10/2021

Samuel Tchorek-Bentall

Dialog o dwu najważniejszych systemach historii

To nie przechwałki –
czytam nawet lawę
i kartkuję popioły

Wisława Szymborska


Osoby:

Izajasz Berlin – filozof i historyk idei, zmarł w listopadzie 1997 roku.

Jared Diamond – geograf i biolog, jego przełomowe studium historyczne ukazało się w marcu 1997 roku.


Berlin: Aleś, Jaredzie, opalony! To chyba nie nasze mizerne oksfordzkie słońce przydało ci taką barwę?

Diamond: W istocie to nie tu się przysmażyłem – w Oksfordzie jestem dopiero od trzech dni. Przyleciałem do Londynu dwa tygodnie temu wprost z Nowej Gwinei.

Berlin: Ach tak, z Nowej Gwinei. Mogłem się domyślić. Chciałbym się tam wybrać jeszcze w swoim życiu, do kraju o tysiącu języków, choć czuję w kościach, że nawet Kontynentu mogę już nigdy nie ujrzeć. Ale ty to chyba więcej czasu spędzasz tam niż u siebie w Los Angeles?

Diamond: Czasem bym chciał, ale zbytnio bym tęsknił za żoną i synami, a poza tym obowiązki wzywają. No i ciężko mi się pisze w Nowej Gwinei. To jednak nie jest klimat dla białego człowieka z Bostonu!

Berlin: Za to w Los Angeles pisze ci się wyśmienicie, jeśli wolno mi oceniać. List od ciebie przeczytałem z wielką przyjemnością – szczerze ci dziękuję, że mi go wysłałeś. Twoje uwagi o najogólniejszych nurtach historii wydały mi się szczególnie godne uwagi. Doprawdy sam Condorcet, sam Buckle, sam Wundt nie mógłby z większą zręcznością podejść do tego problemu!

Diamond: Och, dziękuję Izajaszu! Nie znam wprawdzie tych panów, do których mnie przyrównujesz, ale zakładam, że nie próbujesz mnie podstępem obrazić.

Berlin: Ależ skądże, drogi Jaredzie; pragnąłem tylko wskazać twoich światłych protoplastów, aby cię tym bardziej wyróżnić na ich tle.

Diamond: No to kim w takim razie byli owi „światli protoplaści”?

Berlin: Czy naprawdę chcesz wiedzieć?

Diamond: A czemu miałbym nie chcieć?

Berlin: Nie chcę cię zbytnio zanudzać. Sam w dzieciństwie nie znosiłem niekończących się opowieści mojego wujaszka o naszej rodzinnej genealogii. Jakbyśmy wszyscy nie mieli ważniejszych spraw na głowie!

Diamond: Ale ja akurat nie mam ważniejszych spraw na głowie, więc nie martw się, że musiałbyś uciąć swoją opowieść przed końcem.

Berlin: No dobrze, jeśli odprowadzisz mnie do domu, możemy o tym porozmawiać. Mieszkam niedaleko; tuż za miastem. A muszę tam być, bo udzielam dzisiaj wywiadu dla szwedzkiej telewizji, coś o myślicielach naszych czasów. Mój Boże – ja, myśliciel! Coś podobnego! Ja przecież nie znoszę myślenia! Nie ma dla mnie nic gorszego niż spędzanie czasu sam na sam z moimi myślami. Całe szczęście, że w swoim życiu miałem zazwyczaj kogoś przy sobie do rozmowy. Idziemy? Obiecałem, że się nie spóźnię, a już pewnie na mnie czekają.

Diamond: Oczywiście, prowadź.

Berlin: No dobrze, o czym mieliśmy mówić? Aha, już pamiętam – o twoich przodkach. No cóż, powiem krótko, bo ani głos, jak słyszysz, ani pamięć, jak zaraz się przekonasz, nie służy mi już jak kiedyś.

Diamond: Jak uważasz.

Berlin: Otóż w moim przekonaniu jesteś ostatnim członkiem sławnego rodu myślicieli, którzy pragnęli przemienić naszą tradycyjną, godną politowania historię w prawdziwą naukę przyrodniczą, która wreszcie mogłaby stanąć w szranki z fizyką i biologią, a przynajmniej z psychologią i socjologią. Mam rację?

Diamond: Czy jestem akurat ostatnim członkiem tego rodu, to nie jestem pewny, ale to prawda, że za najważniejsze zadanie, przed którym stoją dzisiejsi historycy, uważam przekształcenie ich dyscypliny w uznawaną powszechnie naukę historyczną, taką samą jak astronomia, biologia ewolucyjna czy geologia – nauki, które też przecież zajmują się przeszłością.

Berlin: Wyśmienicie; uważasz zatem, że historia powinna być – i potrafi stać się – nauką przyrodniczą.

Diamond: Tak jest. A przynajmniej nie widzę, dlaczego nie mielibyśmy postawić sobie takiego celu.

Berlin: Więc nie uznałbyś, że ten cel został już osiągnięty?

Diamond: Raczej nie, ale zmierzamy w dobrym kierunku.

Berlin: My? Czyli kto?

Diamond: Niektórzy współcześni historycy, którzy zachcieli trochę czasu poświęcić na zapoznanie się z osiągnięciami nauk przyrodniczych w ostatnich kilku dziesięcioleciach, oraz niektórzy współcześni naukowcy, którzy zechcieli trochę czasu poświęcić na zapoznanie się z przeszłością ich własnego gatunku.

Berlin: Zatem wszystkie te wspomnienia, plotki, legendy, budujące przypowieści, mity i zakurzone kroniki, którymi żywili się na co dzień niegdysiejsi historycy, nie są twoim zdaniem godne uwagi poważnych naukowców, którzy powinni raczej poszukiwać uniwersalnych praw i zasad, jasno i wyraźnie ujętych, jak nauczał mistrz Kartezjusz, z najlepszym skutkiem rozplątujących sieć owych sprzecznych narracji, z jakimi się stykamy, kiedy spoglądamy wstecz na dzieje naszych nie całkiem inteligentnych przodków?

Diamond: W zasadzie nie mam nic przeciwko tego typu baśniom i przeróżnym opowieściom niesamowitym. Sam chętnie je czytam i używam ich czasem w swoich badaniach. Ale nie powinniśmy przecież opierać się wyłącznie na nich, jeśli mamy inne możliwości.

Berlin: Bo historia zajmuje się faktami, a fakty najskuteczniej odkrywają i porządkują nauki przyrodnicze, nie zaś tamte niesforne mieszanki dowodów anegdotycznych i pospolitych fikcji. Czy nie tak?

Diamond: Tak, zgadza się.

Berlin: A skoro człowiek jest częścią przyrody, to wolno nam zakładać, że bez reszty poddaje się jej prawom. Ma on mniej czy bardziej stałą naturę, pragnie i boi się mniej więcej tych samych rzeczy, jest ograniczany mniej więcej w taki sam sposób przez mniej więcej takie same czynniki środowiskowe, słowem: jest zwierzęciem opisywalnym i przewidywalnym.

Diamond: No tak. Musimy chyba tak zakładać, jeśli mamy mówić o jakiejkolwiek nauce o człowieku. Dodam tylko, że postępy, jakie uczyniły nauki historyczne od czasów Darwina, dają nam nadzieję zbliżającą się do pewności, że nie jest to bezpodstawne założenie.

Berlin: Znakomicie, doprawdy znakomicie! Napawasz mnie wielką nadzieją, Jaredzie. Ale co powiesz na przykład o naszych burzliwych uczuciach – jak burze nieprzewidywalnych – o naszych myślach, które tak sobie meandrują bez ładu ni składu od jednego przedmiotu do drugiego, o naszych pragnieniach, które chwytają się różnych osób i rzeczy z uporczywym brakiem rozsądku? Dadzą się w twoim mniemaniu schwytać w sieć ogólnych prawideł nauk o człowieku?

Diamond: Jeśli to się nie uda, to prawdopodobnie tylko z przyczyn technicznych. Psychologia całkiem nieźle już sobie radzi z niektórymi tymi uczuciami, myślami i pragnieniami, a wszystko wskazuje na to, że w przyszłości będzie sobie z nimi radziła jeszcze lepiej.

Berlin: Szczerze żałuję, że nie pożyję jeszcze na tym świecie na tyle długo, by zobaczyć ich rozkwit. Masz wielkie szczęście, że masz okazję być świadkiem takich wielkich odkryć. Choć z drugiej strony może się okazać, że będąc w moim wieku, będziesz odczuwał dokładnie taki sam żal, jaki ja teraz odczuwam. Postęp nauk ma to do siebie, że nie lubi się zatrzymywać.

Diamond: Zapewne masz rację, ale nie jest to znowu żaden powód, żeby dać za wygraną i powrócić do starych znajomych metod. Poza tym jeśli chodzi o historię, przynajmniej tę uniwersalną i długofalową, która mnie najbardziej interesuje, to wcale nie musimy się wdawać w wątpliwej wartości analizy psychologiczne, żeby określić jej najogólniejsze nurty i źródła tych nurtów. Tego rodzaju analizy możemy spokojnie zostawić powieściopisarzom i biografom, którzy i tak o wiele bardziej subtelnie i wnikliwie będą potrafili je przeprowadzać, nawet bez rozwiniętego zaplecza naukowego.

Berlin: Bardzo roztropnie powiedziane. Powiedz mi tylko, w jaki sposób potrafisz odróżnić to, co należy zostawić powieściopisarzom, od tego, czym powinni się zajmować twoi naukowo usposobieni historycy? Jak określasz to, co istotne dla twoich badań, a odrzucasz to, co zbędne?

Diamond: A jak postępują inni naukowcy? Powinieneś wiedzieć, że jestem tyleż geografem co historykiem, a geografowie jakoś nie borykają się z problemem określenia swojego pola badań, mimo że jest ono potencjalnie jeszcze szersze od pola badań historyków, bo obejmuje całą Ziemię, a nie tylko tereny zamieszkałe przez ludzi. Geograf może, jeśli mu się bardzo nudzi, opisywać każdy poszczególny skrawek ziemi na danym terytorium; niech sobie nawet określa położenie, pochodzenie i skład chemiczny każdego poszczególnego ziarnka piasku, ale nie dokona w ten sposób istotnych odkryć geograficznych, ponieważ będzie miał zbyt ograniczoną perspektywę.

Berlin: Wobec tego nie zgodziłbyś się z twierdzeniem, że zadaniem historyka jest uchwycenie niepowtarzalnego charakteru opisywanych przez niego zdarzeń?

Diamond: Myślę, że nie powinno to być jego głównym celem. Każda nauka szuka różnic, ale robi to po to, żeby odkryć podobieństwa.

Berlin: Otóż to, tak właśnie robi nauka: szuka ogólnych praw i wzorów, które ustala na podstawie zaobserwowanych podobieństw między zjawiskami, z wykluczeniem wszystkiego, co nie wiąże się ściśle z określonym przedmiotem badań. Lecz w tych dziełach historycznych, które ja w swoim życiu szczególnie sobie ceniłem, niemal zawsze było wprost przeciwnie: w nich, mam wrażenie, chodziło przede wszystkim o opisanie różnic między poszczególnymi ludźmi, zdarzeniami, ideami, zwyczajami, ubiorami, kuchniami, obrzędami, ojcami, królami, kapłanami… chodziło o zbudowanie wielowymiarowej narracji, która nie pogardzałaby wewnętrznym życiem ludzi wielkich i małych, pięknych i brzydkich, silnych i słabych; która pomieściłaby w sobie zarówno odważne wzloty myśli syntetyzującej, jak i pełne czaru ukłony myśli uszczegóławiającej; chodziło o namalowanie portretu ujmującego istotę przedstawionej postaci, lecz zarazem pełnego zmysłowej bezpośredniości; chodziło o… chodziło o…

Diamond: Czy wszystko w porządku?

Berlin: Zatrzymajmy się na chwilę, muszę nabrać oddechu. Trochę duszno dzisiaj, nie masz wrażenia?

Diamond: Jestem przyzwyczajony do nowogwinejskiego powietrza, ale tak, masz rację, trochę duszno…

Berlin: Nie przeżyłbym chyba zbyt długo w tropikach. Jestem skazany na strefę umiarkowaną.

Diamond: Tak jak większość Europejczyków.

Berlin: Ale nie ty; ty jestem biologicznym kosmopolitą.

Diamond: Ja jestem tylko turystą. Przyjeżdżam na kilka tygodni i już muszę uciekać do siebie. Ale potem znowu przyjeżdżam.

Berlin: Cóż, wyjechać nie mogę, ale przynajmniej potrafię jeszcze się ruszać. Chodźmy. Na czym to ja stanąłem?

Diamond: Na swoich ulubionych lekturach.

Berlin: Ach tak, na moich czytelniczych romansach raczej. Teraz słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzał na próżno. Chciałem ci powiedzieć, że w człowieku, czy to na stronach książek, czy w moim własnym życiu, kochałem zawsze jego pojedyncze cechy, a nie jakąś jego uniwersalną ludzkość, choć wiara w nią niewątpliwie przydaje się dla ustanowienia na Ziemi powszechnego braterstwa i powszechnej sprawiedliwości. Czym byłaby miłość bez pieprzyków? Czym dzieje ludzi i narodów bez miłości i gniewu? Jak w miłości, tak w historii: im bardziej ktoś pokłada ufność w ogólne prawa i właściwości, tym mniej zdaje się pojmować z tego, co faktycznie składa się na doświadczenie historii i doświadczenie miłości. Naukowiec niech miłuje teorię; niech usiłuje w zaciszu swojego laboratorium przystosowywać fakty, które napotyka w swoich badaniach, do doktryny, która mu przewodzi. W końcu zawsze się tym zajmował: formułowaniem logicznie ułożonych doktryn przy pomocy metod, które w danym środowisku badawczym uważane są za obowiązujące. Niech poszukuje abstrakcyjnych modeli, wyobrażonych obiektów całkowicie podległych powszechnym prawom przyrody, powołanych do istnienia po to, żeby jak w zwierciadle dało się ujrzeć ich niedoskonałe odbicia w świecie empirycznym; niech ustala związki przyczynowo-skutkowe tak niepodważalne i tak oczywiste dla naturalnego światła rozumu, że nawet potężny demiurg nie potrafiłby ich rozdzielić. Historyk jednak niech odwiedzi Kapadocję, Paflagonię, Asyrię, Egipt, Scytię, Paros, Samos i Eginę; i niech sprzedaje potem owoce swych dociekań na zatłoczonej agorze, wśród zgiełku kramarzy, żebraków, złodziei, retorów i prostytutek. Naukowiec niech z gruntu odrzuca wszystkie niepewne poglądy swojej młodości i zaczyna na nowo od jasnych i wyraźnych podstaw; niech żąda punktu oparcia, z którego poruszyłby Ziemię i gwiazdy i, i jądro atomu. Ale historyk niech pielęgnuje i uświęca architektonikę naszego człowieczego doświadczenia, całą tę pogmatwaną sieć tradycji i doświadczeń, bez której wszelka myśl i wszelkie działanie stają się niemożliwe; niech staje w obronie zdrowego rozsądku i daru kojarzenia faktów – w przeciwnym razie pozostaną mu jedynie gładkie prawa i chłodne modele zawieszone w próżni. Albowiem gąszcz historii składa się ze zbyt dużej ilości wyjątkowych wypadków i zbiegów okoliczności, żeby można było w niej wyróżnić jakieś stałe i niezróżnicowane elementy, na podstawie których dałoby się sformułować jakieś niezmienne i jednolite prawa obowiązujące w każdym momencie dziejów w każdym miejscu na Ziemi. Świat człowieka, wbrew temu, co twierdzą niektórzy dziewiętnastowieczni scjentyści, nie jest, i nigdy nie był, złożony z samolubnych genów, strzelających neuronów i kodów informacyjnych. Można w nim oczywiście wyodrębnić poszczególne aspekty i dziedziny – ekonomię, powiedzmy, czy technologię – wokół których da się utworzyć nauki o względnie wysokim stopniu ścisłości, lecz zawsze odbywa się to kosztem bogactwa i złożoności, która towarzyszyła tradycyjnej historiografii od czasów Herodota. Natomiast historia powszechna – ta, która ciebie ponoć najbardziej interesuje i która jest najbogatszym ze wszystkich badań człowieka – nigdy nie zdoła w ten sam sposób ograniczyć swojego zakresu, pozostając przy tym historią prawdziwie powszechną; nigdy nie zdoła przemienić tej rozległej pajęczyny wzajemnych związków ludzkich, z którą zmaga się na każdym kroku, w regularną sieć zgrabnie ułożoną przy pomocy jasno określonych prawideł. Człowiek nie jest okazem, Jaredzie. Jeśli określisz go jako zwierzę dwunożne, nieopierzone, obetnie sobie nogę i obrośnie w pióra.

Diamond: Szczerze nie widzę, jak miałbym się podnieść po takim potężnym ciosie. Jestem w kropce. Ale jeśli zechcesz, mogę się jeszcze bardziej pogrążyć w twoich oczach i powiedzieć to i owo na swoją obronę.

Berlin: Ależ proszę; po to przecież rozmawiamy.

[…]


[Ciąg dalszy w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.