03/2022

Dariusz Kulesza

Nagi sadPałac albo inicjacja i konfrontacja.
O dwóch pierwszych powieściach Wiesława Myśliwskiego

Problem z paradygmatem romantycznym dominującym w polskiej literaturze po dziś dzień polega na tym, że nasz romantyzm chętnie redukuje to, co indywidualne i egzystencjalne, do tego, co wspólnotowe i historyczne. Nurt chłopski, zwłaszcza w powojennej prozie Juliana Kawalca, Tadeusza Nowaka i Edwarda Redlińskiego, miał szansę na przekroczenie romantycznych ograniczeń, ale utrudnił to temat awansu społecznego, nieuchronnie wspólnotowy i historyczny. Na tym tle twórczość Wiesława Myśliwskiego nabiera znaczenia jako bezprecedensowa w powojennej i współczesnej literaturze polskiej. Począwszy od Nagiego sadu aż po Ucho Igielne powieści i dramaty Myśliwskiego obejmują zindywidualizowaną i spersonalizowaną całość egzystencjalnego doświadczenia, uwikłanego w historię XXXXI wieku, ale ważniejszą niż ona, bo nastawioną nie na to, by historię zrozumieć i dla wspólnego dobra, heroicznie w niej uczestniczyć, ale na to, by rozpoznać sens konkretnego życia, nadając rangę Losu tworzącym je wydarzeniom.

Uchyleniu reguł paradygmatu romantycznego towarzyszy zatem w tekstach Myśliwskiego przekraczanie ograniczeń nurtu chłopskiego. Bo Nagi sad to inicjacja w tworzenie, w kreację, w ćwiczenia z życia, dokonana za sprawą relacji między ojcem i stwarzanym przez niego synem. Oto relacyjny, indywidualny początek egzystencjalnego istnienia. Oto Księga Genesis w uniwersum prozaika. Pałac stanowi natomiast ciąg dalszy tej historii i następne ćwiczenie egzystencjalne: skoro już jestem synem swojego ojca, to moja zdefiniowana tożsamość wymaga konfrontacji z tym, co mój świat, opresyjnie i antytetycznie, dopełnia.

Nagi sad albo akt stwarzania
Oto bohater Nagiego sadu: wiejskie dziecko wracające z miasta, w którym zdobyło wykształcenie. Fabularny kręgosłup powieści stanowi konfrontacja tego, który wraca przemieniony, z tymi, którzy na wsi zostając, skazani zostali na niezmienność. Zygmunt Ziątek przywołując ten wątek w poświęconym Myśliwskiemu rozdziale swojej książki Wiek dokumentu. Inspiracje dokumentarne w polskiej prozie współczesnej (1999), wymienia zarówno teksty przedwojenne: Spowiedź Józefa Mortona, Młodość Jasia Kunefała Stanisława Piętaka, jak i peerelowskie: Żylastą rękę ojcaRomansoid Zygmunta Trziszki, Majdan Mariana Pilota, Kochanego Zygmunta Wójcika oraz Listy z Rabarbaru Edwarda Redlińskiego. Kontekstu tego przegapić nie wypada, ale ważniejsze jest to, co nowego w dotychczasowym arsenale konfrontacji wykształconego syna z antenatami pozbawionymi edukacji ma do powiedzenia Myśliwski. A jeśli jego wersję wspomnianego schematu fabularnego czytać intertekstualnie, to można odwołać się też do dzieł tych autorów, którzy przez Andrzeja Zawadę, w jego klasycznym opracowaniu Gra w ludowe. Nurt chłopski w prozie współczesnej a kultura ludowa (1983), zaliczeni zostali do kanonu. Chodzi m.in. o Nowaka i zapomnianego dziś Kawalca.


Tożsamość syna
Nagim sadzie ważniejszy niż wyedukowany syn jest ojciec analfabeta. Edukacyjny wysiłek syna ma się nijak do wysiłku ojca, który zdecydował się nie tyle dziecko wykształcić, ile poprzez wykształcenie uwolnić go od dotkliwości chłopskiego losu. Edukacja w mieście i samo miasto nie zmieniły jednak bohatera na tyle, by uznał on wyższość „miejskości” nad tym, co wiejskie. Paradoksalna wartość jego przemiany polega na tym, że to dzięki niej syn mógł docenić ojca z jego wiejskością i analfabetyzmem w sposób, jaki nie był mu dany, zanim ze wsi do miasta wyjechał. To, co syna zmieniło, nie stworzyło go zatem na nowo, nie określiło jego tożsamości zgodnie z regułami miasta, ale rozregulowało go, odebrało mu tożsamość. „Miejskość” stała się jego udziałem wyłącznie na tyle, by powrót do jej wiejskiej wersji okazał się niemożliwy, ale pożądany. Tak: pożądany; bo czym innym niż pragnieniem powrotu do bezpowrotnie utraconej tożsamości jest obraz ojca w opowieści syna, wiejskiego nauczyciela opowiadającego siebie u schyłku życia? Przy czym „opowiedzieć siebie” oznacza w tym wypadku „opowiedzieć ojca”, który swoją tożsamość zachował; więcej, doświadczył jej tak intensywnie w jej dolegliwości, że zrobił wszystko, by uwolnić od niej syna…

Działania rodzicielskie zmieniły zatem dziecko, a jego powrót na wieś oznacza rozpoczęcie nowej drogi do ojca, do tożsamości już ani wiejskiej (utraconej), ani miejskiej (nieprzyjętej), do tożsamości określonej przez wolę i miłość, zdeterminowanej i nawet w swojej nieskuteczności, skutecznej. Bo co z tego, że syn nie stał się taki, jakim ojciec chciał go stworzyć. Dzięki ojcu dane było mu przekroczyć granicę między tożsamością wiejską i miejską. Dzięki ojcu syn mógł sobie uświadomić, ba, mógł zobaczyć, jak wola i miłość pokonują okoliczności determinujące tożsamość ojca, jak skutecznie je przezwyciężają. Ojciec zrobił to, co chciał, a jego postawa to heroiczna manifestacja woli i miłości. Syn nie tyle nie spełnił jego oczekiwań, ile nauczył się od ojca czegoś cenniejszego niż treść edukacyjnej oferty miasta. Nie przejął ojcowskiej postawy. Nie odwzorował decydującej o niej determinacji, ale zdołał zdać sobie z niej sprawę i docenił ją. Właśnie ten doceniony niedostatek w większym stopniu decyduje o tożsamościowych problemach syna niż zdobyte w mieście wykształcenie izolujące go od wiejskich korzeni. Właśnie to doświadczenie – konfrontacja z miłością i wolą ojca – stanowi podstawę ćwiczenia z życia, które jest udziałem syna. Ćwiczenie to jest praktykowane w potrójnym kontekście: przekraczania chłopskiej genezy, nieodnalezienia się w zredukowanym do aspektu edukacyjnego mieście oraz, co najważniejsze, w niemożności wkomponowania się nie tyle w projekt ojca dotyczący tożsamości dziecka, ile w moc i miłość pozwalające ojcu stwarzać siebie i innych.

Ojciec był w stanie przezwyciężać dotkliwość losu, chociaż w praktyce oznaczało to przede wszystkim tworzenie jego alternatywy uzależnionej nie od słów, ale od wyobraźni używanej z mocą, motywowanej miłością. Ojciec „bał się słów, że go oszukają, choć jego własne, i wierzył tylko milczeniu, tej jedynej niekłamanej możliwości wyznania”1. Zaufanie miał jedynie „do własnej wyobraźni” (Ns 17). W Nagim sadzie dominuje wyobraźnia ewokująca pożądaną przez ojca rzeczywistość rozpisaną na obrazy i działania. Nie słowo powołuje ją do istnienia, ale moc i miłość.

Syn się tego od ojca nie nauczył, chociaż to on ojca opowiada, a zatem w narracyjny sposób powołuje do istnienia. Ojciec jest i stwarza. Syn, żeby się stać, musi opowiedzieć ojca. Brak mu homogenicznej tożsamości. Ale najważniejsze nie jest to, że jego wiejskość została rozregulowana. Syna stworzył ojciec. Miarą skuteczności tego aktu, który istnienie syna od kreacji ojca uzależnia, są i takie słowa:

Więc może nigdy nie byłem naprawdę, lecz zostałem tylko przez ojca zmyślony. Może tylko opowiedziany jestem i temu zawdzięczam swoje istnienie? Różnie się przecież ludzie rodzą, jedni z matek, inni z wielkiej woli, z opowiedzenia, a nie ma między nimi różnicy, bo i tak w końcu każdy jest na tyle, na ile opowiedziany zostanie albo sam się innym opowie. (Ns 32–33)


Jest w tym cytacie coś, co dotyczy wyłącznie Nagiego sadu i zapisanej w nim relacji: ojciec – syn, coś, co do tego stopnia podkreśla kreacyjną moc ojca, że powołany przez niego z miłości do istnienia syn zredukowany zostaje do roli tego, który bardziej jest stwarzany, niż jest. Ale ten cytat określa dużo więcej, bo Myśliwski zawarł w nim zasadę definiującą wszystkie ćwiczenia z życia obecne w jego prozie. Mówi ona o tym, że warunkiem istnienia jest opowieść. Cała twórczość Myśliwskiego pozwala ją dookreślić. Opowieść to sposób nadawania wydarzeniom życia sensu, ponieważ opowiadanie wymaga słów, a te – nawet bez odwoływania się do Logosu: uniwersalnego prawa bytu (Heraklit), absolutnego umysłu (Hegel), a dla chrześcijan po prostu Boga – jeśli nawet nie porządkują tego, co się stało w stopniu większym, niż pozwala na to składnia czy semantyka, pozwalają naszym doświadczeniom zaistnieć i nam razem z nimi, a to wystarczy, bo istnienie, czyli życie, stanowi sens sam w sobie. Bezcenny. Przynajmniej w prozie Myśliwskiego.

Ojciec dokonał aktu stworzenia, ale warunkiem powodzenia tej kreacji, dopełnieniem jej musi być autokreacja syna. Nagi sad nie jest niczym innym jak monologiem starzejącego się nauczyciela wiejskiego, który opowiadając swoje życie związane z ojcem, finalizuje jego akt stworzenia i w tym znaczeniu kreuje siebie, dopełniając kreację ojca. Projekt ojca nie został zrealizowany, jeśli przyjmiemy, że miał uwolnić syna od tego, co wiejskie, czyli dotkliwe. Ale jeśli przyjmiemy perspektywę tego typu (w końcu znajdujemy się w centrum nurtu chłopskiego), i tak pozostaje ona wtórna wobec pierwszego i czystego, czyli niedeterminowanego w żaden sposób pragnienia posiadania dziecka. Upierając się przy uwalnianiu od tego, co chłopskie (w końcu ojciec wysłał syna do miasta, do szkół), i tak najcenniejszą rzeczą, jaką ojciec mógł ofiarować synowi, była jego moc panowania nad rzeczywistością, siła uniezależniania się od niej i przekraczania jej poprzez miłość. Ale i ta ewentualność neutralizowana jest tym, co pierwsze i czyste: pragnieniem posiadania dziecka, powołaniem syna do istnienia. Ojciec ufając swojej wyobraźni, korzystał z niej przecież nie po to, by syna do siebie upodobnić. Dysponując mocą woli, używał jej, by syn był, a nie po to, by stał się jak on. To, co można dostrzec w ojcu jako wartość (moc i miłość), dla niego wcale nie musiało nią być i jako takie mogło nie należeć do dóbr spadkowych przechowywanych z myślą o synu. Ojciec chciał syna dla niego samego.

Ćwiczenie z życia przygotowane synowi przez ojca wydaje się albo nie istnieć (wystarczy przecież, by syn był), albo dotyczyć ćwiczenia się w życiu innym niż chłopskie. Rezygnując ze spekulacji tego typu, łatwo zauważyć, że ojciec pragnąc syna, projektuje jego niechłopski los. Dlatego nie pozostaje nic innego, jak przyjąć zarówno bezinteresowny charakter ojcowskiego pragnienia: synu bądź!, jak i jego „antychłopski” aspekt: synu, nie będziesz chłopem. Wobec przymiotnika „antychłopski” użyłem cudzysłowu, ponieważ niezależnie od projektu ojca, który da się sprowadzić do formuły: nie bądź chłopem, syn, przynajmniej z perspektywy swojej starości, determinującej narrację, zdaje sobie sprawę, że w jego wypadku „być” oznacza „zachować swoją chłopską tożsamość”.

Socjologia zapisana w powieściach Juliana Kawalca, zwłaszcza w Tańczącym jastrzębiu, powieści dokumentującej tragizm chłopskiego losu, skazanego w powojennej Polsce na tzw. awans społeczny, o Nagim sadzie mówi niewiele. Syn z debiutanckiej powieści Myśliwskiego nie odjechał daleko od rodzinnej wsi. Miasto, w którym się uczył i z którego przywiózł go ojciec, oddalone było „raptem dwadzieścia kilometrów” (Ns 7). Oczywiście, dystans ten ma wymiar metaforyczny. Syn nie odjechał daleko, ponieważ po powrocie na wieś, (o)chroniony przez ojca przed chłopskim losem, nie zdołał odnaleźć się w żadnym innym. Z perspektywy powieści powodem tego była synowska więź z ojcem, która stała się źródłem naznaczonego tragizmem paradoksu. Ojciec chce syna i chce dla niego losu innego niż własny. Można nawet przyjąć, że pragnienie ojca jest tym większe, im bardziej zależy mu na tym, by w losie syna jego los został zrekompensowany. Ale taka argumentacja nie obciąża ojca, lecz go uwiarygodnia. I wskazuje, że tym, co ojciec ma do ofiarowania swojemu dziecku, jest przede wszystkim on sam, jego związana z ziemią tożsamość. Syn nie musi zdawać sobie z tego sprawy. Wystarczy, jeśli z jego perspektywy jedyną tożsamością, na której będzie mu zależeć jako cennej, wiarygodnej i bliskiej, jest tożsamość ojca, chłopska. Motywacja tego wyboru wpisana jest w słowo „miłość”. Bo tak jak ojcu wystarczy to, że syn jest (o tym, w jaki sposób, decydują okoliczności czy wręcz determinanty związane z ojcowskim, chłopskim losem), tak syn potrzebuje dokładnie tego samego od ojca.

– Szukałem cię – powiedziałem z wyrzutem. Spojrzał na mnie, jakbym nie do wiary wydał mu się przez chwilę.

– Naprawdę cię szukałem.

– Chciałeś czegoś?

– Nie, nic – odrzekłem nieśmiało, spłoszony nagle tym jego pytaniem, które nie pozostawiało miejsca nawet na nieufność. – Tylko czy jesteś. (Ns 179)


Tak wygląda rozmowa ojca z synem, która kończy Nagi sad. Pozostaje tylko wziąć pod uwagę, że syn szuka ojca nie tylko w sadzie, lecz także w swoim życiu i dla swojego życia. Na tym polega jego ćwiczenie.

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

Wiesław Myśliwski: Nagi sad.
PIW,
Warszawa 1967, s. 162.

Wiesław Myśliwski: Pałac.
PIW,
Warszawa 1970, s. 214.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.