12/2021

Wacław Holewiński

Nostalgia Máraiego

Sándor Márai od wielu, wielu lat jest pisarzem w Polsce niezmiernie popularnym. Ponad trzydzieści tomów jego prozy, opowiadań, dramatów, wspaniałe Dzienniki – to wszystko musi budzić pytania: dlaczego właśnie on, co takiego jest w jego twórczości, że z każdym rokiem rośnie rzesza zwolenników jego pisarstwa? Zadziwia to tym bardziej, że nie jest to proza „nowoczesna” – odwrotnie, Márai to raczej pisarz tradycyjny, pisarz „obrabiający” wątki stale obecne w literaturze. Dojrzewanie, miłość, rodzinę, zmierzch starego świata, śmierć, życiowe złudzenia, przemijanie, polityka – nie ma tu eksperymentów, nie ma intelektualnej nadbudowy, abstrakcyjnych rozważań. Ale może właśnie czystość tej prozy, jej krystaliczność, przejrzystość są tym walorem, który powoduje, że to pisarz wciąż współczesny. Ten, z którym czytelnik potrafi się utożsamić, do którego może się zbliżyć, zobaczyć w bohaterze siebie, może rodziców, dziadków, kogoś z kręgu znajomych.

Stara miłość, obszerny tom, czterysta stron, to wybór z ponad tysiąc pięciuset stronicowego wydania węgierskiego, w którym pomieszczono wszystkie opowiadania Máraiego. Tłumaczka i autorka tego wyboru, Irena Makarewicz, podzieliła książkę na trzy części. Pierwsza obejmuje lata 1916–1927, najwcześniejsze w twórczości pisarza, okres dojrzewania i pierwszej emigracji do Europy Zachodniej. Druga – lata 1928–1937, to czas powrotu na Węgry, początkowe sukcesy, publikacje w wielu czasopismach, debiut książkowy (i szybko kilka kolejnych książek). I wreszcie lata 1938–1947, gdy jest już uznanym pisarzem, docenianym, ale to także czas wojny i wymuszonej emigracji, Márai, rocznik 1900, pierwsze opowiadanie publikuje w roku 1916, ma więc ledwie szesnaście lat (debiut dziennikarski jest o rok wcześniejszy). Publikuje je dzięki swemu mentorowi i mistrzowi, Dezső Kosztolányi’emu. I wyraźnie pobrzmiewają w nim wątki toczonej właśnie Wielkiej Wojny.

Opowiadania autora Krwi świętego Januarego są z reguły krótkie, pięć, siedem, dziesięć stron. Ale jest jedno, może to nawet mikropowieść, znacznie obszerniejsze – Podróż Metropolem, osiemdziesiąt stron. Warto się przy nim przez chwilę zatrzymać. To opowieść o dojrzewaniu, błyskawicznym dojrzewaniu, dziewiętnastoletniego Kurta Müllera, popełniającego zbrodnie na transocenicznym statku Metropol, „gdzieś pomiędzy Bombajem a Hamburgiem”. Ten statek to tygiel narodowości, Francuzi, Niemcy, Rosjanie, Hiszpanie. I wszyscy oni zmierzają do Europy, w której właśnie rozpoczyna się wojna. Nie będą w niej kibicami. To także tygiel społeczny, od najbiedniejszych, takich jak bohater opowiadania, gnieżdżących się na „dnie piekieł”, w smrodzie, chorobie, obok rodzącej kobiety, do arystokratów z górnego pokładu brzydzących się plebsem, gotowych na strzelanie do nich. Jak w soczewce widać w tym tekście to, co uwrażliwia młodego pisarza: nędzę, odrzucenie, człowieczeństwo (albo jego brak), pacyfizm. I bunt podrywający odrzuconych, ich własna rewolucja, która burzy zastany porządek.

W pewnym momencie Márai przerywa narrację, wtrąca – nie wiem, jak to określić – swoje własne przeżycie z tamtego czasu? Swój nastrój, stan ducha? Przyznaje się, że nie potrafi „uczciwie” zakończyć tekstu, że musi odczekać, że nie nadszedł właściwy moment. To zadziwiający, nieoczekiwany przerywnik. Literackiej uczciwości? Braku wiary? Depresji? Trzeba też powiedzieć, że tekst w kilku miejscach wymaga od tłumacza własnych dopowiedzeń, wyjaśnień. Na nic przekład literalny. Najpewniej dlatego, że to utwór nie do końca zamknięty, pozwalający na kilka interpretacji – nie w sensie logiki, ale wieloznaczności słów czy zwrotów.

Innym opowiadaniem, nad którym warto się zatrzymać, jest krótki tekst Rosyjscy goście. Márai robi literacką zbitkę dwu postaci, które spotykają się w Paryżu w roku 1926. Obaj wybrali się do bolszewickiej Rosji. Pierwszy, przedsiębiorca, a więc burżuj, który tę sowiecką Rosję chwali – bo normalizuje się, bo handel, bo wolność słowa, etc., etc. I drugi, komunista, który mówi o swoim rozczarowaniu – o upadku rewolucyjnych ideałów… Znając życiorys autora Żaru, miałem wrażenie, że to jego osobiste rozliczenie krótkiego czasu fascynacji rewolucją. Dla jasności, żaden z narratorów nie mógł być bliski autorowi. Warto na to opowiadanie, także na kilka innych, zwrócić uwagę, również ze względu na jego formę. Bo nie jest to opowiadanie w klasycznym rozumieniu tego słowa. Nie ma tu narracji, dialogów, zbudowanej akcji. Dzisiaj raczej klasyfikowano by ten utwór do kategorii reportażu.

Márai potrafi być zabawny, humorystyczny. Żartobliwe opowiadanie Kulturalny rozmówca to zbiór powiedzeń na każdy temat: śmierć, podróż, pieniądze, miłość. Pewnie mógłby je mnożyć i mnożyć. Wszyscy, pewnie nieświadomie, powtarzamy te zwroty, frazesy, szablony:

– Dla niego to i lepiej.

– W sobotę jeszcze tu siedział.

– Widziałem go jeszcze w poprzednim tygodniu, miał na sobie szare ubranie.

– Właściwie, jak się nad tym zastanowić, to była piękna śmierć.

– Jemu jest już dobrze, nie musi sobie łamać głowy.


I jeszcze kilkanaście takich zdań o śmierci. Pozwalają ją oswoić? Pogodzić się z nią? Dodać otuchy?

Wspomnienie z Kassy – nostalgiczny powrót do miasta dzieciństwa. Węgierskie Kassy to Koszyce, rodzinne miasto Máraiego. Przez lata nie wracał do niego, pracowała za to wyobraźnia. To w niej zmieniały się ulice, boisko zabudowano gmachem policji, znikali ludzie, zbudowano lotnisko „z którego można polecieć choćby i do Batawii”. Ale przecież tych obrazów nie da się wyrzucić z pamięci, nie da zapomnieć. Tkwią w nas, jak cierń, przeplatają dobre i złe chwile.

Sporo w tych opowiadaniach wątków dzieciństwa, młodości, dojrzewania, buntu. Symptomatyczne, że kończy ten wątek opowiadanie Klucz, w którym narrator, bohater, przypadkowo wchodzący w posiadanie symbolicznego klucza, ma szansę powrotu do dzieciństwa, ale – to już uwaga kibicujących mu obcych – boi się tego. Jak wszyscy zresztą, których klucz pasuje do tego zamka.

Jest coś, na co jeszcze warto zwrócić uwagę w opowiadaniach Máraiego. Odchodzenie. Mam wrażenie, że od zawsze czuł się człowiekiem dojrzałym, a prędko wręcz starym (co i rusz pisze o tym w Dziennikach). Śmierć nie jest niczym szczególnym w nowelach autora Wyznań patrycjusza. Czuje się jej obecność, oswajanie od pierwszych stron, a kończy najpiękniej opowiadanie Rola. To wspaniałe utożsamienie sztuki, spełnienia, ale i nieuchronnego końca. Umrzeć na scenie, w wielkiej kreacji, w spełnieniu. Marzenie każdego twórcy. No może nie każdego, wielu.

Nostalgia. Tak, to właściwe słowo dla tych opowiadań, może w ogóle dla twórczości tego wybitnego pisarza. Zmierzch zastanego świata, jego upadek, gruzowisko. Świat na oczach Máraiego zmieniał się gwałtownie, znikały państwa, zmieniały się granice, systemy polityczne, ciągnęły się wojny, jedną opresję zastępowała inna. Trwała za to pamięć, pisarskie drożdże. Obrazy, czasami ledwie obrobione, ot, kartka w życiorysie, ulica, sklep, jakiś człowiek, czasami symboliczne, prawie współczesne ogłoszenie matrymonialne (niemal jak dzisiejsze portale randkowe, i tam, i tu można kłamać do woli), niekiedy żartobliwe przepychanki, a zaraz potem rodzinny dramat, kłótnia, zbrodnia.

Stara miłość to fresk; Márai skondensowany, jeszcze niepoukładany, dojrzewający, potem coraz bardziej ten, którego zdążyliśmy poznać. W roku 1947 napisze ostatnie opowiadanie. Nigdy później nie wróci już do tej formy.

Sándor Márai: Stara miłość
przeł. Irena Makarewicz
Czytelnik
Warszawa 2020 s. 468
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.