W nawiasy kwadratowe ujęto też inne ingerencje edytorskie, m.in. rozwinięcia inicjałów mające służyć lepszemu zrozumieniu tekstu autorskiego. Kierując się tą samą logiką, przy sporządzaniu biogramów i komentarzy zawartych w przypisach dbano o uwzględnienie przede wszystkim faktów dotyczących zagadnień, o których mowa w listach. Poza tym zachowano elementy specyficzne oryginalnego zapisu – wielkie litery, podkreślenia, rozstrzelenia, nietypową interpunkcję – mające niewątpliwie charakter intencjonalny.
Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie poznali parę francuskich artystów i aktywistów, Alberta Gleizesa i Juliette Roche, w 1925 roku w Paryżu. Był to rok przełomowy, szczególnie dla Jarosława Iwaszkiewicza, rok bezpośredniego zetknięcia się z twórczym i inspirującym intelektualnie środowiskiem stolicy Francji. Wiele z zawartych wówczas znajomości przetrwało dziesięciolecia. Tak było z Albertem i Juliette. On – malarz i teoretyk kubizmu. Ona – malarka i poetka, również związana z tym nurtem. Poza własną aktywnością plastyczną i pisarską oboje przez całe życie zaangażowani byli w działalność społeczną, dydaktyczną i popularyzatorską, co realizowali poprzez zakładanie komun artystów i rzemieślników. Było to niewątpliwie dzieło ich życia, praktyczne zastosowanie teorii dotyczących roli sztuki i wartości wspólnej pracy. Poza tym – tak jak Iwaszkiewiczowie – zaangażowali się na przełomie lat 20. i 30.
Ślady tego zaangażowania i wspólnych przekonań widać w listach Gleizesów, które pisali do obojga Iwaszkiewiczów, przede wszystkim jednak do Anny. Korespondencja była prowadzona w miarę regularnie w okresie 1931–1934, po czym nastąpiła przerwa pokrywająca się z okresem zaostrzenia choroby psychicznej Anny i czasem
Listy z okresu 1931–1932, publikowane w roku 2019, dotyczą przede wszystkim tłumaczonego przez Annę Iwaszkiewiczową studium Gleizesa Les Caractères de l’Art Moderne, ou De la spiritualité dans l’art (Albert Gleizes, Charakter sztuki nowoczesnej, czyli o spirytualizmie w sztuce, „Droga” 1932, nr 1, s. 23–34) oraz zorganizowanego przez nią wykładu artysty w Warszawie (24 kwietnia 1932).
Tematy poruszane w podanym tutaj ciągu dalszym tej korespondencji są bardziej różnorodne. Listy pełne są zarówno szczegółów dotyczących codziennego życia autorów, głównie celów i efektów ich pracy, jak i uniwersalnych refleksji czy komentarzy odnośnie do nastrojów społecznych i sytuacji politycznej w tych burzliwych dla Europy latach.
Małgorzata Zawadzka
[…]
Serrières, Ardèche, 4 stycznia 1934
Droga Przyjaciółko,
Najlepsze życzenia noworoczne! Miejmy nadzieję, że spotkamy się w Paryżu tej wiosny albo latem.
Jak już Pani wie, nie pojechaliśmy do Budapesztu. Powodów było wiele, a najważniejszy z nich to konieczność ograniczenia wydatków. Chęci nam nie brakowało, a ja bardzo chciałem nawiązać kontakt z delegatami niemieckimi. Od czasu naszych ostatnich listów sprawy rozwinęły się i przyspieszyły. Stosunki polsko‑niemieckie przybrały obrót zbliżony do tego, co samy byśmy zalecali, choćby ze względu na nasze poglądy na temat współczesnych Niemiec. I bardzo się z tego cieszymy. W naszych gazetach, szczególnie tych będących emanacją polityki Quai d’Orsay2, zaatakowano między innymi Becka3. Poza tym plebiscyt, który po wyjściu z Ligi Narodów był mistrzowskim posunięciem4. Stuprocentowi Niemcy chcący wyjechać [słowo nieczytelne] stuprocentowi Francuzi. Ale kto uświadczył stuprocentowych Francuzów w Paryżu? Wyjąwszy prawników‑polityków, Francuzów z urodzenia, wykształconych biurokratów gotowych poprzeć dowolną tezę, bo zatracili zmysł prawdy i moralności, spekulantów i hochsztaplerów wszelkiej maści, którzy wyrzekli się i Boga, i diabła, gotowi są podpalić cały świat i bez wahania ogłoszą, że Ziemia jest płaska, o ile tylko będzie można przy tym zrobić dobry interes. Czy czytała Pani w naszych dziennikach o niedawnych skandalach? Sprawa Dufrenne’a5? Spekulacje Patenôtre’a6? Krach w Bayonne7? Loteria narodowa8? I tak dalej. Coś pięknego! I wszystko to jest oznaką końca cywilizacji. To energiczne zamiatanie wszystkiego miotłą podnosi na duchu. We Francji posiadacze wielkich skrzyń zgnilizny, wygnani przez Hitlera z Berlina, osiedlają się w Paryżu i na Lazurowym Wybrzeżu w imię praw Człowieka i Ludzkości!
Chciałbym. Chcielibyśmy porozmawiać o tym wszystkim z Panią. Jestem przekonany, że szybko doszlibyśmy do porozumienia i że wszystko, co nas obecnie dzieli, szybko by się ulotniło.
Trudno jest w liście powiedzieć wszystko, co by się chciało. Za dużo mam do powiedzenia i o zbyt wielu sprawach!
We Francji, poza kręgami oficjalnymi i paryskimi, jest grupa ludzi nastawionych do Niemiec przychylnie. Wiadomo, że znowu próbuje się „nafaszerować” nam głowy, że reżim hitlerowski wcale nie jest taki, jak się go nam przedstawia, że wiele w nim wspaniałych rzeczy i że trzeba [z nim] rozmawiać. A jednak trochę się niepokoimy na widok pana François‑Ponceta9, jednego z członków zarządu Comité des Forges10, [słowo nieczytelne] przez stuprocentowych Francuzów. Dokąd to wszystko prowadzi? Oby Bóg nas zachował?
Ma Pani rację, czytając Jeansa11. Znam jego założenia. Również te Eddingtona12. Podkładają ogień; czują, że podstawy naukowe nie są zbyt solidne, gdy przyjrzeć się im z bliska. Ale za mocno trzymają się nauki i jej postulatów – czasu i przestrzeni. Rozgraniczają je i przez to zafałszowują. Pragną zachować oba te zjawiska, podczas gdy istnieje tylko jedno. Nie ma wymiaru czasu i wymiaru przestrzeni. Są nierozerwalne: przestrzeń w czasie i czas przestrzenny. W ostatecznym rozrachunku te skrajne praktyki nie pozostawiają miejsca na podstawy naukowe, czułe, trwałe, absolutne. Gdy czas trafił w zasięg przestrzenny odradzającego się Humanizmu, który twierdzi: czas nie istnieje – wraz z Newtonem i Leibnitzem – musiał ostatecznie unieważnić ten zasięg przestrzenny. Nietrudno to dostrzec, jeszcze łatwiej zrozumieć. Ten słynny „stożek teraźniejszości” to nic innego jak rzeczywistość praktyczna, i nie może służyć jedynie „nauce humanistycznej”, nauce dobrej, służącej wyłącznie człowiekowi. Gdy ściga się praktykę, jak obecnie, by nadać jej, przez nieskończenie małe i nieskończenie duże, wartość absolutu, staje się ona przerażająca, a nauka diaboliczna, ukierunkowana na Człowieka. Obala Człowieka, najpierw w teorii, później faktycznie. Oto co się szykuje i co się wydarzy.
Co u Pani słychać? Jak się mają Dzieci? Spędziła Pani trochę czasu w swoim uroczym Stawisku?
Proszę przyjąć, Droga Przyjaciółko, dla Pani i dla Jarosława, serdeczne pozdrowienia od nas i najlepsze życzenia
Albert Gleizes
[…]
Wstęp, przekład, opracowanie i przypisy Małgorzata Zawadzka
[Całość można przeczytać w numerze.]
