2/2026

Henryk Bereza

Luty 2008

[…]

c, 7 lt
– otoczenie literackie – krąg Iwaszkiewicza – nie jestem pewien swego statusu – literaci z prowincji – przypisuję sobie jakieś uprzywilejowanie – nie jestem tego pewien – nie jestem pewien siebie – zebrania literackie – w wolnej przestrzeni – wielki ogier – mam nim kierować – boję się swoich obowiązków przy nim – jestem strwożony swoją sytuacją – pocieszam się, że inni dawali sobie radę – jakoś to musi być – – –

Korekta, przeczytałem uważnie wydruk Dopełnienia, są dwa lub trzy złe odczytania poszczególnych słów mojego rękopisu, poza tym wszystko w porządku –

[…]

Kawiarnia, prawie kłótnia z Olimpią, ona wyszła wcześniej z kawiarni.

Przyszedł Michał Komar, mówiliśmy o nawale literatury nagrodowej, o Stefanie Mellerze, doszło do wspomnień, mówiliśmy o Paramonowie (sic), on podobno pracował kiedyś w Czytelniku (o tym nie słyszałem), mówiliśmy także o Mazurkiewiczu (sic), ja dobrze zapamiętałem, że Marek Hłasko jeździł na jego proces w Krakowie.

Witał się z Komarem facet znany z widzenia, przedstawił się mnie jako Strzelecki, Michał Komar mi wyjaśnił, że to syn Jana Strzeleckiego, zdumienie wręcz.

Przyszedł Bohdan Zadura, wręczył mi „Twórczość” (nr 2).

Zadura był krótko (wyszedł około wpół do drugiej), niedługo wypuściłem się i ja na miasto, przedtem jednak przeczytałem recenzję Leszka Bugajskiego Cierpienia „pieszczocha” („Twórczość” nr 2, rubryka Książka miesiąca).

W recenzji prawie nie ma punktów stycznych z moim Dopełnieniem, recenzja poza tytułem nie budzi żadnych sprzeciwów, ona mieści się w poetyce recenzyjnej Leszka Bugajskiego.

Leszek strywializował dziennikowość Dzienników, odniósł się do stereotypów ideologicznych o Jarosławie Iwaszkiewiczu –

Jarosław Iwaszkiewicz, opowiadanie Pogrzeb posła czytałem dawno temu, chyba jeszcze za życia Jarosława lub niedługo po jego śmierci, raczej jednak za życia.

Po rozumie nie rozumie się do końca powodów, dla których Pogrzeb posła nie mógł być drukowany, z pewnością wchodziła tu w grę cenzura towarzyska, słowem nie z powodu rodziny tragicznie zmarłego pisarza i urzędnika, który nie jest dostatecznie utajniony, lecz z powodu żyjącej heroiny romansu, który dla wtajemniczonych nie mógł być nie do końca znany, włącznie z jej ciążą.

Ponieważ ta heroina żyje, więc i dziś utwór Jarosława może wzbudzić sensację, na druk musiała pozwolić Marysia Iwaszkiewicz, więc na nią spada odpowiedzialność.

Z dzisiejszej perspektywy nie ma w tej historii nic skandalicznego.

Pogrzeb posła jest utworem literacko lepszym, niż myślałem, monologi wewnętrzne wszystkich głównych postaci, nie wyłączając nieboszczyka, brzmią odrobinę sztywno, nie są tak wyzwolone literacko jak na przykład u Tadeusza Brezy w Murach Jerycha. U Iwaszkiewicza wyłączność formy monologu wewnętrznego nie była wtedy czymś zwykłym.

Literacko nie jest to nic odkrywczego, ale nie jest to utwór na artystycznym luzie. Dla pierwowzoru romansowej heroiny jest to już chyba rzecz bez istotnego znaczenia –

Alicja Lisiecka, zadzwoniła kwadrans przed piątą, recytuje stałą śpiewkę, ledwie się od niej po kwadransie uwolniłem –

[…]


[Całość do przeczytania w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.