11/2021

Wojciech Kaliszewski

Dni dalekie, dni bliskie

Praca nad wyborem własnych utworów to niezwykle trudna rozmowa z samym sobą. Trzeba bowiem przełamać w sobie to, co autora z tym lub innym tekstem mocno wiąże, trzeba szukać argumentów, walczyć z sentymentalnymi pokusami i pozbyć się złudzeń, że uda się wszystko ocalić. Autorowi układającemu „antologię osobistą” potrzebna jest śmiałość i krytyczna odwaga. Potrzebna jest także prawdziwa pokora. Bez niej nie uda się stworzyć nowego układu, nowej formy, nie wywoła się zaskakujących znaczeń, nie ożywi obrazów. Ale takie antologie – kiedy już powstaną – są niezwykle ciekawym studium siły samooceny piszącego, jego zdolności analitycznych i syntetycznych zarazem. Bo przecież antologia jest i jednym, i drugim – dzieli i łączy, burzy i buduje. Inaczej się nie da.

Domy dni Krzysztofa Lisowskiego to właśnie taki wewnętrzny, prywatny spis, antologia osobista, autoretrospektywa i autointerpretacja. Są tutaj wybrane wiersze, poematy, prozy i eseje, a więc gatunki, które autor uprawia od początku swojej drogi twórczej, które są mu bliskie, odpowiadają jego wrażliwości i sposobom poszukiwania prawdy.

Układając Domy dni, Lisowski otworzył jakby specjalnie dobranym kluczem przeszłość i wprowadził ją w kontekst współczesny. Ramą kompozycyjną całej książki są bloki wierszy. One – te wcześniejsze i te nowe – nadają całości właściwy rytm, stanowią awangardę i ariergardę antologii. Spośród dawnych wierszy – czas zresztą w tym wypadku pozostaje miarą względną – przywołane zostały te, które chyba przekraczają zwykłą granicę pamięci i tkwią głęboko w warstwach najważniejszych przeżyć i doświadczeń. Takim znakiem ważnego związku poety ze światem przedstawionym jest na przykład wiersz zatytułowany Ojciec. Pod powierzchnią obrazów zapamiętanych sprzed lat, dziecięcych impresji, fragmentów i okruchów słów, gestów i dotknięć tkwią korzenie kształtujące cały późniejszy świat, krąg wartości i znaczeń:

Ale w końcu, twierdzę, pozostaje w moim niepodobieństwie

jakieś jego bliskie podobieństwo,

dawna kropla krwi krążąca w sercu,

przestronna źrenica,

przez którą wpuszczamy nadal obrazy i światło.


Świat wydobyty z mroku przez światło pamięci i powołany do nowego istnienia w perspektywie optycznej staje się w tym przywołaniu archetypicznym fundamentem budującym wspólnotę. Czas tutaj nie oddala, ale zbliża i jednoczy. Tak ujawnia się jeden z tych niezwykłych „dni”, które dla poety będą „długim trwaniem” jego historii.

W wierszach „dawnych”, z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, zatrzymał się przemieniony świat wraz z całym opisem doświadczeń – dźwięków, barw, zapachów, kształtów i dotyków. Wyobraźnia poetycka pracuje intensywnie. Świat jest, ale i wciąż jakby powstaje od nowa, rodzi się i objawia. Lisowski odsłania przed czytelnikiem krok po kroku ten proces narodzin. Tak poeta widział to kiedyś i tak widzi to dzisiaj, kiedy do swojej antologii wybierał wiersze, które nazwać by można światoobrazami.

„Podobieństwo w niepodobieństwie” to realny znak bogactwa rzeczywistości i jej głębokiego wymiaru trwania, w którym ujawnia się sensowna jedność przeciwieństw. Świat przedstawiony jest niewątpliwie światem zaskakującym, ale bez niego bohater byłby pozbawiony poczucia własnej wrażliwości, niepowtarzalności i wyjątkowości. Byłby także pozbawiony odwagi Orfeusza szukającego swojej Eurydyki. Tę skomplikowaną relację bohatera ze światem odnajdziemy także – w formach rozbudowanych – w poematach. Jest w nich otwarta dla przeszłości przestrzeń, jest kondensacja pamięci i wrażeń. Mocno związany ze wspomnieniami jest bez wątpienia obraz Lwowa. Pojawia się on – niczym osnowa – w poemacie Pogubione obrazy. Symboliczne odniesienie stanowi o charakterze całości utworu. Wszystko jest tutaj w ruchu, zmienia się, oddala lub przybliża, przez cały czas trzymając wrażliwość bohatera w napięciu:

gorzkie podróżowanie kiedy nie znasz dnia powrotu

i ten stan płynny może okazać się

właściwym życiem

to znaczy wynoszeniem kotom pokarmu

przekopywaniem ogródka kiedy pojawi się pierwszy mróz


Jest w tych wersach zapisana wielka ludzka i poetycka potrzeba określenia celu codziennego bytowania i tęsknota do świata uporządkowanego, wypływającego z jasno określonych źródeł i zmierzającego do równie jasno wytyczonego celu. Poszukiwanie harmonii dokonuje się tutaj na dwóch poziomach – wewnętrznym i zewnętrznym. Poeta łączy to, co określić by można jako dramat historii, z całym splotem napięć, pytań podstawowych i wewnętrznych wątpliwości bohatera:

Lwów – między przyjazdem

i odjazdem pociągów

ani przesiedlenie ani rozpacz


Lwów to świat zaginiony, to echo raju, do którego my, ludzie, tęsknimy i którego wciąż szukamy.

Stan trwania „pomiędzy”, stan zawieszenia podważa system fundamentów istnienia. Lisowski przywołuje tutaj te swoje dawne poematy, które przede wszystkim ujawniają kruchość egzystencji i odsyłają czytelnika do sfery doświadczeń, wskazujących na kruchość ludzkiego losu. To jest wyraźne przesłanie. Śladem, który pozostaje po naszych działaniach bywa często – powiada poeta – popiół. Cichy, beznamiętny ślad – „wszędzie mu wygodnie”.

W „prozach” i „esejach”, które Krzysztof Lisowski włączył do swojej antologii, panuje duch wyjątkowej egzotyki. Jest tutaj odczuwalny oddech przeszłości, sięganie do kulturowych podstaw, do źródeł naszej wyobraźni, do tego, co zachwyca i wzbudza refleksje. W prozatorskich miniaturach zamknięte są miniwątki narracyjne. Lisowski potrafi z epickiego drobiazgu uczynić interesujący motyw, nadać mu odpowiednią wagę i znaczenie. Ponadto odczuwamy w „prozach” zdecydowaną obecność poezji. Poezja żyje między słowami, zdaniami i frazami prozy, budując jej nastrój i charakter. Dużo tutaj wspomnień, śladów, impresji z podróży, spotkań i odkryć. Bo co krok bohater odnajduje miejsca ciekawe, a nawet niezwykłe.

Blok prozy zamykają trzy eseje. Otwierają one jednocześnie trzy perspektywy i są jakby trzema spojrzeniami, trzema horyzontami poznania rzeczywistości. Te trzy szkice to kolejno Daksa, Heraklit w górachDęblin. Trzy opowieści napisane w sposób żywy, przyciągający uwagę, i prowadzące czytelnika ku miejscom może peryferyjnym, rzuconym na granice świata, ale przecież bardzo silnie naznaczonym przeżyciami. Szczególnie Daksa ma w sobie dużo pisarskiej energii i siły. Ta niewielka wysepka krajobrazowo, kulturowo i historycznie jest niezwykle ciekawa. Lisowski przypomina jej dzieje powiązane z Polską. Bo Daksa leżąca u wybrzeży chorwackich, nieopodal Dubrownika, była na początku XX stulecia własnością Aleksandra Ponińskiego. Lisowski opowiada tę historię, przywołując relacje Władysława Bełzy, świadka tamtych planów i zamierzeń Ponińskiego, bada ślady przeszłości, czyta w znakach krajobrazu, wsłuchuje się w przekaz o ludziach i ich życiu.

Eseje z antologii są świadectwami różnorodnych zainteresowań autora. Historia, literatura, ludzie, losy, kultura tworzą w tych szkicach sploty nierozerwalne, czasami zaskakujące i przedziwne, ale zawsze poruszające.

Domy dni zamykają wiersze nowe. Ale i w nich jest jakaś trwająca od dawna w pisarstwie Krzysztofa Lisowskiego zaduma i rytm niespieszny, własny. Nowe wiersze stanowią dopełnienie tych wszystkich stałych wątków i tematów twórczości Krzysztofa Lisowskiego. I tutaj mamy więc podróże, spotkania, miejsca, które pobudzają wyobraźnię i zmuszają do namysłu. Każdy z tych wierszy jest zwrotem do kogoś i nie chodzi tutaj wcale o konkretnego adresata, ale o pewną zbiorową świadomość, w której wszyscy uczestniczymy. Lisowski szuka tego, co nasz wewnętrznie poszarpany świat naprawi, co go uzdrowi i zharmonizuje.

Domy dni są obrazem świata, a właściwie światów: wewnętrznego i zewnętrznego. Łączy je droga biegnąca jakby poprzez wyobraźnię i pamięć poety. Jest to próba wyrażenia losu, opowiedzenia historii, dotknięcia tajemnicy, opowiedzenia siebie, opowiedzenia nas.

Krzysztof Lisowski: Domy dni. Antologia osobista.
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich,
Instytut Literatury,
Kraków 2020, s. 388.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.