02/2022

Sławomir Buryła

Delikatnie po nitce

Poezja Piotra Szewca – podobnie jak jego proza – od zawsze żywiła się okruchami świata minionego. Nie inaczej jest w najnowszym tomie Po nitce. Chciałoby się dodać – po nitce do przeszłości, do raju utraconego. Nie jest to wszakże do końca raj utracony – trwa w pamięci (Czas szczęścia, otwierający cały zbiór). Zdarza się, że przekracza on granice snów, imaginacji – zapełnia codzienność (Śniło mi się, Po ciemku). Niekiedy trudno ocenić, który ze światów istnieje, a który już odszedł i nie wróci. Paradoksalnie bowiem ten, który odszedł, zda się często bardziej realnym, niż ten dookolny, dotykalny, poznawalny zmysłami. Do tego jest wszechobecny, jawi się jako jedyny warty refleksji; jedyny, o którym należy rozmyślać i opowiadać.

Dwóch strażników pilnuje granic „prywatnego raju” Szewca: pamięć i śmierć. Pamięć – zgodnie ze swą naturą – jest płochliwa. Mimo że dość łatwo otwiera swoje rejony przed podróżnikiem szukającym w niej schronienia, ich podbój wiąże się ze sporym wysiłkiem (Zabawa w niepamięć). Pozostawanie w sferze pamięci nie jest bowiem prostym zadaniem. Wymaga czujności. Podmiot Po nitce wciąż przecież narażony jest na „ataki” świata z zewnątrz – jego miraży, płowych obietnic i kalejdoskopu zdarzeń.

U Szewca przeszłość nie tylko jest kojąca i pożądana (W odwiedzinach). Przeszłość uzależnia, wciąga niczym wir. Jest zwiewna, cienka niczym tytułowa nitka (Nitka). Dlatego potrzeba formy, by pochwycić to, co nam umyka, pozostawia bezradnymi i strwożonymi (Przed budzikiem). Trzeba tu poczynić ogólniejszą uwagę – to, co w liryce Szewca wyjątkowo cenne, to właśnie dbałość o formę. Tej dbałości brakuje wielu współczesnym poetom. Potrzeba ekspresji w ostatnich trzech dekadach coraz częściej splata się w mocnym uścisku z ideologią. Wiersze Szewca są dalekie od politycznego zaangażowania, w ogóle od polityki, spraw bieżących. Może nawet trzeba powiedzieć więcej – nie znajdują żadnego porozumienia z tym, co stanowi o sednie dzisiejszej rzeczywistości. Nie żal więc, że „miasto truchtem podąży za swoimi sprawami” (Mewy).

Domeną liryki Szewca jest prywatność. Słowo „prywatność” jest tu odpowiedniejsze niż „intymność”. Przy czym prywatność Po nitce ani przez moment nie ociera się o eskapizm. Uczucia, emocje są u Szewca skrywane. Choć nie jest to literatura inspirowana – modną w nowej humanistyce – sferą afektów, to nie jest też ich wyzbyta. Emocje mają się jednak zrodzić w wyobraźni odbiorcy jako rezultat osobistej, wyciszonej lektury. Po nitce nie sięga po wysokie tony, nie epatuje poetyką krzyku. Jest to poezja stroniąca od ekspresywnych środków wyrazu, nastawiona na czytelnika, który lubi wędrówki w zakamarki pamięci.

Do prywatnego raju wkrada się – niepostrzeżenie – śmierć. Jej status zda się być podobny do statusu pamięci. Obydwie zresztą pozostają ze sobą mocno powiązane: śmierć jest przecież formą zapominania (Wielka szpula). Wchodzi cicho, jakby się skradała, nierzeczywista, a przecież realna, nie dająca się wyrugować, uchylić, jak wolno uchylić niekiedy hipotezę naukową. Jest – można rzec – wszechobecna, krząta się po dominiach pamięci, zagarnia krajobrazy i ludzi (Dzika grusza, Aronek).

Śmierć jest niedostępna, tajemnicza (Tajemnice). Dziwnie to zabrzmi, ale w wierszach Szewca jest ona naturalnym dopełnieniem ulotności i niepojętości samego istnienia. I tak musi pozostać (Rzeczy widzialne i niewidzialne). Tu ponownie liryka autora Zmierzchów i poranków rozmija się z popularnymi obecnie buńczucznymi próbami odarcia ludzkiej skończoności z aury tajemniczości. Śmierć stanowi metafizyczną zagadkę, na którą się trzeba zgodzić, a nie jest tylko biologicznym faktem, który nauka naszego stulecia zamierza wepchnąć w szpony materii, lancetu i chłodnego opisu.

Wiersze ze zbioru Po nitce dość często eksplorują moment przejścia do innego wymiaru – innego wymiaru czasu. Tak dzieje się choćby w Wymarłym ulu i niezwykle sugestywnym Echu kukułki. Jednak nie o dekadencję, spleen (daleki wszak poezji Szewca) tu chodzi, lecz o pewien rodzaj nostalgii. Celem tej liryki stają się nie ckliwe wojaże po terenach przynależnych przeszłości, lecz słodko‑gorzka radość, jaką ofiaruje refleksja nad naturą rzeczy. Niezmienny rytm zjawisk jedynie w oczach świadomego podmiotu nabiera głębi i sensu.

Czy bardzo pobłądzimy, patrząc na tom Szewca jak na swoisty kalendarz poetycki? Natrafimy w nim przecież na liczne przedstawienia wiosny (Syreny bazyliszki), jesieni (Misjonarki jesieni), upalnego lata (Pod okiem słońca, znakomity Lipiec), zimy wypełnionej magią świąt (Prawdziwe imiona). Na osi czasu pojawiają się osoby z najbliższej rodziny, znajomi (Czas szczęścia, Morwa). Można odnieść wrażenie, że podmiot Po nitce prowadzi swoiste seanse wywoływania duchów; duchów „na własny użytek”. Niczym prestidigitator podmiot wierszy Po nitce wyciąga z kapelusza wspomnienia ludzi, zwierząt, krajobrazów. Są one immanentną częścią „prywatnego raju” (Kolka). Wszystkie je spowija wiedza o tym, że już nie wrócą, nigdy nie staną się na nowo – nigdzie poza wyobraźnią artysty. Towarzyszy temu poczucie chwilowości życia, a także ufna zgoda na to, że tak musi być. Kto jest jednak depozytariuszem tego zaufania? Po nitce nie daje odpowiedzi, nie stawia też tego pytania. Być może jest to jedno pytanie za dużo, a może nie wszystko musi być zwerbalizowane.

O jednej cesze wierszy Szewca nie sposób milczeć. Jest nią zakotwiczenie w obrazie. Tomy poetyckie Szewca Moje zdanie, Cienka szyba, Światełko, jak również Po nitce mają oryginalną szatę graficzną. Na różne sposoby twórczość ta odsłania swoje malarskie proweniencje. One też powodują, że możemy postawić obok siebie Zagładę, Zmierzchy i poranki, Bociany nad powiatem, Cienką szybę, Światełko. Granica między prozą i poezją bywa labilna. Jak genologicznie zakwalifikować Obrazki podróżne, Panią Władzię czy Pelikana w zamojskim zoo? Świadectwem zaś koegzystencji prozy, poezji i malarstwa jest niemal każdy tekst w zbiorze Po nitce. Szewc myśli obrazami utrzymanymi w jednolitej tonacji – żadnych kontrastów, przeciwieństw i interwałów. Zamiast tego spotykamy przechodzenie jednego obrazu w inny. Dzieje się tak nie tylko na poziomie pojedynczych utworów, ale też w sferze pomiędzy nimi, w obszarze rozdzielającym je od siebie, a zarazem wyznaczającym linię kontinuum. Większość bowiem tekstów z tomu Po nitce odsyła do siebie, wzajemnie się komentuje. Istnieje obok – w planie myśli i obrazu.

Piotr Szewc: Po nitce.
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2021, s. 64.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.