06/2021

Andrzej Titkow

Biszkek

Biszkek, niegdyś Frunze,

tutaj mój ojciec

ukończył studia.

Razem z kolegą,

głodni,

poszli do rajkomu partii,

dostali talerz zupy,

setkę wódki

i pracę w górach Tien-Szan.

W posiołku,

poza miejscową ludnością,

byli jeszcze –

otyły kucharz, chudy nauczyciel

i felczer narkoman.

Oni dwaj – lekarze,

żadnych lekarstw,

nieufność pełna

i tylko szamani mieli posłuch.

Dopiero wiosną,

gdy ruszyły lody,

uciekli na osłach,

wąwozami, żłobami

w dół, ku dolinie.

Następnego dnia

kirgiscy partyzanci

wkroczyli do posiołka.

Zabili felczera narkomana,

tłustego kucharza

i wysuszonego na wiór nauczyciela,

bo mówili w obcym języku,

skórę mieli nieco bielszą

i mniej skośne oczy.

A ja,

wciąż śledzę lot kuli

z kirgiskiego browninga,

bo jeśli dosięgnie ojca,

to kto napisze ten wiersz?

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.