10/2021

Anna Mochalska

Poetyckie podziemie

Najnowszy tom Anny Nasiłowskiej, Sztuczne światła, wychodzi do czytelnika wprost z podziemia. Razem z autorką na scenę wiersza wkraczają bohaterowie oślepieni halogenami, cały czas w ruchu, pośpiechu. Podziemie należy tu rozumieć bardzo dosłownie. Jak na okładce tomu napisała Anna Piwkowska: „Metro, w którym rozgrywają się współczesne scenki rodzajowe, to swoisty mikrokosmos. W tym tyglu mieszają się światy, […] w oknach podziemnej kolejki migają sztuczne światła […]”. Anna Nasiłowska, jedna z pasażerek tej podziemnej kolejki, spisuje poczynione obserwacje. Przygląda się z uwagą pasażerom, tworzy ich fikcyjne biogramy, zastanawia się nad relacjami mieszkańców tego płynnego, nietrwałego świata. Choć rzeczywiście główną przestrzenią spotkania staje się tu metro, w szerszym ujęciu jest to po prostu poezja drogi. Postaci zmieniają się jak w kalejdoskopie; z metra przesiadamy się do autobusu, z autobusu do tramwaju, a dalej – podróżujemy przez życia własne i innych ludzi. Dynamika oznacza tu nie tylko ruch, lecz także wynikającą z tego ruchu zmienność. Z trzech zasad dynamiki Newtona Nasiłowką interesuje przede wszystkim zasada akcji i reakcji, wzajemne oddziaływania ciał, które nie mogłyby się spotkać w innych okolicznościach. A skoro spotkały się w tych, okoliczności tego spotkania domagają się poetyckiej uwagi.

Nasiłowska nie tylko obserwuje aktorów zmieniających się na scenie na szynach, lecz także przygląda się samej scenie, jej potencjałowi. W wierszu Agora tak opisuje to dzisiejsze miejsce zgromadzeń:

współczesna agora jest ruchoma

to wagon metra

miejsce spotkań wszystkich

i innych

poglądy i stanowiska

bezpowrotnie topią się

w huku i ciemności


To, co różni starożytny rynek od metra, to przede wszystkim niemożność realnej wymiany poglądów. Hałas to tylko słaba wymówka dla braku uwagi, niedostatecznej otwartości, niechęci do rozmowy. W wagonie mównica nie stoi w centralnym miejscu placu – każdy zabiera głos z pozycji miejsca, które aktualnie zajmuje. Na ironię zakrawa fakt, że komunikacja miejska to zatem przestrzeń niespotykanego nigdzie indziej komunikacyjnego chaosu. Tłum, pośpiech, wielość miejsc docelowych pomimo tego samego kierunku podróży – to wszystko nie sprzyja nawet pojedynczym relacjom, tym bardziej więc nie ułatwia budowania wspólnoty, tworzenia – nawet tymczasowej – społeczności. Poezja pisana w tej „współczesnej agorze” też różni się od powstałej na powierzchni, czemu poetka daje wyraz w wierszu o znamiennym tytule Nieboska:

nie mam czasu by odpowiedzieć

właśnie myślę

nad chaosem a nie logosem

i nad nieboską

poezją metra

ciemną tłumną

w pełni mobilną

pełną pyłu

milionów stóp

w entropii


Choć opisywana przez poetkę przestrzeń jest jak najbardziej realna, współczesna i dostępna dla potencjalnego czytelnika, okazuje się tylko punktem wyjścia dla wiersza, który rozpędu nabiera już poza wagonem metra, czy to przenosząc się do domów i mieszkań bohaterów, dając nam wgląd w ich prywatne światy, czy też pozwalając działać wyobraźni, która dopowiada ich życia, problemy, relacje. Nasiłowska z jednej strony tę przestrzeń uniwersalizuje, sięgając po motywy i konteksty silnie obudowane kulturowo, a z drugiej zaciera jej wyraźnie granice, wprowadzając wątki fantastyczne lub mityczne. Czasem świat pod ziemią przenika się z tym nad ziemią, a to nieoczekiwane spotkanie przypomina podróż Alicji do Krainy Czarów (jak w wierszu Pejzaż). Przede wszystkim jednak należy myśleć o metrze jako o lustrzanym odbiciu otaczającej nas rzeczywistości. Wszystko, co znamy z codzienności, przedostaje się i tu, a nawet intensyfikuje, gdyż musi się zmieścić w ograniczonej przestrzeni wagonu. Lustrzane odbicie rzeczywistości trochę ją wykrzywia, pewne elementy wyostrza, inne niweluje. Chociaż świata nie widzimy przez żadne okno czy świetlik, ten nie znika w trakcie podróży. Wspólną cechą tego, co nad ziemią, i tego, co pod ziemią, jest tęsknota bohaterów za jeszcze inną przestrzenią, której nie doświadczają ani a metrze, ani w mieście. Pęd nie wynika tu z szybkości, ruchu czy zmienności. Pęd to ludzie, a zatem ich pragnienie spokoju, kontemplacji, ucieczki wydaje się właściwie niemożliwe do spełnienia, nieosiągalne („podobno istnieje gdzieś przestrzeń / lasy góry morza / krąży taka miejska legenda”; ze wspomnianego już wiersza Pejzaż).

Skoro powiedzieliśmy, że świat podziemny jest lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w przestrzeni miasta, naturalne jest też, że odbijają się w nim nie tylko postaci, lecz także otoczenie. Innymi słowy to, co dzieje się w rzeczywistości opisywanych bohaterów, przenika do metra, towarzyszy im w podróży czy to do pracy, czy do domu, czy bez celu. Najnowsza książka Anny Nasiłowskiej ukazała się w tym roku, a zatem dokumentuje niemal rok istnienia świata zmagającego się z pandemią, od samego początku, od pierwszych niepokojących wiadomości napływających ze Wschodu („zaraza to w tym wypadku / tylko kiepska metafora / gdy na ekranach wiadomości / o groźnym wirusie z Chin”; z wiersza Ruch). Teksty uwzględniające ten bardzo aktualny i dotykający wszystkich problem są najmocniejszą stroną tej książki. Zmysł obserwacyjny Nasiłowskiej pozwala jej skoncentrować się nie tylko na jednostkach, lecz także na towarzyszących im kontekstach, problemach, okolicznościach. Poetka, wyczulona na indywidualne tragedie, nie może przejść obojętnie obok takiej, która dotyka wszystkich pasażerów. Wspólnota podróżnych, jawiąca się wcześniej jako niemożliwa, okazuje się osiągalna, ale spoiwem – zupełnie niespodziewanie – staje się strach, co dokumentuje wiersz Epidemia.

w pustym wagonie metra

jedzie postać w masce

i lateksowych rękawiczkach

stacja

wsiada następny pasażer

z nieosłoniętą twarzą

krótki kaszel

przerażenie

opada cicho jak śnieg

który nie spadł tej zimy


Pozornie jednoczący lęk izoluje nie tylko od jego źródła, lecz także od wszystkich i wszystkiego. Nieoczekiwana wspólnota zbudowana na strachu już w momencie zaistnienia skazana jest na klęskę. W tym kontekście ciekawie wybrzmiewają przytoczone wcześniej wersy wiersza Pejzaż: „podobno istnieje gdzieś przestrzeń / lasy góry morza”. Ziemia obiecana, nawet wcześniej niemal nieosiągalna, oddala się jeszcze bardziej. Żadna podróż nie może zbliżyć do świata właściwie zakazanego, od którego odgradzają teraz nie tylko ściany wagonów, lecz także ściany domów, mieszkań, granice miast. Pęd podróży, niedający się zrozumieć także w świecie przed epidemią, w świecie dotkniętym zarazą całkowicie traci sens. Tytułowe sztuczne światła to nie jedyne nieprawdziwe elementy tego świata. Sztuczny jest tłum, pozorowany jest ruch, symulowany jest cel. Sztuczne światła to dokumentacja porażki w każdej niemal sferze życia.

Anna Nasiłowska pisze bardzo prosto, jasno i klarownie; da się czytać te wiersze w takim samym pędzie, jaki towarzyszy jeździe metrem. Autorka stosuje minimalną liczbę poetyckich środków, koncentrując się na wiarygodnym, rzetelnym opisie. Jej pomysł na uczynienie osią książki wagonu metra i skupienie uwagi na przygodnie spotkanych osobach nie jest nowatorski, ale w tych szczególnych okolicznościach jest czymś, czego wielu czytelnikom z pewnością brakuje. Coś, co niemal machinalnie wielu z nas robiło na co dzień – przyglądanie się mijanym ludziom, bezwiedne wyłapywanie strzępków rozmów, nawet mimowolne uczestniczenie w życiu nieznajomych – jest teraz niemal niemożliwe, a przynajmniej bardzo ograniczone. I nagle okazuje się, że możemy za tym tęsknić. Tę tęsknotę mogą nieco zniwelować najnowsze wiersze autorki Żywiołów Ciemnych przejść. I z tego powodu warto po Sztuczne światła sięgnąć.

Anna Nasiłowska: Sztuczne światła.
Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa 2021, s. 80.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.