07-08/2021

Maciej Libich

Najdziwniej jest umrzeć,
a najtrudniej – przeżyć

Wyłączyliśmy już wszystko, jestem spokojny. Dlaczego więc na-

dal wypadają mi włosy? Wieczorami jest tak ciemno, jak potrafi

być tylko na północy kraju. Pamiętam, że biegłem kiedyś przez

las w kierunku plaży. Po drugiej stronie cypla ktoś ciął drzewa, w

tle słychać było szum wiertarki. Na brzegu zastałem ognisko, nie

było tam nikogo, kto miałby niezaszyte usta. Ale poza tym miałem

z kim rozmawiać. W całej tej sytuacji najbardziej niepokoił mnie fakt,

że miejsce jest to samo, ale zmienił się czas. Jednocześnie było go

bardzo dużo i bardzo mało. Paradoks goni paradoks; pod blokiem

nadal spotykam tego pana w kapeluszu, który ponoć znał kogoś,

kto znał kogoś, kto znał kogoś. Dziś patrzył na mnie z wyrzutem.

Rozumiem to. Zapasy rosną, zamiast się kurczyć, i już niedługo wy-

pchną nas z mieszkań. Wszyscy będziemy stali pod drzwiami i zas-

tanawiali się, kiedy można wrócić do środka. Nagle, jakby w odpo-

wiedzi, z mieszkania wyleci jogurt i rozleje się po całej podłodze.

A potem w ciszy będziemy pokazywali na siebie palcami.


12 III 2020, Warszawa
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.