02/2022

Zbigniew Chojnowski

Nie tylko poetycka wiara Jarosława Iwaszkiewicza

Niejasne jest, dlaczego Jarosław Iwaszkiewicz wiersza Wigilia nowej Polski, opublikowanego pierwotnie w Powrocie do Europy (1931), nie przedrukowywał w żadnej ze swoich późniejszych książek. Nie ma go nawet w mylnie zatytułowanych dwutomowych Wierszach zebranych. Wigilia nowej Polski powróciła dopiero w Wyborze poezji zredagowanym przez Radosława Romaniuka. I od razu jako utwór kanoniczny.

Decyzja Iwaszkiewicza o nieprzedrukowywaniu go być może wynikała ze strategii nieprzypominania niektórych zdarzeń i tekstów sprzed 1945 roku, które mogły mu zaszkodzić w utrzymaniu poprawnych relacji z powojennymi rządami. Do dziś jego międzywojenna publicystyka kulturalno-literacka czeka na wnikliwego czytelnika. Pamiętajmy, że kultura i polityka Polski Ludowej opierała się na dyskredytacji dokonań II Rzeczypospolitej. Iwaszkiewicz był roztropny. Stawiał twardej powojennej rzeczywistości miękki opór. A to oznaczało, że niektóre swoje dawniejsze utwory celowo pomijał lub wznawiał w stosownym czasie. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle odnalazły się zapiski dzienne Iwaszkiewicza z lat 1922–1939. Nie chce mi się wierzyć, że pisarz, który prowadził dziennik od siedemnastego roku życia, nagle porzucił diarystykę na siedemnaście lat. Być może po prostu posiadał umiejętność gospodarowania swoją twórczością.

Nie przypominając Wigilii nowej Polski za życia, intuicyjnie przygotował jej wejście w obieg lat dziewięćdziesiątych XX wieku po pierwotnym ukazaniu się wiersza w książce poetyckiej Powrót do Europy. Zapoczątkował nią Iwaszkiewicz swoje zainteresowanie fenomenem Polski, którego rezultatem była też powieść o księciu Henryku Sandomierskim Czerwone tarcze (1934). Tematem istotnym pisarza stała się „metafizyczna tęsknota do zrozumienia rzeczywistości bytu, która się każdemu w pewnych chwilach odsłania”, jak twierdził Wincenty Lutosławski po lekturze opowiadania Młyn nad Utratą (1936). W latach trzydziestych XX wieku Iwaszkiewicza otwarcie fascynował katolicyzm, czego wyrazem jest zbiór poetycki Inne życie (1938).

Poeta świadomie czerpał ze źródeł chrześcijańskich i polskich. W Dzienniku w przypływie samorozpoznania i goryczy 9 lutego 1955 roku przyznawał się przed sobą: „Przecież to wszystko, co piszę, to mogło powstać tylko jako produkt kultury chrześcijańskiej, więcej – kultury katolickiej. Jestem największym pisarzem katolickim w chwili obecnej. Ale o tym nie tylko nikt nie wie w tej chwili, ale nigdy nie będzie wiedział. Może kiedyś powiedzą, że pisarzem katolickim – ale nigdy, że największym”.

Nieprzypadkowe są epizody współdziałania, zaraz po wojnie, Iwaszkiewicza z Wojciechem Bąkiem, twórcą manifestującym swój katolicyzm. Drogi obu jednak szybko się rozeszły, gdy Bąk, sekowany przez rodzime poznańskie środowisko, ale też satyrycznie obśmiewany przez młodego Tadeusza Różewicza, uwikłał się w konflikty z władzą.

Jak sądzę, Iwaszkiewicz nie chciał po 1945 roku przypominać, że u podstaw jego twórczości znajdują się niepopularne w przestrzeni oficjalnej „socjalistycznego państwa” idee. A Wigilia nowej Polski jest o tyle wyjątkowa, o ile dochodzi w niej otwarcie, jak w żadnym innym utworze Iwaszkiewicza, do utożsamienia narodu polskiego z chrześcijaństwem. Wizja absolutyzacji polskiej nacji dokonuje się w duchu chrześcijańskiego uniwersalizmu.

Iwaszkiewicz im był starszy, tym bardziej wierzył w to, że odcięcie artysty „od ojczystego gruntu” wyjaławia. W okresie powojennym podróżował po Europie i Ameryce Południowej, korespondował z Witoldem Gombrowiczem czy Mieczysławem Grydzewskim, ale nie wyobrażał sobie, że byłby w stanie udać się na emigrację.

Warto zatem przypomnieć o Wigilii nowej Polski zwłaszcza teraz, gdy o Iwaszkiewiczu przez ostatnich trzydzieści lat zwykło się myśleć bardziej kosmopolitycznie niż partykularystycznie, bardziej europejsko niż z uwzględnieniem perspektywy polskiej. Ta recepcyjna dysproporcja podsuwa przesłankę do postrzegania go poza kontekstem polskości, jakby nie chodziło o autora Podróży do Polski czy po prostu człowieka, który na koniec życia, w 1979 roku, został przyjęty w Watykanie przez Jana Pawła II, a wiadomo też, że papież przyjął od Iwaszkiewicza spowiedź i udzielił mu Komunii świętej. W willi na Stawisku jest sypialnia, zwana przez domowników „umieralnią”. Może do dziś na oparciu sofy stoi medal, który Ojciec św. podarował staremu poecie. A ten cieszył się, że Polaka wybrano na Stolicę Apostolską. Pytał retorycznie: „czym byłby on dla Mickiewicza, dla Słowackiego, dla Krasińskiego, dla Norwida, dla Matejki, dla Wyspiańskiego, dla Stanisława Brzozowskiego… Jakim sercem oni, ci nasi najwięksi, przyjęliby ten wyrok historii. Z osobą Jana Pawła II weszła w orbitę wszechświatowej polityki i globowych zagadnień historia i kultura polska. Karol Wojtyła zasiadł na tym tronie zbrojny w tysiącletnie doświadczenie europejskie swojego narodu i w krótkie, ale jakże intensywne doświadczenie swojego żywota”.

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.