01/2018

Janusz Drzewucki

Sen we śnie

1. Tym, co imponuje mi najbardziej w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza, jest jej integralność. Czytając lirykę tego autora po raz kolejny od początku, a zatem w porządku chronologicznym, łapię się na myśli, że stara się on nieustannie pozostawać wierny sobie, temu sprzed lat – to z jednej strony, a z drugiej – o paradoksie – że pisząc, co pisał we wczesnym okresie twórczości, pisał tak, jakby wiedział, co napisze w późnym okresie. Między młodym poetą a starym można bez większego ryzyka postawić znak równości, chociaż oczywiście młody poeta nie był nigdy starym poetą, a stary poeta nie będzie młodym.

Stary poeta to postać, jaką doskonale znamy z późnej twórczości Jarosława Iwaszkiewicza, z tak właśnie zatytułowanego wiersza Stary poeta, zamieszczonego w wydanym w 1977 roku tomie Mapa pogody. Iwaszkiewicz to dla Rymkiewicza pisarz wyjątkowo ważny. Nie sposób nie przypomnieć w tym miejscu, że był jednym z pozytywnych bohaterów tytułowego manifestu książki Czym jest klasycyzm z 1967 roku, a na zakończenie wydanego w roku 1993 tomu Moje dzieło pośmiertne przyszły autor Metempsychozy opublikował poświęcony pamięci autora Ciemnych ścieżek, pisany trzynastozgłoskowcem wiersz Od kolejki w Podkowie, kończący się znamiennym dystychem: „Byliśmy kiedyś piękni albo tylko ładni / Jeśli chcesz to mi popraw ten tam mój błąd w składni”. Całkiem niedawno, bo w ogłoszonym w roku 2015 zbiorze Koniec maja w zdziczałym ogrodzie, Iwaszkiewicz został przez Rymkiewicza przywołany dwa razy. Raz w wierszu Lechoń opatrzonym mottem z ironicznego wiersza Kraków, ogłoszonego w wydanym po śmierci Iwaszkiewicza tomiku Muzyka wieczorem: „Niusia mnie list Lechonia, książęcia Polaków”. Drugi raz w wierszu Rok 1918 – początek gatunku jako bohater dość dwuznacznej w wymowie anegdoty, którą Rymkiewicz przytacza zresztą w stosownym przypisie. Nie bawiąc się w subtelności: scena, jaka rozegrała się tamtego roku w kawiarni Pod Pikadorem w Warszawie, dowodzi tego, że Lechoń i Słonimski traktowali Iwaszkiewicza niczym niezbyt rozgarniętego prowincjusza: „A kiedyś już przyjechał, no to dalej, żywo, / My będziemy tu gadać, a ty skocz po piwo”. Że tak właśnie był traktowany, Iwaszkiewicz rzecz jasna miał pełną świadomość. W wydanych w 1993 roku wspomnieniowych Marginaliach (spisanych à propos wydanej w 1962 roku pod redakcją Seweryna Pollaka i Ryszarda Matuszewskiego antologii Poezja polska 1914−1939), konkretnie w poświęconej sobie samemu nocie wyznał wręcz: „Zawsze byłem ten gorszy skamandryta, dopuszczany – że tak powiem – do tego lepszego towarzystwa. Oczywiście nie byłem tak dowcipny jak Lechoń czy Słonimski, ani tak wyszczekany jak Tuwim, Kazio był też ćwok – a jednak on był lepszy ode mnie. A gdy jeszcze Antoni puścił kawał, że ja mam Londyn w głowie (to znaczy tuman) – to już rzeczywiście stałem się nieomal pośmiewiskiem. Opierając się na opinii moich przyjaciół, Peiper drukował w «Zwrotnicy» dosłownie: Iwaszkiewicz – idiota”.

Nie ulega wątpliwości, że duch Iwaszkiewicza, który – przypominam na wszelki wypadek – jako poeta zadebiutował w roku 1919 cyklem wierszy pod tytułem Oktostychy, patronuje Metempsychozie, podobnie zresztą jak patronował Końcowi lata w zdziczałym ogrodzie. Wszak obydwa zbiory wierszy Rymkiewicza to właśnie oktostychy. Ale czy stary poeta pojawiający się we własnej osobie w zbiorze Metempsychoza, a ściślej w wierszu Kawałki mego ciała, to Iwaszkiewicz, głowy nie daję. Podobnie jak nie jestem pewien, czy pisząc wiersz Ach Jarosławie proszę, Rymkiewicz miał na myśli swojego imiennika, czy jednak siebie samego:

Ach Jarosławie proszę pozostaw to żywym
Dla ciebie ten kto umarł tylko jest prawdziwy
[…]
Wiesz przecież – żywi mają tutaj swoje sprawy
Ty gdzie indziej masz nocne tańce i zabawy


Do Iwaszkiewicza ponad wszelką wątpliwość, bo przywołanego z nazwiska, nawiązuje za to Rymkiewicz w Wachlarzu panny Mallarmé, który to wachlarz został przez autora Xenii i elegii opisany w – zadedykowanym Jerzemu Lisowskiemu, gwoli ścisłości – wierszu Ubieralnia, zamieszczonym w tomiku Muzyka wieczorem, wydanym w 1980 roku, kilka miesięcy po śmierci Starego Poety.
Oczywiście, pisząc o związkach Rymkiewicza z Iwaszkiewiczem, nie można nie przypomnieć o jego związkach ze wspomnianym Słonimskim. W Metempsychozie zamieścił poeta wiersz Antoni idzie z Janką, a w przypisie odnotowuje, że w tomie Thema regium z 1978 roku pomieścił wiersz Pamięci Janiny i Antoniego Słonimskich. Tyle tylko, że ów wiersz w Thema regium – to już dodaję od siebie – pozbawiony był tytułu i zaczynał się incipitem: „Patrz! Janka i Antoni idą Alejami”, a pod tytułem Pamięci Janiny i Antoniego Słonimskich opublikowany został w roku 2003 w tomie Cicho ciszej. Wybrane wiersze z lat 1963−2002. „Patrz! Janka i Antoni idą Alejami / Patrz! i coś mówią do nas jakby nie umarli” – czytamy w nagłosie starego wiersza; „Antoni idzie z Janką – jednak nie umarli” – czytamy w nagłosie wiersza nowego. Akcja liryczna wierszy Rymkiewicza zazwyczaj rozgrywa się na granicy życia i śmierci, pomiędzy tym, co jest, a tym, co już nie jest; pomiędzy tym, co było, a tym, co będzie czy może raczej – nie będzie.

2. Tak czy owak, liryka Jarosława Marka Rymkiewicza to liryka kontynuacji i ciągłości. Rzecz nie tylko w tym, że w Metempsychozie poeta nawiązuje wprost – eksplorując, ile się da, artystyczną formułę oktostychu – do Końca lata w zdziczałym ogrodzie. Przecież nie sposób nie zauważyć i tego, że tytułem Metempsychoza, poeta nawiązuje nie tyle do zgoła poetyckich tytułów książek wydanych w XXI wieku, takich jak: Zachód słońca w Milanówku, Do widzenia gawrony czy Pastuszek Chełmońskiego, ale do jednowyrazowych tytułów swoich wczesnych książek, do Konwencji, do Metafizyki, do Animuli, do Anatomii. Zaglądając zaś do tych wczesnych zbiorków, możemy się przekonać, że przypisy – tak uatrakcyjniające lekturę obydwu zbiorów oktostychów – to w poezji tego autora bynajmniej nie nowość. Znajdujemy je w Metafizyce, Animuli, Anatomii, ale także w Ulicy Mandelsztama, w Zachodzie słońca w Milanówku, w Do widzenia gawrony, w Pastuszku Chełmońskiego. Przypis w poetyckiej praktyce Rymkiewicza jest równie ważny, jak motto i dedykacja, stanowi integralną część tekstu literackiego. Przypis to nie tylko uściślenie czy objaśnienie. To również odautorska podpowiedź otwierająca nowe tropy interpretacyjne, na które czytelnik prawdopodobnie sam bym nie wpadł; w każdym razie – nie każdy czytelnik.

Nie ulega wątpliwości, że poezja tego autora jest głęboko osadzona w tradycji poetyckiej zarówno polskiej, jak i europejskiej oraz światowej, ale także w historii, filozofii i historii filozofii. Poeta nieustannie wraca do raz podjętych tematów i zagadnień; jako stary poeta wraca do poetów, którymi fascynował się jako młody poeta. Dla pouczającego przykładu… W Metempsychozie pomieścił Rymkiewicz wiersz Daniel Naborowski umiera w Wilnie w roku 1640, mottem z Naborowskiego opatrzył wspomniane Kawałki z mego ciała, a w Posągu posłużył się zapożyczonym od tego barokowego poety przymiotnikiem „oceański”. I jak tu nie wrócić do Wierszy Daniela Naborowskiego sławnego swego czasu poetyMetafizyki, do Róży oddanej Danielowi Naborowskiemu z tomu Co to jest drozd, wreszcie do oktostychu Daniel Naborowski płynie do Lizbony w roku 1614. Jakby komu było mało, niech wróci jeszcze do zbioru manifestów Czym jest klasycyzm, a spotka się tam z Naborowskim nie tylko w szkicu zatytułowanym nomen omen Naborowski, ale także w innych, Idiom poety czy O jedności czasu.

W poszczególnych utworach składających się na Metempsychozę spotykamy ponadto – bezpośrednio lub pośrednio – Adama Mickiewicza i Marylę, Juliusza Słowackiego i Beniowskiego, Bolesława Leśmiana oraz zmarłego w roku 2015 Feliksa Netza, poetę, prozaika i tłumacza, a także Woltera i Fryderyka Nietzschego. Każdy z nich nie raz i nie dwa pojawił się w twórczości Rymkiewicza już wcześniej. Co ciekawe, mamy w tym zbiorku wiersz Słowacki metempsychiczny, a ponadto Metempsychiczny wierszyk dla kota Szaraka, ale aby wiersze te rozbłysły pełnym światłem, musimy znów wrócić do wierszy Metempsychoza oraz Teoria wiecznego powrotu (Metempsychoza 2), jakie ukazały się w Końcu lata w zdziczałym ogrodzie.

Wertuję wcześniejsze tomy Rymkiewicza. Poetów i filozofów w nich bez liku; W Metafizyce: Dante, Zbigniew Morsztyn i Rimbaud, w Anatomii: Wergili, Samuel Twardowski, Osip Mandelsztam, Andrzej Trzebiński, ponadto Parmenides i Heraklit, w Co to jest drozd ksiądz Józef Baka, który obok Heideggera pojawia się w Thema regium; w Moim dziele pośmiertnym – Szarzyński, Morsztyn oraz Platon, w Znaku niejasnym, baśni półżywej – Husserl; Pascal i znów Mandelsztam, a ponadto gruzińscy poeci Tabidze i Miciszwili w Zachodzie słońca w Milanówku; Mandelsztam ponownie w Do widzenia gawrony, gdzie także Achmatowa i Wittgenstein oraz Heraklit, w Pastuszku Chełmońskiego – Homer, Fet, Baudelaire, a w Końcu lata w zdziczałym ogrodzie – Mallarmé, Staff, Tetmajer. Ale to nie wszystko, bo uważna lektura Metempsychozy uzmysławia, że coraz większą rolę w świecie poetyckim Rymkiewicza odgrywa muzyka. Słyszymy tu, a raczej słuchamy razem z poetą, Haydna, Brahmsa, Liszta, Skriabina, Strawińskiego, ale także Arriagi i Piazzoli. Ale przede wszystkim Mozarta, którego dzieła zresztą rozbrzmiewają bodaj we wszystkich tomach poety. Co znamienne, słyszymy wszystkich tych kompozytorów nie tak w ogóle, lecz konkretne ich utwory, bywa, że nawet w konkretnych wykonaniach. A przecież przed chwilą, czyli w Końcu lata w zdziczałym ogrodzie, słuchaliśmy razem z poetą Händla, Pucciniego, Debussy’ego, Schumanna, w Pastuszku Chełmońskiego Beethovena, Chopina, Bartóka. A jeszcze we wcześniejszych zbiorach Schuberta, Mendelssohna-Bartoldy’ego, Dworzaka, Szostakowicza, Prokofiewa, Mahlera, Schnittkego, Saint-Saënsa. Tak, muzyka w poezji Rymkiewicza to temat na osobną, obszerną i zapewne pasjonującą rozprawę.

3. Z jednej strony kultura, a z drugiej natura. Dwa światy. Autor Metempsychozy jest znawcą zarówno tego pierwszego świata, jak i tego drugiego. W kolejnych wierszach kreśli tajemniczy świat, w którym się przecinają – no, chyba że jednak nie przecinają się – drogi żuka, jeża, pasikonika, komara, mrówki, myszy, ślimaka, gdzie fruwają skowronek, kos, gołąb, osa, motyl, modraszka i czubatka, gdzie rosną trawa, pokrzywy, osty, wrzosy, bluszcz, gryka, jarzębina, daglezja, rumianek, mięta, dzikie wino, wierzby, mirabelki, jabłonki, a ponadto „brzózki”, „sosenki” oraz „fijołeczki”. Kogo ma na myśli autor tych urzekających konkretem liryków, gdy w wygłosie wiersza Już fijołeczki spotyka „Poetę fijołeczków i filozofa mleczy”? Czyżby siebie samego?

Świat opisany w tych wierszach to także, może nawet nade wszystko świat kotów, które w domu i w ogrodzie poety są u siebie. Gdzieś przemyka „kot zgłodniały”, „martwa Psotka po raz drugi kona” (Ktoś drapie do drzwi), poecie „Śni się Filek” wyznający: „Sam sobie jestem teraz i żaglem, i sterem” i dopytujący: „A ty tutaj po jaką męczysz się cholerę” (Kot Filemon), a w zamykającym książkę Metempsychicznym wierszyku dla kota Szaraka, opatrzonym mottem z Mickiewicza: „Pani Jesień przyszła do kota / – Wstawaj kocie jest dla ciebie robota”, ale kot – jak to kot – nie daje za wygraną, przekomarza się: „– Ta robota to gdzie i za ile / Daj mi jeszcze pospać przez chwilę”, a za chwilę pewnie ruszy swoją drogą, pobiegnie własną ścieżką w tylko sobie znane rejony.

Światem natury opisanej w dwu zbiorach oktostychów rządzi czerń, ale także ciemność i szarość. Ale czerń rządziła tym światem już wcześniej. Już w inicjalnym wersie pierwszego wiersza tomu Pastuszek Chełmońskiego – opatrzonym mottem z Iliady Homera, co nie bez znaczenia – pojawia się słowo ciemność, z którym zostało zrymowane słowo daremność. W wygłosie tego wiersza, zatytułowanego Wtedy Atena, mowa zaś o „daremności losu” i ta poetycka konstatacja towarzyszyła mojej lekturze każdego następnego zamieszczonego w tej książce utworu. Mowa w nich o „ciemności istnienia”, o „ciemnym bóstwie”, o „podziemnych ciemnościach”, o „głosie ciemności”, wreszcie o „ciemnych powieściach” i „ciemnej sile moich piosnek”. Przymiotnikowi ciemny wtóruje przymiotnik czarny. A zatem: „czarna słoma”, „czarny welon”, „czarny kamień”, „czarne suki” (milicyjne bądź policyjne), „czarny jedwab”, „czarny język”, „czarne stada”, czarne skrzydła”, „czarne pióra”, wreszcie najsugestywniejsze: „czarne oceany”, „czarna otchłań” i „czarna krew”. Ten ostatni obraz został przywołany w kilku wierszach Pastuszka Chełmońskiego, w Dzikim zapachu majowym, Ostatniej piosence nihilisty, Powtórnym przyjściu.

Nie inaczej w Końcu lata w zdziczałym ogrodzie. Zasadniczą rolę odgrywają tu przymiotniki czarny i ciemny, a ponadto krwawy. Nad światem unoszą się „czarne skrzydła” (Upiorzyca tatrzańska), a nawet „czarne zakrwawione chmury”, zresztą „Krew jest wszędzie Krew kapie na polskie sztandary” (Pogrzeb generała Jaruzelskiego), przed nami „cała przyszłość jest teraz zakrwawioną ścianą” (Pled w kratkę), a za nami „ciemna przeszłość imperium” (Chan słucha Mozarta). W trakcie lektury poszczególnych wierszy wynotowuję tak charakterystyczne obrazy i metafory, jak „noc ciemna”, „czarny wieniec”, „czarny orzeł”, „czarne zwierzę”, „czarne łoże”, „czarny ocean”, „czarny port”, „czarny Paryż”, ponadto „słońce w zakrwawionych chmurach”, „słońce wschodzi jak krwawiąca głowa”, „krwawa gwiazda wschodzi” i jeszcze „widmowe mięso na krwawe kotlety”. Obrazowanie poety jest gęste, nieustannie się intensyfikuje, rozrasta się z wiersza na wiersz, lecz poeta panuje nad nim niezawodnie. Poezja to jego gospodarstwo.

Nie inaczej w Metempsychozie: „czarna skorupa”, „czarne żagle”, a jeśli „białe żagle”, to za to „płyną w mroku”, ponadto „czarne osy”, „czarna krew”, „czarne młyny”, „czarne jeziora”, „całuny szare”, „mgła szaroniebieska”, „oczy szare”, „coś ciemnego”. „Ciemność tańczy w ciemności ciemność cię obraca” – mówi poeta do siebie w wierszu Mefisto walc, a w Ślepym poecie – dodaje: „Ciemność jest ślepa – jak ja jak poezja”. Słuchając 23. Koncertu Fortepianowego Wolfganga Amadeusza trzyma egzemplarz Odysei Homera, akurat „Otwarty tam gdzie podróż w ciemność się zaczyna” (Adagio Mozarta).

Podmiot Metempsychozy znajduje się pomiędzy, w każdej chwili pomiędzy, cały jego świat wydaje się być pomiędzy: jest pomiędzy i porusza się pomiędzy, jak w wierszu Porteño:

Śmierć mnie widzi – jej oko patrzy poprzez chmury
I fale mną rzucają to w dół to do góry


Cóż, „Trochę jest się na górze a trochę na dole”, twierdzi poeta w Kawałkach mego ciała, a w Śnił mi się Arriaga: „Ocean spadał potem znów wzbijał się w górę”; natomiast w Pokrzywach na wiosnę przepowiada sobie: „Trochę umarły trochę jesteś żywy” i jeszcze w Modraszku: „Skąd idzie nie wiadomo i dokąd odchodzi”. Ba, nawet diabeł w tym świecie jest, a jakby go nie było, jest i nie jest: „To skoczy to zatańczy – to jest a to znika” (L’Histoire du soldat – ragtime), upiór zaś „W czterech deskach półpiaszczysty półtrumienny” (Upiór – pierwsza piosenka zaniemeńska); na dodatek „Świat we łzach tonie – nie wie – jest martwy czy żywy?” (Świat we łzach tonie). Wiek znaczy tutaj tyle co chwila (Patrzy w gaiku – druga piosenka zaniemeńska), a zatem „Jedną chwilę i lat tysiąc będziesz spała” (Kołysanka), tymczasem sam poeta zawieszony między pytaniem a odpowiedzią (Brahms – kwintet na klarnet i smyczki h-moll op. 115) i jakby tego było mało: „Prawy but mam za ciasny, w lewym stoi woda” (Jesienny wieczór na cmentarzu), „Wprzód szybko potem wolniej” (Mefisto walc). Nic nie jest ani pewne, ani oczywiste. Wszak „Nie wiadomo kto umarł a kto jeszcze żyje” (Daniel Naborowski umiera w Wilnie w roku 1640), wiadomo tylko, że nie wiadomo: „Ktoś mnie zawsze prowadził – nie wiem czyja ręka” (Papa Haydn – adagio cantabile). Wiadomo tylko tyle, ile nie wiadomo.

4. O ile Jarosław Marek Rymkiewicz w pierwszej księdze oktostychów Koniec lata w zdziczałym ogrodzie posługiwał się tak specyficznym dla siebie czarnym humorem, o tyle w Metempsychozie tego czarnego humoru coraz mniej, jak na lekarstwo. W Pokrzywach na wiosnę poeta jeszcze dzieli się z nami radością: „Ach! życie znowu chce żyć – bez powodu”, w Kołysance krzepi się myślą: „To co było – nieraz jeszcze się powtórzy”, ale przecież wie, że ostatnia granica jest już blisko: „Zasnąłem we śnie – wiedząc że będę wchłonięty” (Smok) i w tym śnie śni mu się następny sen: „Dopiero co zerwane poranne czereśnie / Takie jak przed laty śniły mi się we śnie” (Poranne czereśnie). Co prawda potrafi jeszcze z siebie zażartować, żartuje zatem: „ja jestem już stary i nie wiem niczego” (Dwie sikorki na gałązce), choć wiem – jak wiedział umierający Daniel Naborowski w cytowanym wcześniej wierszu – że naszą jedyną drogą jest droga „Na dół do dołu w dole”.

To się tylko tak mówi: wiemy tyle, ile nie wiemy. A jednak nie ma innej wiedzy ponad stwierdzenie niewiedzy. Pozostaje tylko nadzieja, bo właśnie o nadziei mówi Jarosław Marek Rymkiewicz, opowiadając nam swój sen ze zmarłym Feliksem Netzem w roli głównej:

Pozwoli pan, że pójdę z panem aż do bramy.
Mam nadzieję, że kiedyś tutaj się poznamy.


Czy to nie Jarosław Marek Rymkiewicz przełożył sztukę Calderona de la Barki Życie jest snem? Życie, śmierć, wszystko. Żyjemy we śnie, umieramy we śnie.

Jarosław Marek Rymkiewicz: Metempsychoza. Druga księga oktostychów.
Fundacja Evviva L’arte, Warszawa 2017, s. 52.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.