01/2022

Agnieszka Kumor

Francja

Francuskie nagrody literackie 2021, literatura afrykańska górą
Literacki Nobel, Nagroda Bookera i Goncourtów, trzy z najbardziej prestiżowych (europejskich) nagród literackich, przyznane zostały w roku 2021 pisarzom afrykańskim. Zbieg okoliczności? Niekoniecznie. To raczej spóźnione uznanie dla afrykańskiej literatury, gdyż dotychczas jej przedstawicieli (a jeszcze bardziej przedstawicielki) traktowano po macoszemu na forum międzynarodowym. Tym razem o Afrykańczykach było głośno.

Tego samego dnia, Tunezyjczyk Abdulrazak Gurnah i Damon Galgut pochodzący z Republiki Południowej Afryki zgarnęli (by tak rzec), pierwszy Nobla, a drugi Bookera, przyznawanego za najlepszą powieść z kręgu literatury angielskojęzycznej. Dodajmy do powyższych: Międzynarodowego Bookera dla Davida Diopa, Nagrodę Neustadt (zwaną „Małym Noblem”) dla Boubakara Borisa Diopa oraz Nagrodę Camõesa (za utwór w języku portugalskim) dla Pauliny Chiziane, a okaże się, że jest w tym jakaś prawidłowość. Od mniej więcej dziesięciu lat afrykańska literatura przeżywa prawdziwy renesans. Widać to przede wszystkim na przykładzie samych powieści. Dotychczasowe, chciałoby się rzec: „tradycyjne” wątki mówiące o przemocy, bratobójczych konfliktach czy dzieciach żołnierzach zastąpiły nowe tematy, takie jak płeć, społeczność LGBT, feminizm czy „afrofuturyzm” (termin wymyślony w 1993 roku przez amerykańskiego krytyka sztuki, Marka Dery’ego, transponujący elementy science fiction czy realizmu magicznego na grunt czarnoskórej społeczności). Co ciekawe, szpicą tego literackiego odrodzenia są powstające dość licznie (również w Afryce subsaharyjskiej) oficyny wydawnicze oraz pisma literackie. Nic dziwnego, albowiem zjawiskom tym towarzyszy również rosnąca klasa średnia. Krytyk i wykładowca akademicki Boniface Mongo-Mboussa podkreśla z niemałą dumą pojawienie się kobiet na tej nowej scenie literackiej.

Kiedy Mohamed Mbougar Sarr (ur. 1990) otrzymał Nagrodę Goncourtów za swą czwartą powieść Najbardziej sekretne wspomnienie mężczyzn (La plus secrète mémoire des hommes, wyd. Philippe Rey/Jimsaan), francuscy krytycy ujrzeli w tym prawdziwy znak czasów. Bo jeśli laureatów innej prestiżowej nagrody, Renaudot, na kontynencie afrykańskim było w historii tej nagrody kilku, to raczej przylepiano im łatkę „pisarzy z kręgu języka francuskiego”. Po raz pierwszy zaś w historii Goncourtów za najlepszego francuskiego pisarza uznano osobę z Afryki subsaharyjskiej. A to już jest prawdziwa rewolucja!

Trzydziestojednoletni Sarr urodził się w Dakarze, jest synem lekarza, na studia wyjechał do Francji, gdzie ukończył prestiżową uczelnię Ecole des hautes études en sciences sociales i gdzie do dziś mieszka. Jego książka „nie jest łatwa w czytaniu, ale zadziwiająca ambicja autora i porywająca energia narracji zdecydowanie przeważają nad wszystkim innym”, przyznaje Raphaëlle Leyris („Le Monde”, 03/11/2021). Narrator powieści wyrusza do Paryża śladami Senegalczyka T.C. Elimane’a i jego Labiryntu nieludzkiego, wydanego w 1938 roku. Autor odniósł wielki sukces w przedwojennym Paryżu, do tego stopnia, że nazywano go „czarnym Rimbaudem”. Oskarżenie o plagiat i zniszczenie całego nakładu książki doprowadziły do zniknięcia zagadkowego Elimane’a. W toku śledztwa podróżujemy z Francji do Senegalu, a potem do Amsterdamu i Argentyny. Autor używa różnych form literackich: dziennika, wycinków prasowych, wywiadu czy fikcji literackiej. W rezultacie otrzymujemy książkę będącą „medytacją nad potęgą literatury i jej ograniczeniami […]. Jest to powieść niezwykle intelektualna, ale zarazem zmysłowa i polityczna – pokazuje atmosferę europejskiego kolonializmu lat trzydziestych i rewolty z ulic współczesnego Dakaru. Nie stroni przy tym od humoru” (ibidem). Czasem przyjmuje on formę autoironii, kiedy Sarr pisze o skupiskach afrykańskich pisarzy w Paryżu (nazywając je „gettami”), pretendujących do najwyższych francuskich laurów, którymi pogardzają, po cichu o nich marząc: „To forma naszego zniewolenia i zatruta iluzja symbolicznego wyniesienia”, twierdzi jego bohater… Cóż, tym razem marzenie autora ziściło się. Trudno opisać radość i dumę czytelników w Dakarze, którzy na wieść o nagrodzie ruszyli tłumnie do miejscowych księgarń.

Wręczenie nagrody (wraz z symbolicznym czekiem na dziesięć euro) zdziwionemu laureatowi odbyło się w restauracji „Drouot”, a nie jak rok temu drogą wideokonferencji. Sarr był niekwestionowanym faworytem, przepowiadano mu zwycięstwo już w przedbiegach nie tylko we Francji, lecz także w Polsce, gdzie został ostatecznie laureatem polskiego wyboru Nagrody Goncourtów. Na uwagę zasługuje fakt, że jest to także sukces niszowych oficyn; w przypadku wydawców Sarra chodzi o niezależne francuskie wydawnictwo Philippe Rey i senegalską oficynę Jimsaan). Wybór rzeczywiście kontrastuje z takimi gigantami, jak Gallimard, Grasset czy Le Seuil. To ich autorzy zaliczają zazwyczaj jesienne nagrody literackie, hegemonia tej trójcy doczekała się nawet neologizmu, mowa o systemie „GalliGrasSeuil”. „Miałem szczęście, że wydawca we mnie uwierzył. Inni afrykańscy pisarze takiego szczęścia nie mają. I inni pisarze w ogóle!”, stwierdził skromnie laureat.

Tego samego dnia, w tej samej restauracji i kilka minut po Goncourtach ogłoszono przyznanie Nagrody Renaudot autorce światowych bestsellerów, Amélie Nothomb (ur. 1966), za Pierwszą krew (Premier sang, wyd. Albin Michel), powieść poświęconą ukochanemu ojcu pisarki, Patrickowi Nothomb, zmarłemu w pierwszym dniu lockdownu, w marcu 2020 roku. Książka (trzydziesta druga w karierze autorki) jest wyimaginowaną autobiografią przyszłego dyplomaty, od jego urodzin w rodzinie zdeklasowanych belgijskich arystokratów, do narodzin jego córki, przyszłej pisarki. Nothomb pisze trzy, cztery powieści rocznie, do publikacji idzie najlepsza. Swym krytykom, którzy twierdzą, że jej twórczość jest nierówna, odpowiada: „Tak trudno jest żyć, że bez pisania, tej dziwnej rzeczy, której natury dotychczas nie zdołałam zgłębić, więc bez pisania, życie byłoby po prostu niemożliwe do przeżycia” (France‑Culture, 2019). Jak książki Nothomb działają na jej fanów, mówi sukces Pierwszej krwi we francuskich księgarniach: sto tysięcy sprzedanych egzemplarzy na długo przez jej wyróżnieniem.

Sukces wydawniczy (choć może na mniejszą skalę) spotkał również François-Henri Désérable’a (ur. 1987) za jego czwartą powieść Mój mistrz i mój zwycięzca (Mon maître et mon vainqueur, Gallimard). Czytelnicy chwalili jego styl i narrację, byli zachwyceni „humorem, ale i lekkością dzieła, które nie przeciwstawia dobrze opowiedzianej historii wygibasom słownym… ale umie połączyć jedno z drugim w całość” (portal babelio.com). Widać podobnego zdania była Akademia Francuska, która przyznała autorowi swoją Grand Prix za tę powieść. Désérable to zresztą ciekawy przypadek, gdyż ma za sobą dziesięcioletnią karierę profesjonalnego gracza w hokeja na lodzie. Równolegle z karierą sportową ukończył prawo i zaczął nawet pisać pracę doktorską, ale wolał poświęcić się literaturze. I chyba dobrze zrobił.

Pisarka, dziennikarka i wydawczyni w jednej osobie, Clara Dupont-Monod (ur. 1973), została uhonorowana Nagrodą Femina za Przystosować się (S’adapter, wyd. Stock), powieść opisującą reakcje rodzeństwa na narodziny ciężko upośledzonego brata. Najstarsza siostra odmawia sobie przyjemności przynależnych nastolatce, otaczając opieką nowego członka rodziny, najmłodsza buntuje się wobec nowej rzeczywistości. A ostatni chłopiec, urodzony już po śmierci brata, całe swe młode życie zmaga się ze śmiercią tego, którego pamięć położyła się cieniem na życiu pozostałych członków rodziny. „Schody rodzinnego domu kilka razy dziennie pokonywane przez dzieci stają się pełnymi empatii, cichymi świadkami dramatu, jaki wkradł się do życia powieściowego rodzeństwa”, czytamy w recenzji Florence Bouchy. Ta wyważona książka, mówiąca z delikatnością o rzeczach najtrudniejszych, zdobyła szerokie zainteresowanie, jak tylko pojawiła się na francuskim rynku wydawniczym („Le Monde”, 20/08/2021). Nagrody przedłużą z pewnością jej sukces księgarski. Zwłaszcza że francuscy licealiści również przyznali powieści swojego Goncourta; usłyszeliśmy od nich, że książka jest, jak „drzwi otwarte na tolerancję”.

Jeśli jurorki Feminy postanowiły wydobyć z cienia istoty pomijane, pozbawione możliwości pełnego życia, to jeszcze mocniej widać to na przykładzie przyznanej przez nie Nagrody dla autora zagranicznego. Otrzymał ją Ahmet Altan (ur. 1950) za Panią Hayat (Madame Hayat, wyd. Actes Sud), powieść napisaną w więzieniu, skąd turecki pisarz i dziennikarz został zwolniony po odsiadce za rzekomy udział w chybionym zamachu stanu z 2016 roku. Wiosną 2021 roku siedemdziesięciojednoletni Altan powrócił do domu, ale ma zakaz opuszczania Turcji. Jego Pani Hayat to historia miłości młodego bohatera do starszej od siebie kobiety. „Nie była piękna wedle uznanych kanonów piękna, ale było w niej coś bardziej pociągającego niż uroda: iskrząca się radość życia”, wyznaje narrator. To znaczące, że w chwili wyróżnienia powieść wciąż nie ukazała się w rodzinnym kraju autora. Ahmet Altan zadedykował swą Nagrodę Femina „wszystkim Turczynkom i Kurdyjkom niesprawiedliwie przetrzymywanym w tureckich więzieniach”.

W tym samym duchu Nagroda Femina za esej przyznana została autorce, która również wydobyła z cienia niezwykłą historię. Annie Cohen‑Solal w biografii Obcy zwany Picasso (Un étranger nommé Picasso, wyd. Fayard) opisuje losy pewnej policyjnej notatki, na podstawie której mistrz kubizmu zostanie pozbawiony na całe życie możliwości otrzymania francuskiego obywatelstwa. W październiku 1900 roku Pablo Ruiz Picasso przybył do Paryża z Barcelony. Towarzyszył mu inny malarz, Carles Casagemas. Naturalną koleją rzeczy skierowali swe kroki do środowiska krajanów, przybyłych śladem starszych kolegów chłonąć życie artystyczne francuskiej stolicy. Zamieszkali na Montmartrze obok malarzy, ilustratorów, kolekcjonerów, poetów, pisarzy i kompozytorów tworzących na początku XX wieku kolonię katalońską w Paryżu i zabrali się do roboty. Wkrótce potem nieszczęśliwie zakochany Casagemas w pijanym widzie będzie próbował zastrzelić kochankę, a skoro nie trafi, to zastrzeli siebie. W tym czasie Picasso znalazł już marszanda. Pere Mañach wynajął mu lichą klitkę i jeszcze lichszą pracownię przy bulwarze Clichy, gdzie regularnie nachodził młodego artystę i po prostu okradał go z rysunków i obrazów. Ich stosunki były napięte, ale bez wystaw organizowanych przez Mañacha utalentowany debiutant nie mógł się na nowym dla siebie rynku obejść. Pech chciał, że ów marszand, w towarzystwie którego nieświadomy niczego artysta pijał co wieczór w okolicznych mordowniach, miał kontakty z anarchistami.

Z pasją badaczki i wyczuciem psycholożki Annie Cohen‑Solal śledzi losy barwnego środowiska artystów z Bateau‑Lavoir i związanych z nimi prostytutek, pijaków, żebraków, lumpenproletariuszy… Szare, poranione życiem sylwetki tych ludzi uznanych za wyrzutki społeczne i nieroby znajdujemy na ówczesnych obrazach Picassa. Tymczasem we Francji przełomu wieków odbija się jeszcze czkawką afera Dreyfusa, kapitana żydowskiego pochodzenia fałszywie oskarżonego o zdradę stanu. Trwa ksenofobiczna histeria po zabójstwie kilkanaście lat wcześniej (zamachowcem był włoski anarchista Caserio) prezydenta Carnota. Jeden z historyków opisuje atmosferę panującą w ówczesnej Francji jako biurokratyczny „labirynt, w którym przybywający obcokrajowiec nie tylko nie znajduje [należnej mu] opieki, ale w którym po prostu się gubi”. W takiej właśnie Francji „policyjni kapusie siedzą nad kuflem piwa w kawiarniach Montmartre’u – słuchają, obserwują, węszą – […] i mnożą raporty”. Na podstawie zebranych plotek zostaje założona pierwsza teczka malarza z odręcznym dopiskiem komisarza policji: „u Picassa, któremu inwigilowany anarchista Mañach użycza pokoju, odnaleziono obrazy przedstawiające samotne matki wyłudzające pieniądze od spokojnych obywateli. […]. Z tego tytułu należy wnosić, że wymieniony Picasso podziela przekonania rodaka. A w konsekwencji, że jest anarchistą”. Gdyby nie upór autorki, która przekopała archiwa paryskiej prefektury, nigdy nie poznalibyśmy nazwiska gorliwego szpicla, któremu jeden z największych artystów wszech czasów zawdzięczał ów wpis. Był nim niejaki Rouquier, szef 3. brygady. Kiedy w roku 1940 Picasso złoży podanie o przyznanie mu francuskiego obywatelstwa, to w oparciu o tę właśnie notatkę z początku wieku „inny urzędnik o niespotykanej władzy, petenista z prawdziwego zdarzenia, wniesie o odmowę”, pisze Annie Cohen-Solal. Wokół tego nieznanego szczegółu autorka zbudowała fascynujący opis francuskich lat Pablo Picassa i stworzonych przez niego arcydzieł. Udało jej się włączyć w ten opis trudną i często niewygodną prawdę o samej Francji i jej dziejach.

W paryskim Muzeum Historii Imigracji (istnieje takie!) gości wystawa, na której zgromadzono obrazy, jak również zdjęcia, listy i dokumenty odkryte przez pisarkę w czasie jej kwerendy. Na plakacie anonsującym ekspozycję widzimy zdjęcie młodego artysty z opadającą na czoło czarną grzywką jeszcze wtedy bujnych włosów. Jego intensywne, niemal hipnotyzujące spojrzenie kontrastuje z przybitą na zdjęciu czerwoną pieczątką: „Obcy”. Smutne i pobudzające do refleksji…

Nie mniej zastanawiające są losy Toumany Coulibaly’ego, bohatera książki Mathieu Palaina (ur. 1988) zatytułowanej Biegnij dalej (Ne t’arrête pas de courir, wyd. L’Iconoclaste). Książka wyróżniona została Nagrodą dziennikarzy Interallié. Coulibaly był w roku 2015 mistrzem Francji w biegu na czterysta metrów i wielką nadzieją francuskiego sportu na medal olimpijski. Czas wolny od treningów i zawodów spędzał… okradając sklepiki z telefonami, apteki i kioski z gazetami. Nie napadał na banki, zadawalając się skromnymi łupami. W końcu wpadł i spędził kilka lat w więzieniu. Odwiedził go tam Palain. Z zawodu dziennikarz (pracował m.in. w „Libération”), pisarz przez dwa lata w każdą środę odwiedzał byłego atletę i złodzieja, prowadząc z nim rozmowy. Jak sam wyznaje, wychował się, jak Coulibaly, w blokowisku na niezbyt „dobrym” południowym przedmieściu Paryża i sądzi, że to ich zbliżyło. Sport, ryzyko, kłamstwo, manipulacja, uzależnienie, a w końcu nieuchronna autodestrukcja to ścieżki, którymi podąża autor, chcąc poznać motywacje swego bohatera. „Palain pisze z taką samą dyscypliną, z jaką Coulibaly oddawał się codziennym ćwiczeniom za kratkami. Ta książka to czysta adrenalina”, napisał Jérôme Garcin na łamach tygodnika „L’Obs” (2/11/2021).

Dziennikarze wąchają swój czas i śledzą mechanizmy przemian zachodzących w społeczeństwie niejako „na gorąco”. Mówią nam, że zatarcie się granicy między światem realnym a wirtualnym, między prawdą a dezinformacją, między faktem a teorią spiskową grozi nam wszystkim, bez wyjątku, jeśli zarzucimy czytanie książek. Czytajmy więc.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.