07-08/2021

Piotr Michałowski

Psalm jako pejzaż.
Anatomia wyobraźni Tadeusza Nowaka

W psalmach Tadeusza Nowaka bardziej niż ich ideowy wymiar – z kompleksem „zdrady” i rozdwojenia między wiejskim pochodzeniem a statusem miejskiego inteligenta, z refleksją religijną, etyczną, antropologiczną czy ekologiczną – fascynuje mnie wirtuozowska technika poetyckiej kreacji – mocno zakorzenionej w obrazowym konkrecie, a wyrastająca w niebo sakralnych, etycznych i metafizycznych uogólnień. Jest bowiem Nowak mistrzem pejzażu, mogącym się równać z Przybosiem, choć jakże odeń różnym jako kreator przekraczający inne granice mimesis. Ciekawszą przygodę czytelniczą daje mi zatem perspektywa mikrologiczna i (przywołując tytuł książki Piotra Sommera) „smak detalu”.


Obrazy i symbole
Światy przedstawione i współprzedstawione psalmów Nowaka są collage’em albo mozaiką motywów niejednorodnych, przenikających się obrazów i symboli, między którymi toczy się gra, ale ich repertuar jest „zawęźlony wokół kilkudziesięciu obrazowych kluczy”1, które należy zbadać. Podjąłem się tego zadania, uznając, że nie wystarczą powierzchowne rozpoznania krytyków, przypisujących Nowakowi związki z poetyką imażynizmu Jesienina czy nadrealizmem, i sporządziłem słownik najważniejszych symboli z uwzględnieniem wariantowych użyć. Ujawnię tu jedynie jego fragmenty, by przykładowo wskazać na ich semantyczne rozchwianie i składniową wielospójność, zagarniającą rozległe sensy, zarówno dla całego cyklu stałe, jak i migotliwie zmienne w poszczególnych utworach. Kreator porusza się między sensorycznym doznaniem a lamusem symboliki narosłej w tradycji biblijnej, mitologicznej, literackiej i ludowej, a także w języku przysłów i potocznej frazeologii. Sięga po motywy zarówno wciąż przydatne, jak i wymagające odświeżenia, dla których szuka nowych zastosowań. Pole dezautomatyzacji wydaje się jednak ograniczone, gdyż często słowa zostają bezpowrotnie odcięte od swych pierwotnych znaczeń i awans dosłowności do symboliki okazuje się nieodwracalny, a prawie każda próba wyjścia z labiryntu własnego języka poetyckiego, czy też prywatnej zawiłej mitologii – daremna. Przyjrzyjmy się najważniejszym symbolom.

Jabłońjabłko to najprostsze i oczywiste odniesienia do Księgi Rodzaju, a raczej do jej swojskiej interpretacji, gdzie zastępują nieokreślony biblijny „owoc”, łącząc motywy Raju i grzechu pierworodnego z obrazami polskiego sadu. Inaczej funkcjonują zwierzęce motywy przyrodnicze. Wilk nigdy nie występuje w znaczeniu dosłownym, lecz służy za alegorię pokolenia Kaina i zła zakorzenionego w rodzaju ludzkim, będącego nieuchronną skazą człowieczeństwa. Figura ta przywodzi szereg frazeologizmów i przysłów: z „homo homini lupus est”, „wilkiem patrzeć”, z „ciągnięciem do” i „wywoływaniem z lasu”; ale pojawia się jeszcze w splocie mitologii rzymskiej z Biblią, kiedy wilczyca karmi zamiast Romulusa i Remusa „z dwojga piersi to w zmierzchu i to w jutrzni plemię” (Psalm gościnny) – czyli pokolenia Kaina i Abla.

Są jednak przedstawiciele fauny oderwani od swych znaczeń utrwalonych w języku i kulturze, a zwłaszcza od tradycji bajki ezopowej, i mimo nieuchronnych konotacji tworzą prywatną mitologię poety. Mysz dość nieoczekiwanie staje się symbolem ściśle związanym z sacrum lub jego antytezą. Jej znaczenie waha się między skrajnym panteizmem, pogańskim animalizmem a chrześcijańską herezją – gdy np. w Psalmie o białej broni „kotna mysz” zastępuje Matkę Boską. Prócz tego jednak w przedstawieniach realistycznych pozostaje zgodnie z przysłowiem metonimią strachu, małości lub nędzy. Szczególną rolę odgrywa również kret – jako alegoria pamięci ziemi, której służy za kronikarza a w Psalmie majowym spisuje „mrówek i traw drobne sprawy”; wie najwięcej o trawie (motywie równie częstym i symbolicznym), gdyż zna ją od korzeni. Jest więc archeologiem i ekspertem od historii, ale ponadto – łącznikiem ziemi z zaświatami, gdyż aktywizuje skojarzenia funeralne. Poza tym paradoksalnie – jak u antycznych wieszczów – jego ślepotę rekompensuje dar jasnowidzenia.

Piórko bywa symptomem obecności sacrum, czyli epifanią – jako pochodzące ze skrzydła archanioła, ale kiedy indziej – przysłowiową metaforą lekkości duszy, wywiedzioną oczywiście z Mickiewiczowskiego „puchu marnego” (dziś powiedzielibyśmy: antyfeministycznego stereotypu). W Psalmie o wodach czystych oznacza ponadto prześwit dający wgląd w sferę niematerialną i aletheię, pozwalającym na kontakt z Transcendencją; jest narzędziem poznania pozazmysłowego, magicznym instrumentem rozbudzającym wyobraźnię, chciałoby się rzec: imagineskopem2.

Biel jako barwa licznych przedmiotów staje się medium spokrewniania wielu znaczeń i łatwo ożywia sensy naddane: oczywiście chodzi o czystość, niewinność, ale też śmierć, kalectwo i szpital. Znajdziemy więc „nad lilię bielszą twarz” (w Psalmie zawszonym) i „koniczynę wiecznie białą” (w Psalmie o zabitym wrogu). Poeta zwykle przestrzega zasady równoległości znaczenia dosłownego, czyli w tym wypadku optycznego (barwy) z symbolicznym: jako nieśmiertelnością, śmiercią, tajemnicą i sacrum. Porusza się po rozległym polu sematycznym, co świetnie demonstruje w Psalmie zabandażowanym długi łańcuch „białych” asocjacji: bandaż – szpital – dusza amputowanej nogi – anioł – Boże Narodzenie – śnieg. Natomiast Psalm nad śnieg bielszy zawiera w nagłówku parafrazę biblijnego psalmu 51 (50) i nawiązanie to utrwalił również tytuł jednego z wyborów poezji Nowaka3.

Brzoza, podobnie jak „piórko” i „biel”, z przyrodniczego konkretu odsyła poza krajobraz. Czasem oznacza pamięć o śmierci, gdyż przywodzi brzozowy krzyż na mogile, jednak częściej – sen i chodzi tu o całkiem realny związek z odpoczynkiem w cieniu drzewa. Zdarzają się jednak metonimiczne odwrócenia tej sytuacji: by „napoić snem brzozy”, „sen w naciętą wszedł brzozę” (Psalm o nożu w plecach). Ponadto nacięta brzoza wypuszcza sok będący lekiem na suchoty (w Psalmie o majowym lesie) i wreszcie biała jej kora parokrotnie staje się bandażem lub całunem, który niekiedy – jak w Psalmie zbójeckim – skrywa cierpienie Chrystusa.

Sól pojawia się w kilku rozbieżnych kontekstach aktywizujących kontrastowo wartościującą frazeologię: „sól ziemi”, „sól na rany”, „sól w oku”. Podwójność sensów, czasem ich ambiwalencja ujawnia się w licznych utworach. Przykładowo w Psalmie macierzyńskim „kobieta w drewno sypie sól”, a więc niszczy materiał, ale wcześniej mowa jest o śniegu na drewnie, zatem sól służy do odśnieżenia, czyli przeciwnie – ochrony drewna. Jednak ponadto ten obraz zostaje skojarzony z motywem jasełkowym i jednocześnie zapowiada mękę Chrystusa. Z kolei w Psalmie rodnym mięso jest darte w pasy i toczone „w szare zaświaty soli”. Ten zwrot, mówiący po prostu o technologii rzeźnickiej konserwacji, wskazuje ostatecznie na śmierć zwierzęcia i nieśmiertelność jego duszy. Gdzie indziej znajdziemy motyw dosłownie „słonych łez” obok odwołania do tragicznego losu żony Lota.

Nóż jest znakiem zdrady, bratobójstwa i narzędziem zbrodni, ale i rzezi zwierząt, a kluczowe jego znaczenie ujawnia Psalm o nożu w plecach. W osobnym porządku pojawiają się inne ostre narzędzia: siekiera i piła (służące głównie do ścięcia jabłoni i brzozy); z kolei włócznia, oszczep, dzida i szabla to motywy militarne albo pasyjne. W krajobrazach „zranionej” rzeczywistości mienią się one wieloznacznością – spajając motywy wiary z historią i biografią wiejskiego emigranta.

Jutrznia najlepiej łączy zmysłowe postrzeganie krajobrazu z sensem religijnym. Z jednej strony jest bowiem po prostu metonimią świtu lub zmierzchu, gdyż określenia „gwiazda zaranna”, i „gwiazda wieczorna” wskazują na ten sam obiekt astronomiczny, którym jest planeta Wenus, widoczna w obydwu skrajnych porach dnia; ale zarazem to nazwa nabożeństwa porannego. Znaczenia te często wzajemnie się motywują scalając przestrzenie: jak w Psalmie milczącym:

Mlekiem nam pachnie jutrznia święta

Gdy przy jagnięciu sen nas morzy4.


Obraz świtu – przez powiązany z nim motyw pasterski – łączy się z liturgią paschalną i starotestamentową tradycją spożywania baranka. Jutrznia kiedy indziej okazuje się po prostu tłem widoku: rozświetlonym niebem skontrastowanym z ciemnym drzewem: „i parę witek jutrzni połamanej/ przez myszkujących za ptakami chłopców” (Psalm dziecinny). A w Psalmie jutrzennym prócz efektu świetlno-kolorystycznego (złocisto-różowego) pojawia się motyw ukoronowania jutrznią wspominanych rówieśników z dzieciństwa. Jutrznia zawsze uwzniośla i konsekruje opisywane postacie niczym aureola; czasem awansuje metaforycznie dolne piętra krajobrazu, ale tym samym wiejskie motywy ją niejako oswajają, ściągając z nieba w realia ziemskie: w Psalmie miłosnym „siano się sypie z sianokosów jutrzni”, a w Psalmie brzozowym „jutrznia się kłosi”, podczas gdy towarzysząca jej zorza „kwitnie”.

Zorza podobnie w sposób szczególny eksponuje i waloryzuje zdarzenia, oświetlając je patosem lub niezwykłością; jednak z uwagi na czerwonawą barwę bywa kojarzona z krwią i staje się scenerią tragedii, przemocy, cierpienia, męki, śmierci. W Psalmie o lnianym polu ujrzymy symptom strachu jako „w zorzy twarz bielszą od westchnienia”; w Psalmie wigilijnym „zwierzęta wierne zarąbane […] w wieczornej zorzy idą z rzeźni”; w Psalmie kmiecym pojawią się kosmici jako „żółci od zorzy planetarni zbóje”; w Psalmie plebańskim „w zorzy się lizał pies kulawy”. Sensy naddane metaforycznie na ogół jednak nie wyrywają „zorzy” z krajobrazu, a czasem to właśnie ona przekształca widok impresjonistyczną metonimią, gdy na przykład – jak w Psalmie stajennym „po soplach ścieka z dachu zorza” – oczywiście chodzi o różowe światło mieniące się w stożkach lodu. Są jednak sytuacje, gdy zorza zostaje wyabstrahowana z przedstawienia wizualnego albo bardzo trudno ją w tym porządku umieścić – zwłaszcza w groteskowym zdarzeniu, jak to w Psalmie śmietnikowym, w którym „chłop na zorzy oklep jedzie”, choć jeśli sprowadzić je do mimetycznego przedstawienia, możemy sobie wyobrazić konia o białej maści zabarwionego odblaskiem zorzy. Znajdziemy więc sytuacje skrajne jako efekty eksperymentalnego testowania wydolności symboli oraz ich łączliwości skojarzeniowej.

To zaledwie wyimki z repertuaru najważniejszych symboli poety, gdyż kompletny słownik powinien objąć więcej zarówno haseł, jak i przykładów. Opisane motywy w podobnych kontekstach pojawiają się również w prozie Tadeusza Nowaka, by wymienić jabłoń i jabłko z powieści A jak królem, a jak katem będziesz czy służące do wglądu w inny świat piórko w jego najciekawszej powieści Wniebogłosy5. Można więc mówić o swoistym autorskim leksykonie albo wręcz o prywatnej mitologii, w której powtarzalne elementy pojawiają się w różnych konfiguracjach i niby antyczni herosi uczestniczą w licznych niezwykłych przygodach, niekiedy przechodzą zaskakujące metamorfozy, ale nigdy nie giną ostatecznie.

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2022 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.