10/2021

Marzena Woźniak-Łabieniec

Genealogia w lustrze dojrzałości

„Choć twierdzenie, iż Jarosław Marek Rymkiewicz jest biologicznym potomkiem Czyngis-chana może wydać się pomysłem fantastycznym, to jednak nie da się tego zupełnie wykluczyć” – tym intrygującym już na początku opowieści zdaniem Joanna Lichocka, polonistka, dziennikarka, publicystka, ale i przyjaciółka Państwa Rymkiewiczów, rozpoczyna literacką wędrówkę po czasach i miejscach życia poety, prozaika, dramaturga, wpisując się obranym stylem w styl narracyjny swego bohatera, znany czytelnikom esejów o wielkich romantykach. To pierwsza bardzo charakterystyczna cecha omawianej pozycji. Otwiera ją trzystronicowy Wyciąg z genealogii rodu kniaziów Tuhan Mirza Baranowskich, opatrzony przez Lichocką korygującym komentarzem z odwołaniem do innych źródeł. To również bardzo charakterystyczna cecha pisarstwa Rymkiewicza: naświetlanie życia bohaterów z różnych punktów widzenia, odsyłanie do źródeł wzajemnie się uzupełniających, czasem konfrontacyjnych, zamieszczenie na końcu wykazu źródeł. Książka ta nie jest typową biografią – to raczej esej-opowieść o czasach i miejscach. Gdyby wydobyć z niej fakty dotyczące samego bohatera, niewiele ich mamy, zwłaszcza w części pierwszej. Cała istota polega na zbudowaniu obrazu, który może wytłumaczyć dalsze, nieobecne już w tej części biografii wybory literackie i życiowe autora Kinderszenen. W przypadku braku informacji (nie ma już tych, którzy mogliby pamiętać) o konkretnych wydarzeniach z życia rodziny autorka snuje przypuszczenia, wyraźnie jednak (podobnie jak Rymkiewicz) oddzielając prawdę o fikcji. Buduje także swoistą atmosferę czasu i miejsca, przywołując – czasem niezwykle drobiazgowo – fakty towarzyszące: biografia indywidualna splata się z historią jeszcze zniewolonej (zabory) czy – jak w przypadku narodzin pisarza – już II Rzeczypospolitej, np. na podstawie miejscowej prasy przypomina, co działo się w Warszawie w dniu urodzin Jarosława, osadzając w ten sposób bohatera w patriotycznej aurze: oto widzimy pogrzeb marszałka Piłsudskiego i płaczącą na balkonie Hannę Szulcową w zaawansowanej ciąży; kolejne uroczyście obchodzone miesięcznice – druga w wigilię narodzin poety, dowiadujemy się, co wówczas robił prezydent Mościcki czy jak przebiegał II Zlot Młodzieży Polskiej na stadionie łazienkowskim. Można oczami wyobraźni zobaczyć biało-czerwone flagi, falujące na warszawskich budynkach, dowiadujemy się, jaki był wówczas repertuar teatrów stolicy, ale i co działo się w Krakowie, co donosiły lwowskie gazety. Słyszymy też – z Gdańska – groźny, słabo jeszcze słyszalny pomruk faszystowskich bojówek. Wszystko to buduje szczególną atmosferę, podsycaną w kolejnych rozdziałach, których już same tytuły brzmią intrygująco.

Rozdział Ukłon Sobolewskiego to opowieść o ojcu Władysławie i jego przodkach. Autorka stawia pytania, snuje domysły (dlaczego Władysław Szulc zmienił nazwisko na Rymkiewicz?), wplata anegdotyczne konteksty. Przywołuje rozmowy z bohaterem, wywiad z jego siostrą, zdradza warsztat pisarski – wspomina podróże z Ewą i Jarosławem Rymkiewiczami do opisywanych później miejsc. Opowiada, do jakich archiwów dotarła, ale i do jakich nie, pochyla się nad rodzinnym herbarzem Rymkiewiczów, relacjonuje prace nad metrykami w Kaliszu, rekonstruując historię aż do możliwych – choć nieudokumentowanych – przypuszczeń: być może praprababka poety Bogumiła Ordyłowska mijała na ulicach w Korożach na Żmudzi („sam środek Żmudzi, skąd przodkowie Jarosława Marka Rymkiewicza przyszli do centralnej Polski”) Jana Sobolewskiego, może go nawet znała „nim kibitką ruszył z Mickiewiczem na wschód”. Prawdopodobieństwo w gruncie rzeczy nieistotnego z punktu widzenia genealogii faktu (spotkania z filomatą bliskim wieszczowi) wystarczyło, by nadać znaczący tytuł rozdziałowi o pochodzeniu autora Żmutu i „wyjaśnić” w ten sposób jego związek z narodowym duchem romantycznym. Nie brak tu na poparcie tezy cytatu z Dziadów części III. Rozdział Szulcowie to – poza kontynuacją rozważań genealogicznych – próba pokazania i zrozumienia, jak niemieckie formy rodowego nazwiska ścierają się z czasem ze spolszczonymi. Jak ewangelicka „niemieckość” dziadka Brunona Schultza zostaje wyparta przez spolszczoną formę Szulc u jego dzieci. Syn Władysław idzie jeszcze dalej, przyjmując nazwisko Rymkiewicz, które nosiło wielu zacnych wilnian związanych z Uniwersytetem. Podobną skrupulatność genealogiczną zachowuje autorka, opisując rodzinę matki Rymkiewicza. I tu niemieckie korzenie prababki z Rauów czy – być może rosyjskie – pradziadka Wiaczesława Baranowskiego nie przeszkodziły być dobrymi Polakami. Lichocka cytuje publikowane już wcześniej fragmenty autobiografii poety, ukazując splot zdarzeń, które umożliwiły – w ostatecznym rozrachunku – pojawienie się na świecie autora Kinderszenen. Historie te rodzą kolejne, uniwersalne tym razem pytania: czy nasze narodziny są koniecznością czy grą przypadku, co prowadzi niekiedy do humorystycznych konstatacji, choćby w relacji o nieślubnym dziecku prababki Emilii Grunert. „Puściła się! Gdyby nie to […] Jarosław Marek Rymkiewicz nie przyszedłby na świat. Bo gdyby ten ktoś […] nie uwiódł i dziecka nie zrobił, panna nie byłaby skompromitowana, nie wychodziłaby potem za mąż za 40-letniego wdowca z szóstką dzieci. I nie byłoby Adolfa Brunona, dziadka poety, a co za tym idzie i Kinderszenen by nie było i Zachodu słońca w Milanówku. Oto jak wielkie pożytki płynąć mogą z miłosnego zawrotu głowy (i upadku) panny służącej, córki i wnuczki osiadłych w Wielkopolsce tkaczy”. W narrację wciskają się nawet pandemiczne realia współczesności.

Historia rodzinna tkana jest zatem (niekiedy serio, niekiedy humorystycznie) z ułomków wspomnień, zapisów metrykalnych, dzienników, analiz rodzinnych fotografii, anegdot dotyczących często osób luźno związanych z bohaterem (opis statku „Kościuszko”, na którym podróżował Władysław Rymkiewicz z Marią Dąbrowską i historia ich domniemanego romansu, rekonstruowanego – z jednej strony z Dzienników Dąbrowskiej, z drugiej – z wywiadu z Władysławem Rymkiewiczem, zamieszczonego po wielu latach od podróży w łódzkich „Odgłosach”). W opowieść biograficzną wplata autorka dygresje naświetlające okoliczności wydarzeń, mogące jednak stanowić samoistną całość. We wspomnieniach ojca pozostaje rozmowa z autorką Nocy i dni, poświęcona natchnieniu („czym ono jest, skąd przychodzi, jak działa, czy w ogóle istnieje? Czy może nic podobnego, uprawianie literatury jest rzemiosłem, ciężką praca, męczącym kunsztem, dokumentacją, siedzeniem w bibliotekach i archiwach, a natchnienie nic nie ma do rzeczy? Ojciec dwumiesięcznego wówczas Jarosława Marka Rymkiewicza poszukiwał odpowiedzi na to pytanie. Rozważania przeprowadził w najlepszym momencie – właśnie urodził mu się poeta”).

Dla Joanny Lichockiej ważnym, często przywoływanym źródłem jest twórczość Rymkiewicza, w której autor zawarł aluzje do własnej biografii. W rozdziale Równanie z ziemią autorka przywołuje Wieszanie, Rozmowy polskie latem 1983 roku, książki o romantykach (rozważania o pamięci w eseju o Fredrze). Materią biograficzną mogą stać się także analizy wierszy poety, jego rozważania o przodkach, o upływie czasu, o tym, że „nie ma konieczności narodzin […]. Jest tylko konieczność śmierci”. Nie mniej istotnie wydają się pytania o tożsamość narodową, prowadzone niekiedy serio, niekiedy żartobliwie, ale stanowiące niewątpliwie jeden z głównych lejtmotywów tej biografii: czy Rymkiewicz byłby Turkiem, gdyby jego matka nie przerwała romansu z tureckim lekarzem Razim? Co by dla poety znaczyło: być Anglikiem („Choć nie rozumiem, jak można być Anglikiem. Można być tylko Polakiem. Być kimś innym to jakaś straszna kara za nie wiadomo jakie, ale na pewno potworne grzechy”). Istotna i podobnie naświetlona jak w Kinderszenen, jest kwestia niemieckiego pochodzenia Szulców i próba swoistej „ucieczki” od tych korzeni, choćby przez zmianę nazwiska. Ważną kwestią jest rozważany przez Lichocką problem wojennych wspomnień bohatera. Jak dalece dotknęło go doświadczenie wojny, w jakim stopniu wpłynęło ono na jego pamięć i sposób ukazania okupacyjnej traumy? Z jednej strony, jak pisze, wojna była dla niego „przeżyciem zupełnie dziecinnym”, śmierć nie dotknęła nikogo z najbliższych. Z drugiej – sam bohater i jego generacja przez dziesiątki lat śniły wojenną pożogę, a w snach czaił się lęk i przerażenie, konieczność ucieczki przed wrogiem. Jakkolwiek złożona byłaby to kwestia, autorka podkreśla, że pozostanie wyzwaniem dla badaczy „prześledzenie motywów śmierci, gnicia, toczących się czaszek, mordowania, rozkładu, krwi […] w kontekście badań nad wojennymi traumami”. Nie bez znaczenia jest także podkreślenie zasług rodziny Szulców w ratowaniu Żydów i wiążące się z tym poczucie odrębności, inności, przekonania, że jednak należy się do narodu, który jest zagrożony w nieco mniejszym stopniu.

Autorka tej niezwyczajnej biografii nie przywołuje wielu faktów z życia poety. Zamiast nich mamy dość szczegółowe opisy miejsc i ich losów – pensjonat babki w Świerczynie (czyli Gnojnie), gdzie spędzili początek okupacji, i zapamiętane stamtąd koty; Piaseczno w czasie powstania warszawskiego, Gołków, gdzie w 1944 roku Brzechwa czytał Jarkowi i Alince Akademię Pana Kleksa, skąd w 1945 roku sprowadził ich do Łodzi. Autorka, idąc tropem swego Mistrza z Milanówka, stawia pytania o los kotów i żółwia – jakby opowieść o losach tych obecnych w życiu bohatera istotach miała naświetlić losy ludzi, podkreślając, iż w nietzscheańskim kole życia i śmierci jesteśmy równi. Wiele miejsca – więcej niż samemu poecie, który był wówczas dzieckiem – poświęca autorka jego rodzicom: lekarce Hannie Szulcowej z Baranowskich i Władysławowi Szulcowi, później Rymkiewiczowi. Same narodziny chłopca 13 lipca 1935 roku ujmuje w kontekście interesującej Rymkiewicza – badacza Słowackiego – metempsychozy, kolejny raz osadzając bohatera w mityzowanym kontekście: urodził się dzień po śmierci Ignacego Myślickiego, profesora Wolnej Wszechnicy Polskiej, prezesa haskiego Międzynarodowego Stowarzyszenia Societas Spinozana. Zatem może nie przypadkiem – kontynuuje rozważania biografka – młody Rymkiewicz zaczyna zyskiwać popularność od publikacji wiersza Spinoza był pszczołą (można polemizować, ale po cóż, piękny to koncept i w duchu badacza duchów romantycznych). I może nie przypadkiem wnuk poety ma na imię Ignacy. Kontynuując tę metempsychiczną grę skojarzeń, mogę dodać żartobliwą aluzję osobistą. Mój prapradziadek ze strony ojca również miał na imię Ignacy – może dlatego od lat interesowała mnie badawczo i ciekawiła osobiście twórczość autora Czym jest klasycyzm?

Zdecydowanie najciekawszą częścią książki jest ta opisująca realne, powojenne losy Rymkiewiczów w Łodzi na tle komunistycznych przemian ustrojowych. Ich przyjazd konnym wozem do „ziemi obiecanej”, opóźniony zatrzymaniem ojca na kilka godzin przez NKWD w Rawie Mazowieckiej, przydział mieszkania dzięki Brzechwie w porządnej, zwolnionej przez Niemców kamienicy przy Żeromskiego 21, organizowanie się „Czytelnika” pod wodzą Borejszy i coraz większe wymagania politycznej uległości wobec pisarzy w zamian za przydział mieszkań i pracy. Ciekawy jest też sam opis rozdzielania w Łodzi lokali dla ważnych instytucji, choćby nowo powstającego Uniwersytetu Łódzkiego czy Politechniki, spory o budynki, podstępne walki o ich zdobycie i utrzymanie wobec pomyłek urzędników, przyznających czasem jeden obiekt dwóm instytucjom. Lichocka naświetla atmosferę tamtego czasu, cytując obszerne, wymowne fragmenty z Dzienników Marii Dąbrowskiej zbulwersowanej poczynaniami nowej władzy. Znalazło się też miejsce na opis losów lwowskiego Ossolineum w kontekście działań Borejszy i charakterystyka tejże postaci.

Wzorem swego bohatera Joanna Lichocka próbuje odtworzyć topografię ówczesnego miasta, drogę Jarka do szkoły. (Łodzianie znajdą tu pewne nieścisłości – ulica Zielona to nie dawna Legionów, lecz do niej równoległa; zresztą tuż po wojnie Legionów przemianowano na Bohaterów Stalingradu, a od 1946 roku Obrońców Stalingradu. Wróciła do dawnej nazwy dopiero w 1994 roku). Warto przypomnieć w tym miejscu pozycję, o której zapewne niewielu już dziś pamięta – pierwszą książkę „biograficzną”, poświęconą między innymi Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi. To Bernarda Sztajnerta Grupa Pięciu (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1966), opisująca losy piątki przyjaciół z literackiego świata Łodzi przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Również ta wspomnieniowa pozycja nie jest jednak typową biografią. To powieść osnuta wokół młodzieńczych losów początkujących pisarzy, w momencie gdy ich grupa już się rozpada. Jeden z nich, narrator, próbuje temu przeciwdziałać i zdiagnozować przyczyny rozstania, każdemu z bohaterów dedykując osobny rozdział. Przywołajmy fragment rozdziału poświęconego Rymkiewiczowi: Jak szukałem Klaudiusza:

Klaudiusz, najmłodszy z Pięciu, nie rozumiał wojny. Rodzice wynieśli małego Klaudiusza na rękach z płonącej Warszawy – przez długie jeszcze lata trwało jego dzieciństwo. Żył przy kancelarii prawniczej ojca – wspinał się na półki ogromnych książek, prosił dziecinnym głosikiem, aby mu odczytać choć jedną stronę z najgrubszej księgi. Dlaczego wojna? Mówił mi wiele razy, wojna nie jest ważna, ja nie rozumiem wojny i żyję. Zmierzch naszej kultury zaczął się od śmierci bogów śródziemnomorskich.


Sztajnert prowadzi czytelnika ulicami Łodzi (nocny spacer z Klaudiuszem ulicą Tuwima przez park Sienkiewicza, picie w łódzkich kawiarniach). To nostalgiczna opowieść, nieco oniryczna, odwołująca się do wspomnień. U Lichockiej natomiast przeszłość ujęta jest – jak w przywołanym motcie: „we fragmentach, ułamkach, okruchach”. W filmie, będącym wywiadem z okazji przyznania poecie w 2015 roku łódzkiej Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima, sam Rymkiewicz snuje ciekawą historię (która mogłaby być dla autorki punktem odniesienia) o przemierzaniu łódzkich ulic w dzieciństwie i młodości.

W rozdziale Kilka szczelin autorka kontynuuje opowieść o czasach stalinowskich, odwołując się zarówno do pamięci swego bohatera, jak i innych źródeł. Pokazuje, jak docierała do młodego ucznia szkoły TPD prawda o zniewoleniu. Ciekawa jest chociażby historia matematyczki Rozalii Jarząbek, która w pracowni polonistycznej zdejmuje portret Stalina, by powiesić Mickiewicza, co skutkuje utratą pracy i aresztowaniem przez UB. Rymkiewicz wspomina o niej w książce Hańba domowa w wywiadzie z Jackiem Trznadlem, a jej losy uzupełnia Lichocka, sięgając do książki Bohaterowie trudnych czasów.

Szczeliny starego, wolnego świata to także olśniewający widok Zofii Nałkowskiej w czerwonej sukni z wlokącym się po schodach domu literatów ogonem, film Rosana, powojenne kino z przedwojennymi filmami, teatr Schillera i Axera, próbujący pokazać podwójność życia, wreszcie stryjenka Marychna, siostra ojca, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek – to w niej „można było dostrzec […] koniec właśnie tej nici, której początek trzymał Adam Mickiewicz”. Mickiewicz to w tej opowieści nić prowadząca do polskości. Ostatecznym ocaleniem okazała się lektura pierwszego powojennego tomu Miłosza i innych prohibitów. Końcowa część książki jest nadal „gęsta”, faktograficzna, tu znacznie więcej czytelnik może dowiedzieć się o młodym poecie, niż w pierwszych rozdziałach. Autorka śledzi jego debiutancką drogę, potyczki z Przybosiem i kształtowanie się klasycyzmu. Gwoli ścisłości: przywoływany szkic Poeta i barbarzyńcy ukazał się po raz pierwszy jeszcze przed publikacją książkową: w łódzkiej „Osnowie” – w roku 1964, więc dziesięć, nie dwanaście lat po debiucie w „Rzeczy Poetyckiej” Na marginesie: warto pamiętać, że wszystkie szkice, które zebrał poeta w zbiorze Czym jest klasycyzm (1967), były publikowane wcześniej, najstarszy Trzy wiersze w 1958 roku (datowany przez autora na rok 1957), więc program ten kształtował się niemal przez całe poodwilżowe dziesięciolecie.

Książka ilustrowana jest rodzinnymi fotografiami od wczesnego dzieciństwa poety po młodość (wyjątkiem jest zdjęcie, na którym starszy Rymkiewicz siedzi na płycie nagrobnej swej prababki Emilii Schultz na ewangelickim cmentarzu w Kaliszu). Już okładka sugeruje, że będzie to jednak opowieść o młodym Rymkiewiczu (autorka na ostatnich stronach zapowiada kolejną część). Warto zwrócić uwagę na szczególną wymowę tego faktu, na pewien (realny czy pozorny) paradoks. Cała książka jest odczytywaniem losów poety, nastroju epoki, w jakiej wzrasta, dzieciństwa i dojrzewania – przede wszystkim z perspektywy jego późnego dorobku. Bardzo mocno wybrzmiewa to zwłaszcza w jej pierwszych rozdziałach. To głównie późne książki, od Rozmów polskich…, więc początku lat osiemdziesiątych, po KinderszenenWieszanie, gdy mamy już do czynienia z dojrzałą twórczością (cytatem z tego ostatniego autorka kończy swą opowieść), stają się lustrem, w którym odbija się młody Rymkiewicz.

Joanna Lichocka: Rymkiewicz. Genealogia.
Fundacja Evviva L’arte,
Warszawa 2021, s. 324.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.