Święty Mikołaj to nieszczęście. Ani na chwilę nie może z siebie zrezygnować. Od urodzenia święty Mikołaj tkwi w stroju świętego Mikołaja. Przeciska się przez komin w stroju świętego Mikołaja. Myje zęby w stroju świętego Mikołaja. Wchodzi do wanny lub pod prysznic w stroju świętego Mikołaja. Kręci się po mieście w stroju świętego Mikołaja. I w stroju świętego Mikołaja wraca wieczorem do domu i kładzie się spać. Otula się płaszczem, czapka zsuwa mu się na oczy. Grube skarpety i buty z kożuszkiem dopełniają reszty. Reszty cichego nieszczęścia. Śnią mu się niegrzeczni chłopcy. Zakradają się pod okno, używają niecenzuralnego słownictwa, po czym rzucają kamieniami i tłuką szyby. Święty Mikołaj pozostaje niewzruszony. Święty. Sen mija.
Na nic starania amerykańskiego kina, by świętego Mikołaja zdemoralizować. Nie wierzymy, kiedy święty Mikołaj pali w amerykańskim filmie papierosa, przeklina albo z kimś się szarpie. Daleko szukać: dyżurny święty Mikołaj polskiego kina, taszczący worek słabości Tomasz K., traktowany jest niepoważnie. Vide: Taniec z gwiazdami. Jeśli odniesie wiktorię nad Wiktorią G., będzie to dziejowy dowód na skalę żartu z polskiego świętego Mikołaja, zwanego – powtórzmy – Tomaszem K. I to dopiero będzie nieszczęście!
Nieszczęście świętego Mikołaja sytuuje się także gdzie indziej. Po tym wszystkim, co przyniosły światu ostatnie lata, mogło się zdawać, że już nie ten czas, żeby święty Mikołaj chodził sobie po świecie w lekkomyślnym stroju świętego Mikołaja. Fakt, w trosce o przyszłość dzieci pojawiają się tu i tam przypuszczenia, że święty Mikołaj dla utrzymania najwyższej pozycji w świecie wreszcie się przebierze. Trudno, żebym tu nie pomyślał, że świetnie by było, gdyby w rejonach nieprzychylnych świętemu Mikołajowi albo zgoła niebezpiecznych wystarczyło świętemu Mikołajowi powściągliwe przebranie się za redaktora „Twórczości”. Za duża czapka prozaicznie zsuwająca się na oczy, mroczne okulary, luźny płaszcz, gładki lub w pepitkę, czarny golf, zwisająca z płaszcza lub golfu niedbale zapięta torba, w środku laptop z plikami propozycji do następnego numeru, dżinsy, kolorowe lub nie skarpetki, obojętne jak wiersz wolny buty. Czy „twórczo zredagowanemu świętemu Mikołajowi” zapewniłoby to całkowitą nietykalność? Nie wszędzie. Na wschód od nas ktoś zajmujący się literaturą polską byłby niemile widziany, bo – po pierwsze – to literatura polska, a – po drugie – współczesna. A literatura współczesna jest wredna i niepewna – teraz hołubiona, za kilka lat może się okazać licha. I odwrotnie – teraz obśmiewana, za kilka lat może się okazać genialna. Zatem strój redaktora „Twórczości” byłby zbyt ryzykowny. Inne stroje, militarny, strażacki, medyczny, w jakikolwiek sposób naznaczone kontrowersyjną misją, byłyby wykluczone. Minęły lata, kiedy wielki jak słoń nadruk „Press” na plecach gwarantował tym plecom utrzymanie się przy życiu. Teraz tym bardziej budzi ciekawość pocisku.
Święty Mikołaj mógłby w swej świętości przebrać się za kogoś z epoki, ale nie za Chrobrego, tylko Wokulskiego. Nie za Jagiełłę, tylko Janka Muzykanta. Nie za Batorego, tylko Siłaczkę. Żadnych zwycięzców – tylko widowiskowo przegrani. Niemożliwe byłoby też przebranie się za sterczącego w drzwiach Wyspiańskiego, który skrycie obmyśliwa na weselu Wesele, Wesele – w przewrotny sposób naprawcze, Wesele – prezent dla Polski. Żałosne byłoby przebranie się świętego Mikołaja za lalkę z Lalki, a niecenzuralne przebranie się za lalkę po rozbiórce, nagą, obrażałoby świąteczne uczucia.
À propos cenzury to pogranicznicy nieprzychylnych świętemu Mikołajowi państw mogliby świątecznie przymknąć na niego oko, pobłażliwie ocenzurować i pozwolić mu się przebrać za jakiegoś bohatera narodowego niemiłego kraju, dzięki czemu po przekroczeniu granicy rozdałby sekretnie dzieciom (by przeżyły święta) drobne drony. Już widzę tego świętego Mikołaja. Na plecach worek jak tir. Stoi przed szlabanem. Drapie się po czapce z pomponem: wpuszczą go czy nie? Fotki obiegają kulę ziemską z prędkością reniferów i dają asumpt do wielce pożądanej, i nie tylko świątecznej, debaty. Czy święty Mikołaj ma granice? Jaki z niego pożytek? Większy, gdy jest blisko ludzi i popełnia błędy, jak chce kino amerykańskie i Tomasz K. z Polski, czy jednak, gdy jest „mniej ludzki”, świeci z oddali przykładem, czyli świętością, jak światła przeciwmgielne, i rozwiewa wszelkie mgły, wątpliwości i relatywizmy? Świętość to rodzaj myślenia. Świętość jest mądra.
Jak ta debata, np. na forum ONZ, by się rozwinęła, gdybyśmy zadali pytanie fundamentalne: czy święty Mikołaj jest wolny? Bo myślę, że jego nieszczęście polega m.in. na tym, że jest pierwszym niewolnikiem świata. Ma być, diabli nadali, dobry i już; przynosić, cholera, radość; gładzić brodę i uśmiechać się pod wąsem; słuchać tych samych wierszyków; służyć dzieciom, ludziom i społeczeństwom. Boże, jak tak można? Ile jeszcze? Za jakie grzechy? Co na to ONZ?
I żeby nie było tylko dyplomatycznie i o jednej „stylówce”, to, przepraszam, zmieńmy ton, co? Cenzura bezradnej epoki niczego nie zabrania. Ostatecznie – a słowo „ostatecznie” jest tu na miejscu – wyobraźmy sobie jeszcze jednego świętego Mikołaja, nieważne, że świętego. Błądzi w jakimś tam Charkowie, ważny, przebrany za nikogo w jakieś szare szmaty, okutany nie wie w co, nieważne, niełatwy z niego łup, śpi na zawszonym materacu, śmierdzi, budzi się od bomb nad ranem, patrzy czujnie przez okno, skąd tu w nim jeszcze szyby, deszcz, zerka w uważną komórkę, znów zabite dzieci, nic nie dostaną.