01/2022

Paulina Subocz-Białek, Ireneusz Staroń

Jasne strony czteroksięgu

Nad tym amfiteatrem, na otwartej bezdni
Zapalają się co noc kaganki gwiazdowe
Na jeden nocleg w świata gospodzie przyjezdni
Raz ku gwiazdom do góry podnosimy głowę.


Gest ten jest wieczny! Wszyscy wieczności podróżni
Tak podnoszą czoło… To jest schadzka niema,
Tam ostrzem w cel wrażone i urwane w próżni
Wiszą wzroki tych wszystkich ócz, których już nie ma…

Maria Grossek-Korycka


Cztery rewersy nocy z Sopotu
Jeden z młodych badaczy i krytyków literackich w obszernym opracowaniu poświęconym współczesnej poezji polskiej niemal triumfalnie obwieścił czas ciemnej doby – „zsekularyzowanej późnej nowoczesności, w której – zdaniem wielu! – każdy silny gest religijny ośmiesza się i zdradza swoją uzurpacyjną przemoc…”. (Por. Jakub Skurtys, Autentyczność i pozór. O poezji Jakobe Mansztajna [w:] tegoż, Wiersz… I cała reszta. Rozważania o poezji i krytyce po 1989 roku, Kraków 2021). Rysuje się wtedy wizja zgoła dystopijna, z ducha powieści Cormaca McCarthy’ego… Ale trzeba pytać. I trzeba powątpiewać. Czy aby na pewno?

Tymczasem znad sopockiego Wybrzeża dopłynęły do nas prawdziwie jasne strony trzech antologii pod redakcją Krzysztofa Kuczkowskiego wydanych w 2020 roku w serii Biblioteki „Toposu”, o znamiennych tytułach. Najpierw ranek/mane. eseje – szkice – przyczynki krytyczne…, następnie południe/meridies. proza… i wieczór/vespera. poezja… Do triady dołączył ostatni, czwarty tom północ/media nox, zapiski z pamięci… (2021). Oprócz tego, że – jak zapowiada w przedmowach autor wyboru – mają one być swego rodzaju reprezentacją dnia, stanowią te pozycje w sposób głębszy wykładnię tej części doby, która odzwierciedla stan ducha. Nie będzie zatem przesadą, gdy potraktuje się owe cztery pięknie wydane książki jako odpowiedź na ciemność, mrok i mgłę współczesnej kondycji literackich osiągnięć ostatnich lat. Sopockie antologie to literackie właśnie, ale i metaliterackie rewersy nocy ciemnej. Potwierdzają to słowa wieńczące wstęp do ostatniej części, które jakby na przekór wszelkim przesłankom zapewniają zagubionego wędrowca, że „w środku nocy [wcale] nie musi być ciemno”.

Miasto z morza. Ale to obok. Dalej. W tle. Miasto przychodzi z morza. Stoimy na krańcu sopockiego mola. Drewniana balustrada, jak ramiona drogi donikąd, oddziela skromność naszych myśli od przepychu bezmiaru wód, chroni przed uderzeniami nicości. I jak w wierszu: „nie nicość, nie nicość, nie nicość”. Jak zawodzenie, dziecięce skomlenie: nie-ni, nie-ni… Stoimy na krańcu drewnianej drogi na północ. Morze i balustrada. Wiatr. Ocala? Podrywa do góry sukienkę, rozpina poły płaszcza, zrywa kapelusz? Zbliża się chłód. Zrywa się, lecz tylko wiatr. Podnosi linię horyzontu. Fale i poezja. Poezja i fale. I prawie niewyczuwalne drobiny powietrza. Niczym w utworze Niżyński. Ostatni taniec Przemysława Dakowicza. Ale kartkujemy dalej, a raczej cofamy się, zdani na chęć przypadku. I co znajdujemy? Piszącego Światłem, nie tylko edytorskim. Poetę zwanego przez Jarosława Ławskiego „reprezentantem epifanicznego, ekstatycznego luminizmu”. A na karty antologii „Toposu” wstępuje ktoś mówiący słowami Wojciecha Kassa. Ale jakby nie on. On? Kto? W początkach wiersza Do Roberta Walsera mówi, a wciąż pisze tak:

A więc drogi panie, rzeczą

wielce trudną jest miłość do życia,

miłość chwili i wielce trudnym jest

nie dawać się za nos wodzić nicości.

Stareńki poeta polski zapisał w wierszu:

nie nicość, nie nicość, nie nicość

a Miłość, a Miłość, a Miłość.


Odkładamy na moment poetycki list. O pale sopockiego mola czarne wody biją. Jak w Tomi na Owidiuszowym wygnaniu. A w pełnym słońcu giną czarne litery. Kass powiada jeszcze w eseju Ekstaza i rzemiosło: „Wersy wiersza są jak łódeczki. Po co wodować łódeczki, które natychmiast toną?”. Rozlane ku północy. Morze podnosi się i opada. Lekturę przecinają mewy. Krzyczą, a wraz z nimi wiatr wygina stronice. I ponad nimi kartkuje linię horyzontu. „Wraz z przesunięciem «poza obręb» – pisze Kass – i przefigurowaniem w związku z tą nową lokacją pozycji oka wyjawia się to coś trzecie, czyli ów szczególny, wysoce napięty oraz wysoce uczuciowy kąt spostrzegania tkaniny życia, jej istnieniowej i zarazem widmowej osnowy”.

Jak u Bremonda momentalnie pociągają nas w górę litery intuicji, byśmy nie wiedzieli, czy to już to słynne Pomiędzy rzucone niczym kładka od ziemi ku niebu. To – by sięgnąć do Kuczkowskiego – „zamach na Wszystko”. Detronizacja. Wytrącenie z automatyzmu. „Wspaniałe tak, jak w pierwszy dzień”. Jak z Prologu do Fausta, bo jeszcze myśli się ważą. A czarne wody biją o sopockie pale. Nie zawsze i nie wszędzie w wersach z tomu wieczór/vespera słowa układają się w dukt niezbywalnych napisów na skale, programu, który nie bierze jeńców, choć pozostawia wiele wątpliwości naszej z reguły niewiernej naturze. Lecz strofy, ale i linie prozy takie jak z wiersza Do Roberta Walsera są tu nader liczne. I w tym wielogłosie nawzajem sobie odpowiadają, co nie znaczy wcale, że znajdują odpowiedź, gdyż – jak w utworze Kuczkowskiego – Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości:

Chodzi o tam. Tam.

Tam gdzie mamy się

spotkać.

Nie wiem,

gdzie tam jest

i czy jest w ogóle.

Może tam nie ma nic?

Nie wiem.

[…]


Owo „Tam” kończy także opowiadanie Pręgierz Feliksa Netza: „Słyszał szczekanie, pomyślał, że pewnie tam biegnie pies, ale co to znaczy tam?”. Podobne miejsca inter- świadczą oczywiście o podobieństwie wyobraźni, o przechodzeniu tematów i motywów właśnie pomiędzy „toposowymi” twórcami, bo wszakże wychylenie się ku tajemnicy bardzo ich łączy. Ale wiąże ich poetyki także szczególnie dobitnie wyrażony sąd egzystencjalny. Jak w barokizującym liryku znów u Kuczkowskiego:


Kołysz się kołysko

Śmierć jest blisko blisko

W złotym piasku słońca

Świeci koniec końca


Więcej jest jeszcze takich zwrotów jednocześnie autotelicznych, autoreferencjalnych i wysoce misyjnych, niosących światło. Ostatni tom północ/media nox, zapiski z pamięci… jest w pewnym sensie kluczem. Do czytania. Choć sam w sobie zespala wszystkie pozostałe jako spójny dyskurs, sam jest wyrazem recepcji indywidualnych, pojedynczych rozpoznań i fascynacji kilku wybranych literatów. Ale nie tylko! Weźmy chociażby te Różewiczowskie zdania wypowiedziane na jednej z Kartek z dziennika rozpoczynającego zbiór media nox. Pobrzmiewa w nich wszak uniwersalność doświadczenia każdego czytającego:

[…] kim był dla nas Żeromski? Dla pokolenia skamandrytów – Lechonia, Iwaszkiewicza, Tuwima – był Świętym Literatury Polskiej, dla mojego pokolenia był naszym Dostojewskim, Tołstojem. Był… sercem Polski, no więc biło mi serce, kiedy pani Monika [Żeromska] witała się ze mną.


Albo te, w których autor Metafu… odkrywa (a przede wszystkim się tym dzieli!), czym w istocie jest poezja, co – jak się okazuje – stanowi też fundamentalny pierwiastek jego twórczości własnej:

U Pawła Hertza wyczytałem wyjątkowe i celne rozpoznanie tego, co jest poezją. Eseista i krytyk uważa, że forma, kształt, konstrukcja poezji jest rzeczą ważną, lecz nie tak ważną, jak to, co się za nią kryje. Prawdziwa poezja, według niego, jest ostatnią cienką przegrodą między nami i światłem. Oczywiście przegroda rzuca cień, ale przecież najlepiej rozmyśla się w cieniu. Tak, poezja nie jest ucieczką od, jest zbliżaniem do. Do czego? Do światła świata.


Co ciekawe, przez te wszechobecne duchy referancjalności i autoreferencjalności, obecne niemal na każdym kroku, na każdej stronie toposowych antologii, nawet w wyborze liryczno-prozatorskim (gdzie uobecnia się wiele nawiązań, intertekstualnych zwrotów ku czemuś lub komuś już zapisanemu gdzieś, już zobaczonemu kiedyś), przebijają się głosy własne, by tak rzec – osobne. Wcale nie wtórne. Czytając innych, czytam siebie, ale i właśnie – ja siebie też tworzę, poznaję, odnajduję w tych stronach świata, gdzie jak pisał w swoim wierszu Jerzy Ficowski „jeśli coś się dzieje / dzieje się na zawsze / gdzie choć dni świętych nie ma / trwają święte chwile”.

Cztery księgi z lat 2020–2021: ranek/mane, południe/meridies, wieczór/vespera, północ/media nox. Odpowiednio: eseje/szkice, opowiadania, poezje oraz zapiski z pamięci (pamiętniki, dzienniki). 37 poetów, 370 wierszy. 21 autorów prozy, 32 opowieści publikowane na łamach „Toposu” na przestrzeni prawie trzydziestu lat. Wiele języków, tematów, poetyk i stylów. Proza realistyczna, egzystencjalna, filozoficzna, osadzona w kolorycie lokalnym i wiele innych – istniejących na genologicznym pograniczu – zbliżających się do szkiców i esejów. Prezentowany zbiór, konglomerat to pejzaż intelektualny formacji pisarzy od lat związanych ze środowiskiem „Toposu”. Poza tym 54 teksty krytycznoliterackie, wspomnieniowe… Ale przecież nie opus magnum! Zasoby dwumiesięcznika literackiego „Topos” są nieprzebrane, bo niemal trzy dekady obecności na krajowej mapie periodyków to już cała epoka. Cechy immanentne to jedno, lecz ich zbiór nie czyni jeszcze antologii konstelacją, sylwy zaś wzrastającą na podobnej glebie puszczą. Bo też Kuczkowski jako redaktor zadbał w tetralogii (na razie!) o prezentację wielopoziomowych relacji pomiędzy różnymi, a często jakże odmiennymi dykcjami wierszy, szkiców, prozy. Związki to w pierwszym rzędzie ideowo-sytuacyjne, rzec można – horyzontalne, choć i te są wielowątkowe, bo spotykają się tutaj urodzeni na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX wieku (jak Kazimierz Hoffman) z tymi dołączającymi do świata w latach osiemdziesiątych (jak Adrian Sinkowski). Ważniejsze okazują się jednak relacje ponadpokoleniowe – wertykalne. W nich bowiem, w tym wspólnym spojrzeniu w górę, ku Temu, gdzie nie wystarczają zwykłe zmysły, objawia się wspólnotowa pełnia. Właśnie owa antologijność, która właściwie rozumiana oznacza wspólne a różne czerpanie z zasobów tradycji. Jak zapowiedział na wstępie do całego tetraptyku jego redaktor Krzysztof Kuczkowski, proponowana czytelnikom droga lekturowa odpowiada wielkiej metaforze ludzkiego żywota, z jego pełnymi nadziei i pierwszych odpoznań promieniami poranka, po początkowe rozczarowania wieku dojrzałego, kiedy stajemy w obliczu jaskrawego południa aż po elegijne tony wieczorne, kiedy coraz częściej do głosu zaczyna dochodzić zwątpienie przechodzące nawet w noc ciemną ducha.

Lekturowy model dnia jest wreszcie – od ranka/mane do północy/media nox – aktem dramatycznym, czy nawet tragicznym, gdyż nie sposób nie przeczytać swego życiowego dnia. Można to zrobić tylko bardziej lub mniej świadomie, popełniając nieuchronne błędy, w duchu i prawdzie albo w chaosie i nieuporządkowaniu. Zmierza więc antologia nieuchronnie w stronę zmierzchu. północ/media nox… to zatem szansa na podsumowanie, kontemplację. I to właśnie w ciemności – nocy – redaktor Kuczkowski znajduje szansę na światło poznania, na ten moment, gdy jak pisze wspomniany już Kass „najlepiej rozmyśla się w cieniu”.

Inna ciemność
Teraz szeroka plaża. Sopot. Molo tym razem w tle. Myśli tak blade, że sięgamy znów do antologii. A myśli nasze stają się już bardzo korzenne, poplątane, zagubione w bezkresie wielu dróg, z których każda wędruje do swego prapoczątku. Bo czymże w istocie jest wertowanie w Księdze? „Nienazwane nie istnieje dla nas” – czytamy w jednym z akapitów cynamonowej prozy Mistrza z Drohobycza. Bo jest to Księga wszechrzeczy, a więc rzeczy istotnych, wielka, nieobejmowalna Księga lekturowego życia, na którą wkroczyć musi każdy świadomy czytelnik. Antologie ze swej definicji są wielogłosową narracją, lecz przecież z sylwicznego zgoła dialogu różnych bohaterów wyłonić się powinna jakaś większa persona. Podmiot już nie pojedynczego wiersza, ale i łączący odmienne dykcje Everyman jakiejś nowej Boskiej, ale i ludzkiej Komedii. Oto dzieje kogoś, kogo za Janem Andrzejem Kłoczowskim chciałoby się określić mianem „człowieka mistycznego”, nadwrażliwca odczuwającego całym sobą podskórny, ale i głęboko namacalny, widzialny sens rzeczywistości. I w to odczuwanie zaangażowanego. Bo choć łączy twórców kręgu „Toposu” niepoślednia wrażliwość (a raczej różne wrażliwości o jednym wyższym kierunku), wrażliwość duchowa, to przecież wyrastają oni głęboko z metafizyki tradycyjnej, a więc tej, w której po fizyce następuje owo meta-, ponad, nad, ale też obok… Gdy przychodzi Koniec roku, jak u Jerzego Ł. Kaczmarka:


Poezję odkryłem

w pyłku światła,

który przed moimi

oczyma powoli opadał

jak bezwiedne ciało

umierającej tancerki

[…]


Układanie antologii… Ta sztuka nieciągła, zmaganie się z nieobjętością transcendentu. Układanie własnej lekturowej peregrynacji w esej. Ba! Raczej od-kładanie, wciąż na półki bibliotecznej wyobraźni tego, co na kilkuset stronach wyboru już się nie mieści. Ciągłe od-kładanie na później, na potem. „Porzucić można tylko przyszłość / reszta jest powracaniem” (z Jana Polkowskiego). I walka. Bo odłożone raz wybrawszy, ponawia wybór tego, a nie innego czytelnika, skazanego na bezbrzeżne albo krytyczne uwielbienie. I znów mija wieczór i poranek, południe przechodzi w noc. Literacki model dnia – szepcze głos będący jeszcze do niedawna głosem Krzysztofa Kuczkowskiego. Kim, czym jest teraz? „Jaki anioł jest bardziej / prawdziwy od tego, który / mieszka w ustach?”. Raz zaprzęgnąwszy do rydwanu antologii wielką tradycję, nie można przecież teraz jej ot tak porzucić. W którymś z esejów ksiądz Jan Sochoń przypomina zatem spostrzeżenia Samuela Johnsona (a ten czyje by przypomniał?) o metafizycznym dowcipie. Prowadzi nas zatem wit „«zbliżanie obrazów do siebie niepodobnych»” oraz „«odkrywanie podobieństw w rzeczach na pozór niepodobnych»”. Jemu należy oddać swój głos i siłę, zmienić się w galernika dnia, by potem znów się schować i mówić słowami spisanych w tej Księdze gości. Hermeneutyka lektury „Toposu” nie jest więc łatwa, decydując się bowiem na antologijne przedsięwzięcie, nie dokonujemy jakiegoś prostego podsumowania, ponowienia spisu treści programów pewnego środowiska. Model dnia zakłada życie, Całość, drogę przez pokolenia; Horacy, Divina Commedia, Kochanowski, Mickiewicz, Eliot. I śmierć. Zakłada metafizykę ciemności jako swego rodzaju kategorię teologiczną. Być może oznacza krańcowe nad-przeżywanie rzeczywistości, niekiedy aż bolesne, bo w zaraniu katastrofy, jaką jest przemijanie każdej i raz, i nieodwołalnie pięknej chwili istnienia. Wtedy jest epifanią, kiedy zaś okazuje się włączoną w Golgotę pasją – przeszywa ją mistyczny krzyk. Ale i on czyni się poezją. „Ogniu nie spiesz się, / Daruję ci śpiew”. Czytając, czytając na serio „topoitów” et consortes nie czyni się tego li tylko dla intelektualnej czy estetycznej przyjemności. Ta lektura to zmaganie. To decyzja. Czekają bowiem „Strażnicy w nocy pilnujący świtu, cokolwiek wzejdzie, gdy ustanie mrok” – jak pisał o poetach „Toposu” Jarosław Ławski. „Ta konstrukcja zamknięta ścianami / błękitu może być domem lub szubienicą” – to znów Kuczkowski.

„świeci się tylko kilka słów”
I znów Sopot.

Idziemy ławą piasku.

W wodnej mgle uderzającej o brzeg. Na plaże spoglądają mewy.


Wspólnego mianownika wierszy autorów skupionych wokół środowiska „Toposu” można szukać jeszcze w szeroko rozumianych tendencjach wzrokocentrycznych. Otóż źródła tego typu wrażliwości twórczej należałoby lokować blisko tradycji późnej poezji Adama Mickiewicza, gdzie dominuje w dużej mierze tak zwane mówienie obrazami. Ponadto u podłoża podobnej twórczej epistemologii stoi prymat wyższy niż percepcja per se, dlatego wielu obecnych na kartach sopockiego wyboru poezji twórców przełamuje w jakiś sposób (każdy na swój własny) widzenie sensualistyczne i wyraża zwątpienie w zmysłowe poznanie świata. To naturalnie kieruje interpretacje ku sensom filozoficznym, metafizycznym, na pierwszy plan wysuwa się bowiem akt postrzegania, prymat wizualności – można by powiedzieć „toposowego” (albo „topoicznego”) światła, co już powinno stać się nawet emblematyczne dla szerszej grupy piszących pod szyldem „Toposu”. Dopiero potem, za niniejszym aktem kryje się przedmiot postrzegania, czasem niesamodzielny, a będący jednak drogą i celem (i nie raz, i nie dwa Prawdą i Życiem) poznania. Zmysł metafizycznego wzroku uruchamia się w bardzo wielu (jeśli nie wszystkich, to w przeważającej większości) wierszach prezentowanych w wyborze wieczór/vespera… Choćby te dwa piękne, a jakże odmienne i różnorodne utwory. Najpierw Artura Grabowskiego:


Obudziłem się kiedyś i nie mogłem otworzyć

oczu; więc chociaż nie spałem to byłem

wciąż po tej stronie, tylko ze sobą. Wiedziałem,

że ta ciemność mi się nie śni. Trochę

się przestraszyłem, ale zaraz pomyślałem,

że to jednak lepiej niż gdybym miał oczy

otwarte. Prawda? Mama poradziła:

„Przemyj” i zaraz przez wodę zaczęły przechodzić

obrazy rzeczy. Byłem coraz bardziej

pewien, że to,

co jest, jest

daleko; a tego

co blisko, może

nie być.


A potem Tadeusza Dąbrowskiego:


Babcia prowadzi sklepik z dewocjonaliami i

wczoraj całkiem za friko dała mi Jezuska

fosforyzowanego chyba po to by rozświetlał

moje coraz późniejsze powroty do domu.

Od samego początku był z Nim mały problem

nie świecił wcale tak jak zapewniała chińska

ulotka wreszcie doszły do mnie głosy: ty sam

musisz Go naświetlić. Trasa mojej wędrówki

dla postronnych się stała zapewne zupełnie

niejasna wiodła teraz przez najjaśniejsze obiekty

tego miasta: przystanki bary szybkiej obsługi

tunele całodobowe sklepy bo pomiędzy

tym wszystkim Jezusek świecił bez zarzutu

Tylko w domu przeszkadzał nie dając mi spać.

[w obydwu wierszach podkreślenia – PS-B, IS]


Choć w antologii nie sąsiadują ze sobą bezpośrednio, wykazują – staraliśmy się zwrócić na to uwagę podkreśleniami – właśnie bratersko-siostrzane sąsiedztwo wrażliwości i tonu, w jakim zostały wyrażone, bardzo bliskie skądinąd imperatywy wielu autorów-bohaterów zbioru wieczór/vespera

I tu znów wracamy do Kassa i jego „ekstatycznego luminizmu”. Ale nie tylko. Jakkolwiek byśmy pojmowali środowisko skupione wokół Towarzystwa Przyjaciół Sopotu, czy wąsko jako Konstelację, grupę Topoi (którą tworzą Przemysław Dakowicz, Wojciech Gawłowski, Adrian Gleń, Jarosław Jakubowski, Wojciech Kass, Wojciech Kudyba, Krzysztof Kuczkowski, Artur Nowaczewski) czy też szeroko jako twórców publikujących w Bibliotece „Toposu” (blisko dwieście wydanych pozycji) oraz na łamach samego periodyku, kategorią wspólną byłoby rozumienie poezji jako „sprawy istnieniowej” (Kass). Oczywiście nie w równym stopniu u każdego artysty słowa tudzież krytyka literackiego z tego kręgu. Ale skupiając się li tylko na tetralogii-antologii, dostrzec możemy wyraźnie to ideowe nachylenie. Jest więc liryka czy liryka roli dla „toposowców” działalnością o ambicjach poznawczych, powinowatą filozofii. Czy na kartach rękopisu zjawią się wycyzelowane strofy, czy też ascetyczne zapisy, wiersz, ale już nawet sam wers, przeistacza się w narzędzie. Może zaś bardziej w zadanie, w którym wyistacza się sens skądinąd uniwersalny. Dlatego – jeśli patrzeć właśnie przez pryzmat owego wzroku metafizycznego – zapis wierszowy miałby iluminować świat faktyczny, przedstawiony, wyobrażony. Albo jeszcze inaczej – ów świat, tym razem już jako rzecz – iluminowałby w wersie. Jeśli nawet to truizm, już ta „zadaniowość” wspomagana przez estetycznie w komunikacie naddane, czyni projekt „toposowych” antologii Księgą potencjalnych przemian i odpoznań. Jako się rzekło – czytelnicze zadanie. Brewiarz? Bedeker po smakach detalu? Wgląd w polską historię i jej księgi skonań? Mityzację dzieciństwa? Próby mówienia afatyka oraz chirurgiczna precyzja sztukmistrza słownej wyobraźni. Teologiczne poszukiwania sanctum. Traktat. Ale i nieteoria. Tak, to zbiory wszechrzeczy. I Mandelsztamowe: „Słowo to fletnia o tysiącu piszczałek, ożywiona jednocześnie oddechem wszystkich stuleci”.

Nadchodzi wieczór. Vespera. A potem nox. Zamykają sopockie molo. Ale morze świeci ciemnym rytmem słów. Z nocy nad głowami w wodę spadły i patrzą – „wzroki tych wszystkich ócz, których już nie ma…”.

ranek/mane.
eseje – szkice – przyczynki krytyczne. antologia „toposu”.

Wybór i redakcja Krzysztof Kuczkowski,
Biblioteka „Toposu”, tom 189,
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Instytut Literatury,
Sopot 2020, s. 380.

południe/meridies.
proza. antologia „toposu”.

Wybór i redakcja Krzysztof Kuczkowski,
Biblioteka „Toposu”, tom 190,
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Instytut Literatury,
Sopot 2020, s. 364.

wieczór/vespera.
poezja. antologia „toposu”.

Wybór i redakcja Krzysztof Kuczkowski,
Biblioteka „Toposu”, tom 191,
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Instytut Literatury,
Sopot 2020, s. 394.

północ/media nox.
zapiski z pamięci. antologia „toposu”.

Wybór i redakcja Krzysztof Kuczkowski,
Biblioteka „Toposu”, tom 197,
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2021, s. 396.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.