07-08/2021

Agnieszka Kumor

Francja

W poszukiwaniu odciętych korzeni
Zaczyna się enigmatycznie. Choć zrozumienie zagadki wydaje się leżeć w zasięgu ręki, bohaterce powieści Alexii Stresi zatytułowanej Bitwy (Batailles, Stock 2020) potrzeba będzie dziesięciu lat, aby wyjaśnić przyczyny zaginięcia swej matki. Odkrycie to pozwoli jej poznać wiele niewyjaśnionych dotychczas tajemnic rodzinnych.

Dzień jak co dzień. Rose ma dwadzieścia siedem lat i pracuje jako położna w jednym z paryskich szpitali. Prócz różnych zajęć, które czekają ją w wolnym dniu po szczególnie ciężkim dyżurze, telefon do matki Brigitte, której nie widziała od miesiąca. Kontakty między obiema kobietami są pełne konfliktów i nieporozumień. Matka Rose nie należy do osób łatwych w obejściu, częste zmiany miejsca zamieszkania i pracy Brigitte nauczyły córkę, że nic, co wiąże się z jej rodzicielką, nie jest pewne. „Nie ma takiego numeru”, powtarza automat w słuchawce. Szybka wizyta na drugim końcu miasta pozwala stwierdzić, że Brigitte w istocie wyprowadziła się. Zostawiła list u dozorczyni: „Rose, córeczko, jeśli kochasz mnie tak bardzo, jak ja Ciebie, NIE SZUKAJ MNIE pod żadnym pozorem”. I jeszcze dopisek, że ma nadzieję wrócić „uzdrowiona”. Na jaką chorobę cierpi? I dlaczego znikła tak nagle, nie uprzedzając, nie zostawiając nowego adresu? Przyzwyczajona słuchać matki, Rose zamuruje głęboką ranę, którą zostawiło zniknięcie matki. I pozostanie w tym swoim wewnętrznym więzieniu dziesięć długich lat.

Na szczęście pewien młody pielęgniarz robiący specjalizację z anestezjologii zainteresuje się skrytą, acz urodziwą położną, którą podrywa cały szpital, i nie zważając na jej cięty język i obcesowe maniery połączy z jej rozchwianym życiem swoją, nieco bardziej uregulowaną egzystencję. Owocem ich związku będą dwie prześliczne bliźniaczki o kręconych włosach i czarnej skórze. Tak, Rose bowiem jest przykładem rozrzutności natury, która sprawia, że afrykańskie korzenie przemieszane z europejskimi odzywają się czasem nieoczekiwanie dopiero w następnym pokoleniu. Miłośnicy Trzech muszkieterów z pewnością wiedzą, że ich autor, Alexandre Dumas (ojciec), borykał się w swoich czasach z ostracyzmem, a nawet otwartym rasizmem z powodu swego pochodzenia. Ojciec pisarza, generał rewolucyjnej Francji urodzony na San Domingo, Thomas Alexandre Davy de La Pailleterie (1762–1806), był synem markiza i czarnej niewolnicy, Marie-Cesette Dumas, którą ów poślubił i wyzwolił.

Ale wróćmy do Rose i jej matki. Dzięki nim poznajemy wstydliwy rozdział z najnowszej historii Francji. Brigitte jest jednym z ponad dwóch tysięcy dzieci zabranych rodzinom z wyspy Réunion i deportowanych w latach 1962–1984 do departamentu la Creuse w środkowej Francji. Inicjatorem tej akcji był Michel Debré, były francuski premier, a w latach sześćdziesiątych XX wieku deputowany Réunion. Plan był taki, aby przenieść dzieci w wieku od sześciu do piętnastu lat z przeludnionego departamentu zamorskiego na Oceanie Indyjskim do wyludnionego i cierpiącego na brak siły roboczej departamentu w środkowej Francji. Plan wypełnili skrupulatnie bezduszni, pozbawieni empatii i podstawowej wiedzy z zakresu dziecięcej psychologii pracownicy francuskiego urzędu do spraw sanitarnych i socjalnych. Powołana w roku 2016 specjalna komisja, w skład której weszli historycy, socjolodzy, geografowie i były inspektor spraw socjalnych, odsłonili całą prawdę na temat trwającego ponad trzydzieści lat i odbywającego się w majestacie prawa procederu nazwanego „Sprawą reuniońskich dzieci z la Creuse”. Opublikowane przez komisję dwa lata później materiały wyjaśniają wiele narosłych wokół tej historii mitów.

Nie wszystkie przeniesione dzieci były sierotami, ponad jedna piąta miała też co najmniej pięcioro braci i sióstr. Rodzicom obiecywano, że ich dzieci będą studiować, pobyt we Francji miał być czasowy, a okazał się wygnaniem, wiele z adoptowanych dzieci nie ujrzało nigdy więcej rodzimej wyspy ani swoich bliskich, część aktów urodzenia została zagubiona, niektóre z dzieci traktowane były jak bezpłatna siła robocza (to zresztą nic nowego, podobny los czekał większość sierot umieszczanych ówcześnie na wsi przez urzędników socjalnych), część tylko objęta została powszechnym obowiązkiem nauczania. Dzieciom nadano nowe imiona i nazwiska. Pod presją ówczesnej reuniońskiej partii komunistycznej, która oskarżała władze o działanie z pobudek rasistowskich, zebrano dane na temat grup etnicznych, z których wywodziły się deportowane dzieci. Okazało się, że czterdzieści dwa procent spośród nich miało skórę białą lub „jasną” (ludność kreolska), czterdzieści cztery procent było metysami indo-afro-malgaskimi, osiem procent było Hindusami, a skórę trzech procent określono jako „ciemną”. Sondaż ten burzy mit, że wszystkie wywiezione dzieci były czarne, ale wskazuje zarazem, że odcięto je od wieloetnicznych korzeni, z których słynie wyspa Réunion. Akcja kontynuowana była do roku 1984, pomimo budzących się tu i ówdzie protestów psychologów i pediatrów. Jedni porównywali ją do deportacji dzieci żydowskich przez nazistów w czasie wojny, inni alarmowali na temat przypadków samobójstw i psychiatrycznych konsekwencji wynikających z traumy rozstania z rodziną. Nieczęste spotkania, jeśli do nich w ogóle dochodziło, następowały dopiero wiele lat później i nierzadko w burzliwej atmosferze.

Myliłby się jednak ktoś, kto sądziłby, że powieść Alexii Stresi to manifest socjalny. Nic z tych rzeczy. To książka napisana mówionym, pełnym niedopowiedzeń językiem, przypominającym niemal swobodny strumień świadomości bohaterów. Nagina swój styl do opisywanego w danym momencie środowiska. Jej narrator nie jest wszechwiedzący, wie tyle, ile zdołali się dowiedzieć bohaterowie, porusza się po omacku. Na tej porwanej osnowie pisarka splata ludzkie losy. Stresi nie wnika w politykę, ale stara się zrozumieć motywy postępowania swoich bohaterów, choć czasem są one niezrozumiałe nawet dla nich samych. Ablowi i Gisèle, mieszkającym w głębi la Creuse, to wewnętrzny odruch serca każe adoptować obcą rozhisteryzowaną dziewczynkę, której dają nowe imię, Brigitte, i swoje nazwisko. Będą to dziecko kochać jak własne. Abel będzie woził małą na lekcje tańca, ale nie zdoła jej ustrzec przed przesądami profesorów, którzy nie przyjmą jej na dalszą naukę w konserwatorium, bo „przecież jest czarna”. Zburzone marzenia po raz drugi spowodują u Brigitte traumę, z której tym razem już się nie podniesie. Pomyśli pewnie, że czasem łatwiej jest zniszczyć do końca coś, co legło w gruzach, niż męczyć się odbudowywaniem tego. Choćby to była własna przyszłość. W czarnym kolorze skóry Brigitte upatruje własne przekleństwo, planując ciążę, postara się o to, aby partner był biały. Rose nigdy zresztą nie pozna swego biologicznego ojca. Imię Rose (Róża) brzmi zresztą, jak wyzwanie rzucone przeznaczeniu, oznacza bowiem również kolor różowy, jak skóra Rose.

Od zniknięcia matki minie dziesięć długich lat wypełnionych szczęściem rodzinnym, nowym zawodem i pytaniami córek, na które nie ma odpowiedzi. Wypadek z kroniki kryminalnej sprawi, że przeszłość Rose powróci do niej jak bumerang. Któregoś dnia w małym uśpionym kurorcie nadmorskim na północy Francji dochodzi do dzieciobójstwa. Wszyscy są wstrząśnięci, poczynając od komisarza policji, który nie może pojąć, jak mogło dojść do tak strasznego czynu. Śledztwo wykaże, że dokonała tego matka dziecka. Drobiazgowe śledztwo wykaże wkrótce, iż pewna nieznajoma przybyła z dzieckiem do miasteczka, upewniła się u przypadkowo napotkanych ludzi, jakie są godziny przypływu, po czym położyła córeczkę w beciku na brzegu… i odeszła. Morze dokonało reszty. Sprawę utopionego niemowlaka rozdmuchają media. Okazuje się, że zabójczyni nigdy nie zgłosiła narodzonego dziecka, nie miało ono statusu prawnego za życia, nie ma i po śmierci. W sensie prawnym nigdy nie istniało. Nie zorientował się ojciec dziecka, o niczym nie wiedziała rodzina przestępczyni, która, jak się okazuje, chorowała na schizofrenię. Rose uderza fakt, że zabójczyni była Afrykanką. Tajemna więź połączy ją z ofiarą tragicznego zdarzenia. Ona nie chce być ofiarą własnej matki, która się jej wyrzekła; łamie zakaz i wyrusza na poszukiwania.

Autorka zgrabnie oscyluje między różnymi miejscami akcji. Z Paryża przenosi czytelnika do zadymionego baru w nadmorskim Berck-sur-Mer, łączy nas przez policyjnego Skype’a z Senegalem, z Saint-Denis na Réunion wędruje za małą dziewczynką do sierocińca w głębi Francji i do wsi Ahun, po czym historia zakreśla koło i prowadzi nas… do więzienia dla kobiet na wyspie Réunion. Każde z tych miejsc ma swoją atmosferę, chciałoby się rzec – swoją historię, którą Stresi odmalowuje drobnymi dotknięciami pędzla, bez zbytniego sentymentalizmu, ale i bez taryfy ulgowej. Dlaczego Brigitte Piochel znalazła się w więzieniu? Bo przeprowadziła własne dochodzenie, zwróciwszy się wpierw do francuskiej administracji, i wpadła na trop małej dziewczynki urodzonej na odległej wyspie, choć wciąż stanowiącej część Francji. W przeszłości dziewczynka nazywała się Marie-Erselie Bataille i była córką małżeństwa, które uwierzyło na słowo pracowniczce opieki społecznej i podpisało się krzyżykiem pod zgodą na oddanie do adopcji własnych dzieci. Dzieci, gdyż przy okazji Brigitte dowiaduje się, że miała brata, z którym ją rozdzielono i który przerzucany z jednego sierocińca do drugiego, powiesił się w którymś z kolejnych domów dziecka. „Jak mogłam zapomnieć brata?” – wyrzuca sobie Brigitte. „Amnezja spowodowana rozstaniem” – tłumaczy więzienna psycholog. Powrót na rodzimą wyspę w poszukiwaniu odciętych korzeni okazuje się fiaskiem, przygodne spotkanie z nieodpowiednią osobą zaowocuje śmiercią bezdomnego. Brigitte chciała zemsty na instytucji odpowiedzialnej za złamanie jej życia, a zabiła niewinnego człowieka i wylądowała na dziesięć lat w więzieniu.

Książka Alexii Stresi to seria impresjonistycznych portretów kobiet. Przede wszystkim Rose, może w pewnym sensie alter ego samej pisarki (choć Stresi nie ma korzeni na Réunion, urodziła się w Nantes, w zachodniej Francji). Po Rose – oczywiście Brigitte. Obie są niecierpliwe, każda w swoim stylu. Obie, choć na odległość, składają w całość swoje historie, prowadzą owe tytułowe „bitwy” o własną tożsamość, o to, kim naprawdę są. Jest jeszcze Boubka (jak nazywana jest czule babcia męża głównej bohaterki), która jako żydowskie dziecko przeżyła obóz koncentracyjny, strażniczka pamięci. Jest wreszcie rzeczony Rémi, mąż Rose. Jego portret wypada niestety najsłabiej. Może z powodu roli, jaką powierzyła mu sama autorka, a jest nią głównie spokojne, pełne pragmatyzmu towarzyszenie żonie w jej rodzinnym śledztwie. Bitwy (Batailles) są drugą powieścią w dorobku Alexii Stresi (ur. 1971), z zawodu aktorki, absolwentki słynnego Wydziału Filmowego i Telewizyjnego Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze, gdzie studiowała scenopisarstwo i aktorstwo. Jej pierwsza książka, Looping, znalazła się wśród finalistów Nagrody Goncourtów za debiut w roku 2017.

Tragedia reuniońskich dzieci z la Creuse nie jest znana większości Francuzów żyjących w tzw. metropolii, ale na Réunion wszyscy znają ją na pamięć. Weszła do zbiorowej świadomości rdzennych mieszkańców wyspy. Może potrzebują oni dzisiaj zbiorowego oczyszczenia z wieloletniej traumy, której brzemię nosi wiele reuniońskich rodzin. Bo trauma to pamięć, której należy się prawda. Tylko na prawdzie można budować wspólną przyszłość. Prawda (ta historyczna i ta z powieści Alexii Stresi) na temat deportacji reuniońskich dzieci jest kamieniem milowym w szerszym procesie odbrązawiania Historii (przez wielkie H), który przechodzi dzisiaj Francja. Nie jest to droga łatwa, czego dowiodła polemika, która wybuchła wokół najnowszego raportu na temat wojny w Algierii. Raport, którego celem było „sprawiedliwe i precyzyjne nakreślenie stanu rzeczy istniejącego we Francji wokół pamięci o kolonizacji i wojnie algierskiej”, napisał francuski historyk Benjamin Stora (ur. w 1950 roku w ówcześnie francuskiej Algierii), a jego sporządzenie zlecił prezydent Emmanuel Macron. Na przyjęcie tej prawdy żadna ze stron nie jest jeszcze gotowa. Ale działać trzeba, powiedział sobie być może znany historyk, przekazując w styczniu 2021 roku rzeczony raport francuskiemu prezydentowi.

Alexia Stresi: Batailles. (Bitwy.)
Éditions Stock,
Paryż 2021, s. 250.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.