We Włoszech był Iwaszkiewicz od 7 lutego wieczorem, najpierw w Rzymie, gdzie 8 i 9 lutego spotkał się z Reną Jeleńską, a 10 i 11 lutego brał udział w posiedzeniach Wspólnoty Europejskich Pisarzy; 13 lutego przed południem ponownie widział się z Jeleńską, a późnym wieczorem opuścił Rzym, by nazajutrz o 9.52 przybyć do Taorminy i ulokować się w hotelu Metropol. Po obiedzie udał się na spacer do Teatro Antico. Wróciwszy do pokoju, zasnął o ósmej wieczór. 14 lutego, w dniu napisania Starości, poszedł z rana do Giardino Publico, gdzie jego uwagę przykuły piękne synogarlice: „Wołają one tak samo – pisze w dzienniku pod datą 15 lutego – jak synogarlice cioci Didkowskiej w Ilińcach. I nagle cały tamten świat sprzed sześćdziesięciu lat wynurza się tak plastycznie i wyraźnie. Można by narysować stołowy pokój, kanapę krytą włosieniem czy ceratą i tę klatkę nad nią, w oknie, gdzie wisiały synogarlice. I ten okrzyk, okrzyk mojego dzieciństwa: «ku‑kru! ku‑kru!»”.
Po południu przyglądał się zabawie karnawałowej, po czym ogłuszony hukiem petard wrócił do hotelu i napisał Starość – za jednym posiedzeniem przy nocnym stoliku z porcelanowym urynałem. Zapisał to opowiadanie w miejscu nieoczywistym, w zeszycie zatytułowanym Gniazdo łabędzi
W dzienniku Iwaszkiewicza nie ma żadnej wzmianki na temat tego utworu, tylko w kalendarzu pod datą 14 lutego 1961 widnieje zapis: „Napisałem Starość”. Dlaczego nie ogłosił tego opowiadania? Zapomniał, gdzie jest rękopis, a tytuł zeszytu nie szedł w sukurs pamięci? Może istniał inny powód, trudny dzisiaj do odgadnięcia?
W spóźnionej o sześćdziesiąt pięć lat publikacji Starości widzę pomyślny układ zdarzeń. Gdyby wyszła drukiem w roku 1961, nie zrobiłaby szczególnego wrażenia, będąc jeszcze jednym utworem Iwaszkiewicza, następującym po Wyborze opowiadań (1960), współwystępującym z Kochankami z Marony (1961) i Rozmowami o książkach (1961), a poprzedzającym Gniazdo łabędzi (1962); natomiast teraz, w roku 2026, może na sobie skupić całą uwagę sympatyków jego pisarstwa.
Starość brzmi zaskakująco aktualnie, jakby została napisana wczoraj. Stanowi jeszcze jeden głos w dyskusji na temat ludzi starych i ich prawa do godnego życia niezależnie od wieku, stanu zdrowia czy woli rodziny.
Jest też Starość opowiadaniem z psem, napisanym przed Opowiadaniem z psem, tyle że tutaj pies nie jest tak demoniczny, może być natomiast postrzegany jako symbol wspólnej, opłakanej doli ludzi i zwierząt, jako swoiste alter ego narratora.
Jest również Starość opowiadaniem z Rzymem w tle, ale o ile w Sławie i chwale czy w Voci di Roma Wieczne Miasto stanowi miejsce akcji, o tyle tutaj jest wspomnieniem, marzeniem, złudnym celem życia, dowodem wyższości nad tymi, którzy nigdy w nim nie byli i nie znają smaku rzymskiej kawy.
Przede wszystkim jednak utwór ten jest przejmującym studium starości i umierania. Nie sposób znaleźć w całym dorobku literackim Iwaszkiewicza drugiego takiego bohatera jak narrator Starości. Są starcy – jak choćby Tadeusz Zamoyłło z Pasji błędomierskich czy stary Myszyński ze Sławy i chwały – ale tu jest starość, nie starcy, starość jako przedproże śmierci, i jest tutaj człowiek doświadczający starości jako czegoś wobec siebie zewnętrznego i obcego, czegoś, po czym nieuchronnie przychodzi śmierć – największa tajemnica życia. Nikt nie rodzi się stary, ba, nikt w gruncie rzeczy nie jest stary, starość dosięga tylko ciała, psyche zawsze jest młoda, toteż stary człowiek ze zdumieniem spostrzega, że ludzie traktują go jako kogoś innego niż jest.
A wszystko opowiedziane niby zwyczajnie, niby nieporadnie, niby chaotycznie. Ale nie dajmy się zwieść. Trzy tygodnie przed napisaniem Starości Iwaszkiewicz zanotował w dzienniku:
„Niedawno Marysia (po przyjęciu dla dramaturgów radzieckich) powiedziała z Dostojewskiego: Miał szczere oczy człowieka, który nie kłamie.
Na to Hania powiedziała: On wszystko wiedział. I Czechow wszystko wiedział.
Ja: Iwaszkiewicz też wszystko wiedział.
Marysia: Jak można żyć, zastanawiam się, kiedy się wszystko wie?
Ja: Bo ja udaję, że nic nie wiem”.
