3/2026

Dawid Kujawa

Nie tu i nie teraz

Działanie to tak rozbija i roztrząsa samą substancję duszy, tak ją zanurza w głębokiej i gęstej ciemności, że dusza czuje się tu całkowicie zmiażdżona i obalona na twarz. Widok jej własnej nędzy jest dla niej jakby okrutną śmiercią duchową. Czuje się, jakby była połknięta przez jakiegoś potwora i odczuwa cierpienia podobne do tych, jakie cierpiał Jonasz w brzuchu bestii morskiej. Musi bowiem wejść w grób ciemnej śmierci, aby następnie mogła dojść do oczekiwanego duchowego zmartwychwstania.

Jan od Krzyża, Noc ciemna (przeł. o. Bernard Smyrak)


W rzeczywistości, w której szantaż emocjonalny stał się potężnym narzędziem generowania renty ekonomicznej i coraz częściej przenika do sztuki, gdzie wypiera solidnie skomponowane bloki wrażeń artystycznych, trudniej niż kiedykolwiek pisze się wiersze nawiązujące do tradycji konfesyjnej, szczególnie gdy robi się to bez prostej i toksycznej ironii. Justyna Bargielska jest chyba jedyną aktywną dziś twórczo poetką polską, która potrafi w tak przekonujący i dogłębnie poruszający sposób zobiektywizować skrajne stany podmiotu – podmiotu na granicy dekompozycji, świadomie balansującego na progu psychicznej spójności. Gdy pisze o „jedzeniu szkła”, robi to z poczuciem humoru, które nie tyle rozładowuje emocjonalne napięcie, ile wzmacnia artystyczną autonomię wiersza – dzięki niemu bowiem łatwo rozpoznajemy, że „czytamy Bargielską”.

Kiedy ktoś mówi, że „czyta z przyjemnością” tomy tej poetki, najprawdopodobniej ma na myśli ten algofilski rodzaj przyjemności, który towarzyszy rozdrapywaniu ran, zagryzaniu warg lub przypalaniu się zapalniczką. Zawsze, gdy próbuję napisać kilka zdań o autorce China shipping, natrętnie wracają do mnie skojarzenia z Lowellowską Godziną skunksa, spróbujmy więc wyegzorcyzmować ducha Roberta Lowella raz na zawsze i miejmy to głowy: „I hear / my ill-spirit sob in each blood cell, / as if my hand were at its throat… / I myself am hell”. Piekło, o którym pisał autor Life Studies (1959), płonie również w Kubku na tsunami, i uprzedzam, że może ono zostawiać wielką dziurę w sercu. A wcześniej dać sporo patologicznej rozkoszy.

Bohaterka tomu czyta „o Big Ripie” (Jak ci minął dzień, bejb?) i robi to nie tylko bez szczególnej trwogi, lecz także z jakąś przewrotną, otwierającą nadzieją, ufundowaną na podwójnym zaprzeczeniu, które koniec końców daje najczystszej wody afirmację. Brzmi to chyba zbyt skomplikowanie, a sprawa jest naprawdę prosta: podmiot ekspresji doskonale wie, że gdyby ciemna materia miała za chwilę rozerwać wszechświat na strzępy, anhedonia okazałaby się jej największą siłą, zupełnie jakby była Justine z Melancholii Larsa von Triera. Liryczna rozmówczyni może więc zapytać bohaterkę: „czy ty jesteś z teflonu?” (Kontrakt ślubny w formacie .json), bo choć do bohaterki nie przywiera żadna forma radości, to samo dotyczy przecież niepokoju, strachu etc.

To zagadnienie pozostaje w ścisłym związku z konceptem, który powraca w całym dorobku poetki i zawsze jawił mi się jako fascynujący, a jednak nie pisano o nim zbyt wiele. Chodzi mianowicie o sposób, w jaki Bargielska ujmuje relacje między życiem jednostkowym i życiem wykraczającym poza granice spójnego podmiotu. Być może ma on swoje źródła w religijnej wyobraźni poetki, ale nawet jeśli nie wynika z niej wprost, to na pewno jest z nią sprzężony. Choć sporo jest w tych wierszach absolutnie wstrząsającej, suicydalnej energii („Piękny wschód, szkoda, że nie jest zachodem, / a i życie git, tylko szkoda, że nie jest sami wiecie czym”, Jeden szuka modlitw, a drugi kamieni), to jednocześnie trudno traktować tę siłę jako coś jednoznacznie skierowanego przeciwko życiu. Zgodnie z tym, co zasygnalizowałem w pierwszym zdaniu niniejszego szkicu, mielibyśmy tu raczej do czynienia z siłą skierowaną przeciwko podmiotowości:

Pewnie, że chcę żyć, tylko nie tu i nie teraz.

Rozważam biotransferencję, na przykład w jelenia

dumnie stojącego w słońcu na estakadzie,

może wręcz w samo słońce. Ludzie, zwierzęta i purchle

wystawialiby ku mnie twarze i grzbiety.

Nie mogliby mnie dotknąć, ale ja dotykałabym ich.

W pochmurne dni mówiliby: ona gdzieśtam jest,

i celebrowali swoje fotostarzenie.

(Czego nauczyła mnie zmywarka)


Bo wiesz, ja już podziękuję za ten antropocen,

to jest mit narracyjny, nie biologiczna rzeczywistość.

(Kontrakt ślubny…)


Bohaterka zatem empirycznie doświadcza życia, ale jest z natury niezdolna do solipsyzmu, zupełnie jakby nosiła w sobie głębokie przekonanie, że życie dalece wykracza poza jego ontologiczne granice. Prywatne doświadczenie egzystencjalne, nawet gdy jawi się jako pełne i obfite, dotyka tylko małego fragmentu przeogromnej tafli – z góry przepraszam wrażliwych na patos – Życia. A więc podmiot, niezależnie od tego, że znajduje się w głębokiej rozpaczy, nigdy nie ma dość życia, raczej nie chce już podlegać jego prawom w ramach samoświadomej, jednostkowej podmiotowości. „Życie nie poczeka, choć możesz wysiąść na żądanie” (Jeże na zamówienie), pisze Bargielska, ale „wysiadka” powinna być rozumiana o wiele szerzej niż jako akt samobójczy. Przypomina opisywaną przez Simon Weil dekreację, która określa świadome i pełne pokory wycofanie się podmiotu z płaszczyzny ontologicznej, by w ten sposób zrobić miejsce dla Boga.

Stan głębokiej depresji trudno byłoby ujmować jako swoistą „półśmierć”, to raczej utrata ontologicznego ciężaru „ja”, intencjonalne wycofanie się jednostki na pozycję, w której staje się ona nieobecna i transparentna, a więc zostawia w świecie miejsce na to, co nie jest nią samą. „Jeśli [jest] matką, to taką, która patrzy na dziecko / brakiem oczu” (Czy to ty jesteś tą dziewczyną z białego małżeństwa?).

Potem poszłyśmy na ladziarską kawę, patrzyłam na baristę

od dołu przez witrynę, a kiedy spytał o moje imię,

roześmiałaś się: czyje imię? nie widzi pan,

że jej tu nie ma?

(Instrukcja dostrajania)


To o tyle ciekawa perspektywa, że pozwala inaczej uchwycić problem autodestrukcyjnej siły, która wymierzona jest przeciwko podmiotowości, ale jednocześnie przecież konstytuuje podmiot, przede wszystkim jako atraktor dla owej siły – gdyby podmiot poddał się całkowitej anihilacji, proces dekreacji straciłby swój obiekt. Choć więc bohaterka zdaje sobie sprawę, że nic tak „nie przywraca miłości do życia” jak „potężna fala” tsunami, to czasem zmuszona jest powiedzieć stop, zatrzymywać falę, by zachować niezbędne minimum podmiotowości jako konieczny nośnik życiowego doświadczenia. Dzieli swoje dni na „przetrwać i dotrwać” (Mój chłopak otaku), absorbuje ją „[w]dech, wydech, reszta jest opcjonalna” (Maintenance Guerrilla Movement). Podtrzymanie jednostkowego życia staje się wówczas – jak wskazuje tytuł utworu – partyzantką, konieczną, ale trudną praktyką oporu. Figuratywne rozwiązania stosowane przez Bargielską sprawiają, że stany depresyjne w Kubku na tsunami nie tylko definiują status podmiotu, który wkłada wiele wysiłku, by zachować minimum koherencji, lecz także narzucają specyficzny reżim temporalny; w wierszu Shiro „Jest dwudziesta / piąta pięćdziesiąt dziewięć”. Z kolei w wierszu Spokojnie, nie musisz się spieszyć porządki czasowe nakładają się na siebie, zegarki okazują się śmieszne, a tłumaczenie lirycznemu „ty”, czym jest „horyzont czasowy”, zupełnie traci sens.

Podmiot ekspresji gorzko ironizuje na temat tego, jak wygląda codzienność w piekle depresji, ale przecież wcale nie przerysowuje – zdarzało jej się myśleć: „to moja ostatnia [noc] i muszę korzystać, / więc [patrzyła] w sufit. Jak na sufit, był przewspaniały” (Living apart together). W tym zapewne tkwi istota ekstatycznej techniki Bargielskiej: kiedy jej bohaterka zachowuje tylko tyle podmiotowości, ile pozwoli jej doświadczać życia, życie zaczyna jawić się jako „przewspaniałe” w każdym calu. Zasadniczo jest to więc technika ascezy, której skutki znane są z relacji mistyczek. Świadomie odrzucając obfitość doświadczenia i przyjmując na siebie cierpienie, przechodząc przez „noc ciemną ducha”, jak pisał Jan od Krzyża, podmiot może nawiązać jedność z Bogiem, a więc zrozumieć „Życie” w jego ponadjednostkowej postaci. Bargielska, doskonale wiedząc, że ten kontekst pozostaje czytelny i łatwy do namierzenia, chętnie wprowadza do niego dodatkową warstwę, żartując z mistycznego brzemienia: „Utknęłam między piętrami, ale duchowo wzrastam” (Dzień dobry, kontrola); „Wiem, że Bóg mnie nie kocha, ale czy kocha kogoś innego?” (Na żółto i na niebiesko). Dzięki temu wiersze stają się semantycznie chybotliwe, jednocześnie dochodzą w nich do głosu potrzeba transcendentnej ingerencji w świat materialny i całkowita pewność co do immanentnego wymiaru świata materialnego. Znów mamy tu do czynienia z dialektyką godną Weil: nieistnienie Boga jest najdoskonalszym dowodem jego istnienia. Bargielskiej nie chodzi jednak o to, by zostawiać fałszywe tropy i wyprowadzać czytelnika w pole – rzecz w tym, że postać z jej utworów jednocześnie ironizuje i jest poważna, płacze i wybucha śmiechem, prowadzi żywot Hioba i nie wierzy w alegorię Hioba.

Ustaliliśmy już, że dekreacja to osłabianie podmiotu, który mimo to wciąż pozostaje podmiotem, choćby tylko po to, by intencjonalnie poddawać się dekreacji, na przykład wystawiając się na tęsknotę i miażdżącą samotność: „Zanim się pojawiłaś, byłam tak samotna, / że nie prałam używanych ubrań kupionych na Vinted” (Jeże na zamówienie). Dźwięczą tu odległe echa Marcina Barana, który pisał kiedyś o codziennych wizytach u fryzjera, pozwalających wystawić się na dotyk drugiego człowieka.

Oczywiście pozostaje jeszcze inna kwestia, szalenie istotna w kontekście całej książki, bez której trudno byłoby uchwycić całość. Mam na myśli żałobę po matce, którą ktoś musi przeżyć, której nie będzie w stanie doświadczyć bezosobowe, abstrakcyjne życie, pozbawione substancjalnej postaci. Żałoby nie może przepracować „ocean”, doświadczyć musi jej pojedyncza „kropla”, w pełni świadoma okoliczności i realnie cierpiąca:

Dzisiaj tuż za tobą ustawiam się w rzędzie,

nie bardzo się boję, choć klamka zapadła,

bo mnie nauczyłaś: co będzie, to będzie.

(Tren, kurwa)


Stałą gotowość na to, co przyniesie przyszłość, można ująć jeszcze inaczej: „Gdy mówię «niech mi się stanie według słowa twego», / mam na myśli «YOLO, niech lecą konsekwencje», / a nie, że ci ufam” (Maintenance Guerrilla Movement). W wywiadzie dla wydawcy Bargielska zwracała uwagę, że gdy niestabilność okazuje się immanentną cechą istnienia, paradoksalnie daje ona fundamentalne poczucie stabilności, pozwalające właśnie na niestabilności ukonstytuować tożsamość. Bohaterka Bargielskiej zatem praktycznie nigdy nie odczuwa strachu, wobec śmierci jest nastawiona konfrontacyjnie, czytelnika „serdecznie zaprasza” do podpalenia stosu, na którym ją złożono (Ludowa bajka znikąd). Nigdzie chyba ten wątek nie był tak mocno wyeksponowany jak w poprzednim tomie poetki, Wyborze stand‑upów, gdzie pisała: „Odkąd przestałam cię pożądać, życie / mogę wziąć wszystko w nawias, mogę ten nawias / cyzelować w nieskończoność”.

Kubku na tsunami widać doskonale, że poezja Bargielskiej nie jest ufundowana na prostej estetyzacji depresji, a tym bardziej nie jest literacką eksploatacją cierpienia. Prywatna biografia służy tu za surowy materiał, na bazie którego powstaje specyficzny aparat poznawczy, pozwalający spojrzeć na podmiotowość jako narzędzie, instrument „do empirii”. Mistyczna mgiełka i towarzysząca jej wzniosłość rodzą się w tych wierszach za sprawą sprzężenia zwrotnego: używając podmiotu, Życie doświadcza tu samo siebie. Stąd osobliwa mieszanina okrucieństwa i czułości, ascezy i humoru, metafizycznej powagi i stand‑upowej puenty.

Choć te teksty bez wątpienia mają w sobie coś ponadczasowego, trudno nie zauważyć, jak dobrze rezonują ze współczesnością: doprowadzając podmiotowość do radykalnego minimum, Bargielska jednocześnie rozprawia się z „kulturą narcyzmu”, by użyć sformułowania Christophera Lascha. Paradoksalnie doświadczenie życia nabiera największej intensywności wtedy, gdy „ja” świadomie wycofuje się z planu ontologicznego. Jeśli w Kubku na tsunami jest jakaś nadzieja, to taka, która nie niesie ze sobą pocieszenia, lecz pozwala przebrnąć przez piekło w pełni zmysłów.

Justyna Bargielska Kubek na tsunami
Biuro Literackie,
Kołobrzeg 2025, 44 s.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.