11/2021

Julia Książek

Raubritter

Każdy protagonista potrzebuje silnego antagonisty. Nadajesz bieg mojej historii. Sprawiasz, że jest ona interesująca. Żyję w świecie, w którym nikt nie walczy przeciwko niczemu i o nic. Świat jawi mi się jako opowiedziana historia, której przyszło mi słuchać. Ty podążasz za mną, gdziekolwiek pójdę. Berenika była już bardzo blisko poznania prawdy. Wcześniej wydawało jej się, że wszyscy podzielają jej wielką miłość i przywiązanie do piękna, ale podświadomie czuła, że przecież tak wcale nie musi być. Człowiekowi, dopóki istnieje, wydaje się, że jeszcze wiele światów ma przed sobą, że czekają na niego nieodgadnione rzeczywistości. „To zależy od człowieka”, pewnie powiesz z tą znaną tylko tobie wielkoduszną pobłażliwością. Rzecz w tym, że jest to cecha wspólna całego gatunku ludzkiego: myślenie i oczekiwanie. Dobrze wiesz przecież, że część z nas spędza na czekaniu całe swoje życie. Potrafimy sobie wypruwać żyły, żeby przez ostatnie dziesięć (może dwanaście) lat patrzeć w biały sufit. Im obfitsze życie, tym bielszy i z lepszego materiału jest to sufit, może marmurowy, ale wiesz, sufit to dalej sufit i nic tego nie zmieni. Dzięki temu, że popychasz mnie do przodu, do działania, nawet w tym świecie – mnie i Berenikę – mam wrażenie, że cały mój wysiłek nie idzie na marne. Zawsze pamiętaj, że cię potrzebuję bez względu na to, gdzie będziesz. Słowa wydają się zbyt błahe, żeby to opisać. Śmieszne, prawda? Istotnie, dosyć zabawne, skoro „na początku było Słowo i Bogiem było Słowo”. A ja jednym zdaniem położyłam je na twarz. Czy czuje się bezsilne? W zasadzie to bez znaczenia, jak się czuje, a to, co ma sens, zawiera się jedynie w tym, jaki skutek wywołuje. Uważasz, że to bezwzględne i okrutne? W podobny sposób rzesze oświeconych ludzi rozprawiają się z rozczłonkowanymi ideologiami, które upadły. Zasypują dół pełen ludzkich wspomnień, uczuć, cierpień i ciał, a w zamian oferują proste zdanie. Jakby sądzili, że wszystko da się rozliczyć esejem. Ja i Berenika, my już dobrze wiemy, że ty jesteś po naszej stronie, pomimo tego, że cały czas nas zwalczasz. Bądź łaskawy wspomnieć nas, gdy będziesz daleko stąd. Zwłaszcza mnie, ja… Bardzo istotna jest dla mnie rola, którą odgrywasz w moim życiu, ale to już wiesz. Nigdy nie odchodź i nigdy nie zachodź. Znaczysz dla mnie tak wiele, że czasem nocą, kiedy leżę w łóżku i już zasypiam, wydaje mi się, że poddajesz się, odchodzisz i nie chcesz już za mną podążać ani mi zaprzeczać. Chociaż rani mnie twoja obecność, brak ciebie wydaje się zupełnie nie do zniesienia. Nie myśl o mnie źle, nie miej mi za złe mojej zmienności. Jestem już trochę zatruta tym światem, który nie wydaje mi się zbyt dobrze pomyślany. To znaczy, wiele rzeczy podziwiam, myślę nawet, że tworzy to momentami ładną kompozycję, ale nie ma na tyle krwistej idei, która przetrwałaby dłużej niż wiek. Nie mów mi proszę o religiach, bo obydwoje doskonale wiemy, że to jest nieco inna historia. Ludzie grzęzną po kolana w błocie, zabijają innych, na koniec zabijają siebie, a za parę lat już nie pamiętają o swoim wielkim poświęceniu. Hodują w swoich sieniach larwy, niezdolne do pamięci, niezdolne do teraźniejszości, bez przyszłości. Tak, wiem, że musisz już iść, ale miej to na uwadze, gdy następnym razem przyjdziesz, że moje opinie są przesadzone i kategoryczne. Trzeba odczytywać mnie z dystansem. Zresztą już mogłeś to zaobserwować, skoro towarzyszysz mi od lat. Uważaj na siebie. Kiedy odchodzisz, żałuję, że nie ma cię w pobliżu, jednak kiedy jesteś, twoja obecności jawi mi się jako nieznośna. Nie mam już siły z tym walczyć. Ten świat nie zasługuje na nic wielkiego w swojej banalności. Jemu też możesz o tym powiedzieć. Tylko mnie nie pouczaj. Pnę się do góry jak bluszcz, jak błędny ognik, jak rycerz-rabuś, a przecież jestem tylko różą. Taką, która ogląda świat, nie mogąc go uratować. Mam jednak jeszcze nadzieję, że Ty wrócisz dzisiaj bezpiecznie do domu. Pobożne życzenie. Uważaj na siebie. Wiem, że zawsze tak jest. Codziennie do tej pory wracałeś przecież bezpiecznie do domu! Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie mam na to wpływu. Kiedy już szczęśliwie przekroczysz próg swojego domu, będę wiedziała. Jak Bergman wiedział, gdy dotknął swojej pierwszej kamery. Pewne rzeczy są po prostu opowieściami.


1. Czy prezydent Francji jest szczęśliwy?
Czy prezydent Francji jest szczęśliwy? Skoro już jesteś z powrotem, może odpowiesz na to pytanie. Czy często się nad tym zastanawiałeś? Czy rzadko się nad tym zastanawiałeś? Czy naprawdę nigdy w świecie o tym nie rozprawiałeś przy rodzinnym stole, suto zastawionym wspaniałymi potrawami i drogimi winami? Berenika zawsze powtarza, że prezydent Francji musi być szczęśliwy, ba, nie tylko to, ale nawet, że od zawsze i każdy władca Paryża musiał być szczęśliwy. Ja się zupełnie nie zgadzam, ale nie sugeruj się mą odpowiedzią. Musisz przecież wiedzieć, że każdy z nas zasługuje na swoje prawowite, odmienne zdanie, jest to święta i przyrodzona mantra człowieka zachodu. To pytanie, choć błahe na pozór, jest mianownikiem i początkiem wszelkich naszych rozważań. Niech tak będzie i tym razem. Czy prezydent Francji jest szczęśliwy?

Budzi się, tak, najpierw szybki glance na Champs-Elysées i tak, tutaj od razu uśmiech pojawia się na jego twarzy, później zakłada garnitur, nadchodzi moment krytyczny – pierwsze pukanie do drzwi, uff… to tylko jego ulubiona biała kawa, więc wyraz twarzy i wewnętrzny stan pozostają takie same – niezmiennie dobre. I chociaż dzisiaj jego żona nie wróciła na noc, a on po południu ma spotkanie z ambasadorem Rumunii, to tak, jest szczęśliwy, bardzo szczęśliwy, obrzydliwie szczęśliwy. Izrael zrzuca kolejną bombę na Palestynę? To okropne, absolutnie niedopuszczalne, pertraktuje przy śniadaniu, w duszy zalewając się falą samozadowolenia. On jest spokojny, może taki być, pozostanie niewzruszony, choćby płonął świat. Protestujący tamują mu drogę, nawet przy pomocy ochrony trudno mu jest dostać się do samochodu, ale tak, prezydent Francji jest szczęśliwy, był szczęśliwy i będzie szczęśliwy, za radą stoików pragnie być wolny od gwałtownych porywów serca. Jedzie teraz na jogę, ukoi to jego zszargane nerwy. Zasługuje na to, chce w pełni cieszyć się swoim pogodnym nastrojem. Jest w końcu głową francuskiego społeczeństwa, a to (chociaż znaczy dzisiaj mniej niż kiedykolwiek) mówi: wolność i sztuka. Prezydent Francji jednak rzadko bywa na wernisażach i wieczorach poetyckich, bo artyści francuscy od zarania dziejów czują potrzebę odwracania się plecami do prezydentów Francji. I to przyjmuje nasz bohater za wesołą retorykę sztuki prawdziwie wolnej, zakłada maskę pobłażliwego ukontentowania. Proszę, żebyś dobrze to zrozumiał: ja bardzo szanuję prezydenta Francji. Jego intencje są szczere, a zamiary wspaniałomyślne, tylko że… nie ma to żadnego znaczenia. On sam wie o tym doskonale. Materializm historyczny każe mu jednak popychać swoje obłędne działania w konkretnym i jednym kierunku. Ma w sobie pewną cechę, która wzbudza nasze szczególne zainteresowanie: sam był jak mrówka rzucona w piach, jednak nie chciał nią pozostać. To ważne, dużo mówi o człowieku, nawet najgorszym i najbardziej występnym.

Być szczęśliwym to znaczy patrzeć w lustro z dobrotliwą empatią. Tym większą, że sami sobie odpowiadamy, kiedy nasze oblicze odbija się w szkle. Tym bardziej boli więc, gdy ten, komu patrzymy w oczy, wydaje nam się obcy. Ty to rozumiesz, Berenika to rozumie, ale wciąż istnieją całe rzesze osób, które tej prostej prawdy nie chcą bądź nie potrafią oswoić, dlatego każdego poranka odwracają twarz od lustra podczas mycia zębów. To nic szczególnego – być na pokaz szczęśliwym. Być szczęśliwym w prawdzie ze sobą – to jest wielka rzecz. Wtedy naprawdę możesz poczuć bicie swojego serca. Jedynie, gdy wiesz, że nie ma dzisiaj potrzeby zakładania maski. Nie ma człowieka, którego musisz okłamać. Twój kręgosłup będzie dzisiaj wyjątkowo prosty i w ten sposób będziesz chodzić po świecie. Dalej wierzysz w to, że jesteś w stanie na powrót stać się sobą?

Napij się herbaty, zrobiłam twoją ulubioną. Nie słodzisz? A więc coś się jednak zmienia, cały czas się zmieniasz. Niedługo nie będę w stanie cię rozpoznać. Ale spotkania z tobą dają mi wiele radości. To miłe, że tobie również. W końcu jesteśmy przyjaciółmi.

Siedzi teraz w salonie, w wielkim pałacu, albo inaczej: na sofie w jednej z licznych willi, które pozostawił po sobie Picasso, i zastanawia się. Być prezydentem to już znaczny powód do szczęścia. Myśli o tej wojnie, co była, o tej, co jest, i o tych, które mogą być. Czuje się w tym odosobniony, ale przecież nie może wiedzieć, że jest tak na pewno. Wstaje. Gładzi ręką głowę. Widzisz to? W trójkę się mu przyglądamy. Przeczesuje palcami włosy. Już kilka siwych, siwych włosów znajduje na swojej głowie. Przez tą cholerną politykę już siwieje. Stres, niebotyczny stres, którego codziennie doświadcza w imię demokracji. Jest pewny, że to wyłącznie z tego powodu. Teraz we Francji jest pora zimowa, drzewa pozbywają się zbędnego balastu – liści, robi się naprawdę zimno. Wojny są straszne. Jego serce przyspiesza, czuje się coraz mniej spokojny. Ma żal do swoich przyjaciół z podstawówki, którzy odwracają wzrok, gdy spotyka ich na ulicy lub w teatrze. Dążył do tego punktu, w którym obecnie się znajduje, przez całe życie. To marzenie wielu. Widzi to wszystko, tych ludzi i kraje, te języki i miasta z pewnej wysokości. Nabrał dystansu, ogłady. Kiedyś mu zależało. Słyszy okrzyki, coraz częściej dostaje pogróżki. W zasadzie nikogo nie wini, gdyby miał beznadziejną pracę lub dwadzieścia lat, też by skandował na ulicy rewolucyjne hasła. Najniebezpieczniejsi ludzie to ci, którzy nie mają nic do stracenia. On ma do stracenia bardzo dużo, dlatego nie jest niebezpieczny, ale biedny. Czy już jest ci go żal?

Cukier zabija? Daj spokój, chyba możesz sobie trochę posłodzić, skoro tak bardzo brakuje ci cukru. Mówisz, że tak nie działa życie, ależ wręcz przeciwnie, ono właśnie tak działa, zmarnowane i niewykorzystane okazje bolą najbardziej. Często myślę o tym, że jeśli piekło istnieje, to wygląda tak: przez całą wieczność oglądasz wszystkie alternatywne decyzje, które mogłeś podjąć, życie, które mogłeś wybrać, mogłeś uratować, a jest tego bardzo wiele, bo codziennie wybierasz, jakim chcesz być człowiekiem. Decyzji nie da się odwołać, a jej konsekwencje są wiążące. Na co dzień w życiu nie wiesz nawet, nie zdajesz sobie sprawy, w jaki sposób mogłoby wyglądać twoje czy innych życie, gdybyś zachował się inaczej. Widzę, że przykład prezydenta Francji cię nie przekonuje, ale wierz mi, że nawet on przeżywa taki moment refleksji (nieczęsto, to prawda), kiedy siada w fotelu (z kieliszkiem wina, ale jest to opcjonalne) i…

Berenika chciałaby przerwać, ale wie, że to tylko pogorszy sprawę, że nigdy nie porzucę swojego poetyckiego tonu, a efekt może być jedynie przeciwny do zamierzonego.

…zatapia swoje spojrzenie w dywanie, który został tutaj sprowadzony z Włoch od znanego projektanta, człowieka równie zdolnego i wybitnego, jak nasz bohater. Jak to dobrze, że może zamknąć już drzwi, jak wspaniale, że nikogo się nie spodziewa. Nie spodziewa się nawet myśli w swojej głowie, które krążą obecnie jedynie wokół jednego uświęconego celu – snu. Kiedy śpisz, to nie ponosisz odpowiedzialności, cóż za wyzwalająca prawda. Wtedy, kiedy stapiasz się w jedno z nicością, wokół ciebie powstaje cienka warstwa niewinności. Tworzy się, roztacza się nad tobą, by nagle zniknąć w momencie, w którym otwierasz oczy. Od teraz ty, ty, ja, ja, Berenika i wszystkie nie-Bereniki świata biorą na ramiona cały ciężar swojego jestestwa: bezmiar łask i win, które składają się na ten stan. Jest to stan przejściowy, nieco bardziej butny i świadomy, ale przemijający. Pomiędzy tym, co wiesz, a tym, czego nie chcesz wiedzieć, istnieje głęboka przepaść tego, czego lepiej, żebyś sobie nie uświadamiał. Wiem, za nic masz te moje dalekie filozoficzne podróże. Wolisz mnie, kiedy jestem boleśnie obecna w tej chwili. Teraz już ciszej, masz rację, nic nie mówmy. Prezydent Francji zapada w sen. Krótki, płytki. Czy człowiek w ogóle może być szczęśliwy?

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.