06/2021

Przemysław Pieniążek

Dojmujące uczucie braku

Władek i Joanna są małżeństwem z dwudziestoletnim stażem. On – wywodzący się z krakowskiej inteligencji niespełniony poeta (na co dzień pracujący jako listonosz), który ze zmiennym powodzeniem egzorcyzmuje za pośrednictwem wierszy swoje codzienne, cyklicznie narastające frustracje. Ona – pochodząca z prowincji właścicielka małej oranżerii, będącej odskocznią od związku, który najlepsze lata ma już dawno za sobą.

Mieszkający w podkrakowskiej wiosce bohaterowie od dobrej dekady równie desperacko, co bezskutecznie starają się o dziecko – próbując także metody in vitro czy ubiegając się o możliwość adopcji. Czy fakt, że nie mogą spełnić się jako rodzice, wpłynął na to, że Władek i Joanna dotarli we wzajemnych relacjach w ślepy zaułek? A może ich kameralny dramat jest wynikiem osobliwej anomalii? Bo jak wieść gminna niesie, przed laty w jurajską Babią Górę uderzył meteoryt, powodując (między innymi) falę poronień u ciężarnych mieszkanek tych malowniczych okolic.

Bezpłodność, niechciana bezdzietność, bezsilność, bezczynność – to główne, choć nie jedyne słowa klucze nakręcające spiralę tej intymnej, nieśpiesznej (o)powieści, skrzętnie wymykającej się rygorowi chronologii. Andrzej Muszyński – poeta, prozaik, reportażysta oraz obieżyświat w jednej osobie – wie, jak pozyskać uwagę czytelnika i utrzymać ją aż do ostatniej strony książki, której nie sposób odmówić kilku fabularnych twistów. Twórca Miedzy stawia na solidnie zarysowane profile psychologiczne protagonistów, którym niejednokrotnie oddaje głos. Zarówno Władek, jak i jego żona na własną rękę starają się wypełnić egzystencjalną pustkę, szukając pocieszenia czy wręcz ratunku w utrwalonych na taśmach wspomnieniach, w poezji, w teologicznych rozważaniach bądź – casus Joanny – w snuciu licznych historii, których adresatami są wyimaginowane dzieci bohaterów.

Bez to wykorzystujące różne formy narracji (w finalnej części utworu autor nawiązuje do tragedii antycznej) studium traumy, umożliwiające jednocześnie zanurzenie w uniwersum ludzkich myśli. Muszyński dokonuje swoistej wiwisekcji na protagonistach swojej powieści, obnażając kolejne pokłady fałszu, bólu, tęsknot i rozczarowania, docierając do źródła uczuciowej atrofii. Twórca Fajrantu przypomina, że los potrafi być okrutny, a cierpienie wcale nie musi uszlachetniać.

Jako że mamy do czynienia ze współczesną balladą, w Bez nie mogło zabraknąć wątku nadnaturalnego (motyw wspomnianego meteorytu) i posępnej, tajemniczej aury. Sielska, spokojna prowincja okazuje się bowiem iście opresyjnym zakątkiem, gdzie społeczny ostracyzm względem osób bezdzietnych ma zaskakująco długą tradycję. Świetnym posunięciem było częściowe osadzenie akcji utworu w scenerii jurajskiego pejzażu, stającego się punktem wyjścia dla oszczędnej, choć wyraźnie zarysowanej w utworze refleksji nad mrocznym aspektem natury oferującej doświadczenie wzniosłości nierozerwalnie związane z lękiem i grozą.

Z jednej strony Muszyński sugestywnie kreśli obraz mikrospołeczności, której trwanie na swój sposób zależy od dochowania wierności zabobonom i myślenia magicznego. Z drugiej natomiast – za pomocą precyzyjnie dobranych, szorstkich, ale i wybrzmiewających poetycką nutą słów – opowiada o zanikaniu bliskości oraz umiejętności komunikacji między ludźmi, przekonując, że rozmowa o bezdzietności niezmiennie przynależy do sfery tabu, które należy przełamać za pomocą odpowiedniego języka. Kto wie – być może gęsty, zaprawiony pierwiastkiem melancholii utwór Muszyńskiego będzie miał w tym swój udział?

Andrzej Muszyński: Bez. Ballada o Joannie i Władku z jurajskiej doliny.
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2020, s. 224.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.