerwania.

[…]

[pełny tekst do przeczytania w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.