10/2022

Przemysław Dakowicz

Czarna lezginka albo animula russica

Na powieściowej osi czasu wydarzenia te oznaczono z wielką dokładnością. Jest 15 września 1810 roku, trzy lata po podpisaniu pokoju w Tylży – trwa niedługi antrakt między dwiema fazami europejskiego konfliktu, które Napoleon Bonaparte nazwie „wojnami polskimi”. Bohaterowie polują w lasach nieopodal posiadłości Rostowów, zwanej Otradnoje. Po osaczeniu wilka ściga się lisa i – już na terenie majątku Iłagina, sąsiada Rostowów – zające. Zbliża się zmierzch i młodzi Rostowowie zostają zaproszeni na nocleg do ich dalekiego krewnego, Michaiła Nikanorycza, którego nazywają „wujaszkiem”. W jego wiejskim domu we wsi Michajłówka słuchają ludowych pieśni, śpiewanych przy wtórze bałałajki i gitary. Zachwycona Natasza zaczyna tańczyć do muzyki i – na własny użytek, niejako podświadomie – odkrywa źródła rosyjskiej kultury lub – jak powiedzieliby może wielbiciele Puszkina, Dostojewskiego, Czajkowskiego i Diagilewa – „rosyjskiej duszy”: „Gdzie, jak i kiedy ta hrabianeczka wychowana przez Francuzkę‑emigrantkę wchłonęła w siebie z owego rosyjskiego powietrza, którym oddychała, tyle tego ducha, skąd wzięła te gesty taneczne, które pas de châle dawno powinny były wyprzeć? Lecz duch i gesty były te same, nie do naśladowania, niemożliwe do wyuczenia się, rosyjskie, jakich właśnie wujaszek się po niej spodziewał. […] Czyniła właśnie to, co należało, i tak dokładnie, absolutnie dokładnie, że Anisja Fiodorowna, która natychmiast podała jej chusteczkę niezbędną dla pląsów, rozrzewniła się wśród uśmiechu, patrząc na tę szczuplutką, pełną gracji, taką dla niej obcą hrabiankę w jedwabiach i aksamitach, która jednak potrafiła pojąć wszystko to, co było […] w każdym Rosjaninie” (przekład Andrzeja Stawara).

Taki sposób definiowania wspólnoty jak w powyższym fragmencie Wojny i pokoju uznać można za jeden z przejawów „konsolidacji [rosyjskiego] narodowego samoprzedstawienia” (Ewa M. Thompson, Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm, przeł. Anna Sierszulska, „Universitas”, Kraków 2000). W szczytowym momencie istnienia rossijskoj imperii ów sugestywny obraz niemal mistycznej jedności elementów społecznych i kulturowych konstytuujących, zdaniem Tołstoja, naród rosyjski doskonale spełniał funkcję utwierdzającą i gloryfikującą polityczne (również międzynarodowe – znajdujące odzwierciedlenie w najnowszym kształcie granic) status quo oraz stanowiących uzasadnienie dla istnienia caratu.

Optymizm samego Tołstoja nie trwał zbyt długo. W latach dojrzałych autor Spowiedzi zakwestionować miał ideę państwa, postrzeganego przezeń odtąd jako zaprzeczenie idei chrześcijańskich i domena zinstytucjonalizowanej przemocy.

Natasza przestała tańczyć ludowe tańce… W porewolucyjnej Rosji (a potem: Związku Sowieckim) akcentowano i wcielano w życie ideę ponadnarodową. Komunistyczni dyktatorzy Europy odbywający pielgrzymki do Moskwy zapraszani byli na daczę Stalina w Kuncewie, gdzie od dwudziestej drugiej do szóstej rano jedzono, pito, oglądano filmy z całego świata (między innymi z obszernej kolekcji „odziedziczonej” przez generalissimusa po Goebbelsie) oraz… tańczono. Gospodarz nieodmiennie stał przy patefonie, nastawiał płyty i obserwował. Goście wirowali – z pełnymi brzuchami, z nieznośnym wódczanym szumem w głowach, w parach męsko‑męskich. Najzdolniejszym i najbardziej wytrwałym spośród danserów był Wiaczesław Mołotow, celujący w tańcach salonowych, z jego ulubionym walcem. To właśnie z sowieckim ludowym komisarzem spraw zagranicznych (tym samym, który formalnie odpowiadał za niemiecko‑sowiecki pakt z 23 sierpnia 1939 roku, którego tajny protokół rozstrzygał de facto o kolejnym rozbiorze Polski) tańczył w roku 1948 Jakub Berman, drugi po Bierucie w hierarchii notabli komunistycznego państwa powstałego na gruzach II Rzeczypospolitej. Dopytywany o atmosferę owych kuncewskich pląsów, określił ją jako wesołą „z wewnętrznym napięciem” (zob. Teresa Torańska, Oni, „Iskry”, Warszawa 2004) – w towarzystwie Stalina nikt nie mógł się czuć w pełni bezpieczny. Dzięki opowieściom Nikity Chruszczowa (Fragmenty wspomnień, „Krąg”, Warszawa 1984) nieco więcej wiemy o tanecznych umiejętnościach członków Politbiura WKP(b): „Tańczył Mikojan, potem tańczył Woroszyłow. Tańczyli wszyscy. Ja nigdy nie przesuwałem nóg, tańczę jak krowa na lodzie, ale ja także tańczyłem. Kaganowicz tańczył. To także tancerz nie lepszej klasy niż ja. Malenkow taki sam, Bułganin kiedyś tańczył, pewnie w młodości. Przytupywał w takt coś rosyjskiego”. Mołotowa nazywa Chruszczow „tancerzem pierwszej klasy”, a jako „jedynego dobrego tancerza wśród nas” wskazuje Ormianina Anastasa Iwanowicza Mikojana. „Wszystkie jego tańce wyglądały tak samo – i rosyjskie, i kaukaskie, wszystkie wywodziły się z lezginki”.

Lezginkę, ten najpopularniejszy taniec ludów Kaukazu, czeczeńscy najemnicy Ramzana Kadyrowa, mordujący Ukraińców w imieniu Federacji Rosyjskiej i Władimira Putina, wykonali w lipcu 2022 roku przed siedzibą władz właśnie zdobytego ukraińskiego Siewierodoniecka. Świeciło słońce, wokół placu grzały się bojowe wozy piechoty z literą Z nabazgraną białą farbą na przedniej ścianie, a brodaci najemnicy wyciągali ręce i rozcapierzając palce dreptali w miejscu, podskakiwali, opadali na kolana i powstawali. Czarne mundury dobrze określały ich faktyczną rolę – zwiastunów śmierci, uczestników wielkiego rosyjskiego danse macabre, trwającego na tych ziemiach od kilku stuleci.

Bo czarna imperialna lezginka, czarna imperialna czeczotka, czarny imperialny trepak tańczone są dziś na Charkowszczyźnie i Chersońszczyźnie, w Donbasie i na Krymie, nad zbiorowymi grobami w Buczy, w Irpieniu i w Iziumie, w pobliżu działających i nieczynnych elektrowni atomowych, w obozach filtracyjnych i koncentracyjnych, na ruinach domów, centrów handlowych, hal sportowych, kin i teatrów, między innymi Teatru Dramatycznego w Mariupolu, w którym – jak donoszą media – przysypane gruzami zwłoki kilkuset ofiar bombardowania Rosjanie postanowili zalać betonem.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2022 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.