10/2023

Adam Poprawa

Notatki z cywilizacji parapiśmiennej

Niektórzy lubią kulturę. Łatwo sparafrazować sławny wiersz Szymborskiej – gorzej, że pozostałaby szacowana przez poetkę proporcja. „Będzie tych osób chyba dwie na tysiąc”. Oczywiście mówimy o kulturze wysokiej, nie zaś o tej ze skądinąd zasadnych definicji pojęcia, w myśl których kultura to praktycznie wszystko, co myślimy, robimy, czujemy w ukształtowanym przez nas materialnym i duchowym świecie. I nie spieszmy się może z rozstrzyganiem, czy kultura wysoka to szczyt czy raczej fundament kultury rozumianej najszerzej.

Czterdzieści lat temu z okładem zastanawiał się Miłosz nad klasycyzmem, fascynującym, a jednocześnie drażniącym poetę dwudziestowiecznego (a nie pytam, co z dzisiejszym). „Klasycyzm jest dla niego rajem utraconym, bo zakłada wspólnotę wierzeń i odczuwań, łączącą poetę i jego odbiorców. Z pewnością poeta nie był wtedy izolowany od «wielkiej ludzkiej rodziny», choć oczywiście była to rodzina niewielka, skoro niepiśmienna ludność wiejska, stanowiąca ogromną większość mieszkańców kraju i całej Europy, była znakomicie obojętna na system aluzji do Homera czy Horacego”. A kysz, a kysz! Już słyszę dzisiejszych chłopomanów (bo ten wędrowny motyw akurat powraca) zakrzykujących konstatację Miłosza, że taka klasistowska. Gadanie. Piękny jest przecież ten wypis z Miłosza, który chce pozostać w micie, ale nie rezygnuje z trzeźwości spojrzenia. A przypomnieć warto, gdyż teoretycznie piśmienna ludność wiejska, miejska i przedmiejska, czyli ogromna większość populacji polskiej, europejskiej i światowej, nadal jest znakomicie obojętna na system wysokokulturalnych aluzji.

W latach wczesnych siedemdziesiątych minionego wieku TVP pokazała europejski (włosko‑jugosłowiańsko‑niemiecko‑francuski) serial z 1968 roku, zrealizowany na podstawie Odysei. Żadne filmowe arcydzieło, zgrabna i przyjemna dla oka ekranizacja fabuły, naprawdę starannie zrobiona. Jak można było się przekonać w tramwajach, poczekalniach i zakładach pracy, lud polski nie za bardzo kojarzył epos Homera, film – a telewizję się wtedy oglądało powszechnie i żywo nazajutrz komentowało – uznany został za w najlepszym wypadku dziwny, no bo co to, panie, za bajędy z jakimiś czarami i potworami.

Zamiast więc zastanawiać się nad zmierzchem skryptualności, nad czasami postpiśmiennymi, może warto trochę pogłówkować na temat społeczeństwa – jak zawsze – parapiśmiennego? Jasne, są różnice między analfabetyzmem dominującym w wieku XVI (Miłosz pisał o Kochanowskim) a powszechnym obowiązkiem szkolnym dzisiaj. Ale jaskrawość tej różnicy nie jest jednak taka prosta. Jeszcze w końcu XVIII wieku – tak przynajmniej tłumaczy się mizerny stan ortografii w listach Mozarta – skomplikowanymi regułami pisania posługiwali się swobodnie jedynie zawodowi literaci… Wysoka kultura, jak za poetów Plejady i Kochanowskiego, jak w czasach oświecenia, jak wreszcie w wieku XXI – jest sprawą elit. Listy lektur, matury, wielokrotne wysokonakładowe wydania klasyków, ba! studia polonistyczne – może to wszystko jest jedynie pozorem, żebyśmy przynajmniej lepiej jako ludzkość wyglądali?

Jeśli przesadzam, to na pewno nie bardziej niż wizjonerzy od epoki postpiśmiennej i już rzekomo trwającej supremacji sztucznej inteligencji. Szczegóły szkodzą wizji (no chyba że się jest świętym Janem i pisze akurat Apokalipsę, olśniewającą wizję składaną z absolutnie rewelacyjnych szczegółów obrazowych i językowych), tak więc albo są w niej pomijane, albo z wybranych detali robi się hiperbole. Niemniej szczegóły są przydatne, wolę więc zostać przy nich.

[…]


[Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

Jacek Dukaj: Po piśmie
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2019, s. 416.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2022 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.